Tag Archives: Sucker Punch

Trochę dobrej muzyki

Nie można cały czas słuchać metalu i słodziutkiego japońskiego popu w postaci openingów z anime. Czasem można (dla odmiany) posłuchać utworów, które nawet zblazowany i zapatrzony w swój „świetny gust” antropolog określi mianem „kultury”, a nie „komercyjnego śmiecia” :D. Przy okazji można też nieco rozruszać zakurzoną już kategorię „muzyka” na blogasku i powspominać sobie kilka świetnych filmowych soundtracków.

Phantom of the Opera

Continue reading →

Reklamy

Emily Browning – Sweet Dreams (Are Made of This)

Na film Sucker Punch na pewno można narzekać. Z drugiej strony jednak nawet największy hater powinien przyznać, że początkowa sekwencja filmu robi piorunujące wrażenie. Duża w tym zasługa Emily Browning, która śpiewa piosenkę towarzyszącą tej scenie. Ten utwór to cover wielkiego przeboju z lat osiemdziesiątych autorstwa zespołu Eurythmics, a swego czasu coverował go także Marilyn Manson. Polecam posłuchać sobie wszystkich wersji tego kawałka, ale przyznam, że najbardziej lubię wersję Emily Browning, a moja sympatia do Sucker Punch ani ewentualne uprzedzenia do Marilyna Mansona nie mają tu nic do rzeczy :D.

Tak na marginesie… nieźle się trzymam, a pracę magisterską oddam w terminie :P

Sucker Punch – kino tylko dla nerdów?

Bywa tak, że film jest z góry skazany na „objechanie” przez krytyków i znawców kina. Często dzieje się tak z filmami z założenia innymi, eksperymentalnymi czy też wkraczających na obszar artystycznego kiczu. Warto jednak zauważyć, że czasami kicz jest nazywany odważną i oryginalną wizją, a czasem jest mieszany z błotem. Wiadomo wszak, że nie każdy może sobie pozwolić na takie fanaberie i tylko niektórzy reżyserzy mają do tego prawo. Kiedy Tarantino nakręcił film Kill Bill miał już opinię kultowego reżysera i jego film był skazany na sukces. Niestety Zack Snyder znany z takich tytułów (swoją drogą też objechanych przez krytyków) jak 300 czy Watchmen jeszcze nie zapracował sobie na taką reputację i jego najnowsze dzieło – Sucker Punch niewątpliwie będzie w centrum zainteresowania na najbliższej uroczystości przyznawania Złotych Malin, a już teraz zebrał przeważnie negatywnie recenzje.

Continue reading →

Na co do kina?

Przyznam, że nie wybieram się do kina zbyt często. Może to kwestia tego, że kino w moim rodzinnym mieście ma niezbyt urozmaicony repertuar, większość nowości gości w nim ze sporym opóźnieniem, a niektóre nie goszczą wcale. Wycieczka do najbliższego multikina jest często nie warta zachodu i naprawdę mało filmów jest w stanie mnie do tego skłonić (ostatnim był Harry Potter i Insygnia Śmierci). Poza tym, powiedzmy sobie wprost: w ostatnim czasie było naprawdę mało filmów, które koniecznie trzeba było obejrzeć w kinie – ja na przykład nie mam problemów z czekaniem aż film ukaże się na DVD (a wypożyczalnia jest znacznie bliżej niż multikino). Niemniej, zadowolony jestem bardzo z ostatniego wypadu na Maczetę :D. Ten film jest genialny w swojej przemyślanej kiczowatości i mógłbym się nim zachwycać jeszcze długo. Dziś jednak chciałbym wspomnieć o trzech filmach, które mogą mnie w najbliższym czasie skłonić do odbycia wielkiej wyprawy do multikina (albo niecierpliwego czekania aż trafią do „mojego” kina).

Czarny Łabędź

Continue reading →