Tag Archives: ending

Natsumi Kiyoura – Sasameki Koto OP/ED

Niedawno pisałem jaką to wspaniałą serią okazała się komedia romantyczna zaprawiona wątkiem yuri zatytułowana Sasameki Koto oparta na mandze o tym samym tytule. Każdy odcinek śledziłem z niekłamaną przyjemnością, a odczucia końcowe mogę opisać jako stopniowo rozchodzące się ciepło i sielanka. Naprawdę, dawno nie oglądałem takiego „heart warming” anime.

Od seansu minęło trochę czasu, ale w ostatni weekend ponownie zaczęły za mną chodzić utwory OP i ED z owej serii. Szczególnie zapadł mi w pamięć piękny i bardzo pozytywny utwór końcowy Niji-iro Pocket, choć opening zatytułowany Kanashii Hodo Aoku rozbrzmiewa bardzo sielankowo i dobrze poprawia nastrój. Obie piosenki swoim czystym głosem zaśpiewała młoda artystka Natsumi Kiyoura. Niestety, według moich informacji, teledysku doczekała się tylko Kanashii Hodo Aoku. Ubolewam nad tym bo to akurat drugi utwór oceniam wyżej i nawet przy mojej zdystansowanej postawie wobec takiego wynalazku jakim są muzyczne wideo chciałbym zobaczyć Natsumi śpiewającą Niji-iro Pocket. Wygląda jednak na to, że niewiele straciłem bo teledysk raczej nie różnił by się zbytnio od zaprezentowanej poniżej, dość sterylnej (choć nieźle komponującej się z melodią) prezentacji śpiewającej japonki. Nie będę się już rozpisywał; poniżej zaprezentowałem oba utwory (najpierw Kanashii Hodo Aoku).

Continue reading →

THE BACK HORN – Wana (Gundam 00 ED)

Minął już miesiąc odkąd stałem się fanem mechów. Tak, jestem fanem wielkich, animowanych robotów i przyznaję się do tego bez bicia. Wszystko za sprawą dwóch sezonów anime Gundam 00. Do niedawna, mając niezbyt miłe wspomnienia o Neon Genesis Evangelion unikałem tej tematyki jak ognia, nigdy nie byłem też jakimś wielkim fanem twardego s-f (Gwiezdne Wojny to wyjątek) i trudno było mi zrozumieć czym zachwycają się wszyscy fani Gundamów. Pierwszym krokiem na mojej nowej ścieżce był Macross Frontier, ale w tej serii pierwsze skrzypce grała muzyka, a mechy były tylko dodatkiem. Możliwe, że to dzięki temu Macross (a Ranka Lee w szczególności) podbił moje serce i przywrócił mi wiarę w animowane historie spod znaku s-f. Do Gundama zasiadałem z lekką dozą sceptycyzmu, ale szybko wkręciłem się i pochłonąłem oba sezony w szybkim tempie. Oprócz epickiej fabuły, ciekawych postaci (jeśli na jakimś konwencie zobaczycie kogoś przebranego za Tierię Erde to pewnie będę to ja), wątków pobocznych i animacji bardzo pozytywnie odebrałem muzykę, w tym openingi i endingi.

„Wana” to pierwszy ending rzeczonej serii. Rockowy, odrobinę cięższy kawałek pozbawiony wszelkich udziwnień i wymysłów (śliczni chłopcy z boysbandu czy inny visual key) łatwo wpada w ucho i ze wszystkich towarzyszących Gundamowi utworów to właśnie ten zapamiętałem najlepiej (no, może oprócz „Unlimited Sky”). Jeśli wziąć pod uwagę fragmenty tekstu mówiące o zagubionych żołnierzach na polu bitwy to całość świetnie pasuje do tematyki anime. Nie uważam, że teledyski są jakoś szczególnie ważne w muzyce, ale moim zdaniem taki „suchy”, pozbawiony niepotrzebnych ozdobników, nakręcony w surowej scenerii videoclip świetnie komponuje się z nieco „szorstkim” wyrazem utworu.

Noria – Hitomi no Kotae (07-Ghost ED)

W oczekiwaniu na notkę o kolejnym odcinku 07-Ghost (znając życie zabiorę się za nią dopiero w weekend) prezentuję teledysk do endingu tej serii. Na koniec każdego odcinka słuchałem endingu z niekłamaną przyjemnością; spokojna melodia działała kojąco po nieraz bardzo emocjonujących odcinkach pełnych tragicznych wydarzeń i mrocznych sekretów. Co ciekawe, pomimo spokojnego charakteru i pewnej sielankowości utwór dobrze wpasował się w klimat serii.

Jeśli chodzi o sam teledysk to nic się w nim nie dzieje; zgrabna japonka w ładnej białej sukience stoi i śpiewa. Co jakiś czas w tle pojawiają się skrzypaczki wygrywające bardzo przyjemną melodię. Noria prezentuje się bardzo pozytywnie w swojej skromnej sukience, ale uważam, że nieco przesadziła z ozdabianiem paznokci :D. Jeśli mam porównać oba tytuły (opening i ending) pod kątem teledysków to korzystniej wypada Aka no Kakera. Co prawda tam też niewiele się działo, ale całość była jakoś bardziej dynamiczna, a Yuki Suzuki sprawiała wrażenie bardziej zaangażowanej (choć pewnie jest to kwestia zupełnie innych charakterów obu utworów). Z drugiej strony jednak Hitomi no Kotae dostaje wielkiego plusa za skrzypce i skrzypaczki ^^.