Tag Archives: ef – a tale of melodies

ELISA – Ebullient Future (ef – a tale of melodies OP)

Dziś tylko krótka muzyczna notka, na nic dłuższego i bardziej złożonego nie mam siły z racji Systemu Eliminacji Studentów, który Jest Aktywny (sesji). Kiedyś wspomniałem, że często podczas nauki towarzyszy mi cicha muzyka, otóż ostatnio na playlistę zawędrował opening z serii ef – a tale of melodies.  Serię tę (jak i jej poprzedniczkę: ef – a tale of memories) uważam za jedne z najlepszych anime jakie miałem przyjemność oglądać. Romanse pochłaniam masowo, ale te dwa wybitnie przypadły mi do gustu nie tylko ze względu na wątki miłosne i bohaterów; było w nich sporo graficznych eksperymentów i motywów psychologicznych, które razem powalały na podłogę (w jak najbardziej pozytywnym sensie). Oprócz tego na uwagę zasługują właśnie openingi, są pełne energii (a nie mdłe lub przesłodzone jak większosć utworów o miłości) i pozwalają odzyskać choć cześć sił podczas pięciominutowej przerwy w nauce :). Zachęcam do obejrzenia obu serii, naprawdę warto.

Zaprezentowany teledysk nie umywa się do animacji towarzyszącej piosence w anime, gdyby przydzielali nagrody za najlepszy opening (biorąc pod uwagę zarówno animację jak i muzykę) to moim zdaniem pierwsze miejsce powinno przypaść właśnie tej piosence. Utwór jest po angielsku i Elisa śpiewa w tym języku dość wyraźnie jak na japonkę (niektórym wychodzi to koszmarnie), ale ma też swoją japońską wersję. Mnie najbardziej podoba się motyw muzyczny (wpierw na gitarze, potem na skrzypcach ^^) zaczynający się około 1;25 minuty, a tekst od razu przypomina mi o bohaterach obu serii ef. Miłego słuchania.

O tym jak soundtrack odświeża wspomnienia

Poszukując dobrego podkładu muzycznego do zbliżającej się sesji w klimatach magical girls (tak, udało mi się zebrać graczy i pokonać swoje lenistwo) słuchałem soundtracków z różnych animowanych seriali, które miałem okazję oglądać w ostatnich latach. Zupełnie przypadkiem na pierwszy ogień poszedł soundtrack z Full Moon wo sagashite. Serię tę oglądałem chyba 3 lata temu i pomimo wielkiego wrażenie jakie na mnie wywarła to zdążyła się już nieco zatrzeć w mojej pamięci. Wystarczyło jednak 5 sekund openingu bym przypomniał sobie większość wątków, po kilku kolejnych kawałkach z albumu naszła mnie przemożna ochota obejrzenia Full Moon po raz kolejny (i wcale nie zraziła mnie myśl, że to 52-odcinkowy tasiemiec). Continue reading →