Dziewięć lat za nami

Minęły święta, koniec roku za rogiem, a to oznacza też, że minął kolejny rok mojej obecności na wordpressie. Wytrwałem już 9 lat i mimo wszystko ciągle ktoś chce moje wypociny czytać, a ja ciągle mam motywację by wygospodarować trochę czasu by przelać myśli na klawiaturę. Dzisiejsza notka to takie luźne podsumowanie roku, ale na początek króciutko o tym co fajnego przytrafiło mi się w grudniu. Jako przerywniki wrzucam kilka tweetów z obrazkami ilustrującymi jak przebiegał mi cały rok.

Tradycyjnie dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, dzięki za każde jedno wyświetlenie, a podwójne dzięki za każdy jeden komentarz.

achievement unlocked 2017

Continue reading →

Reklamy

Wesołych Świąt!

Więcej deszczu niż śniegu za oknem
Mimo tego cudem nie przemokłem
Więc zdrowy mogę świętować
I nieporadnie, jak co roku, wierszować

Życzę Wam moi kochani
Byście nigdy nie byli całkiem sami
Przyjaciół nie musi być wielu
Nie muszą też mieć nadmiaru w portfelu
Ważne by dobrym słowem poratowali
I niezmiennie przy was pozostali


I by na święta kręcili więcej filmów z wdziękiem jak „Love Actually”, a mniej „Listów do M” :)

Geek out – listopad 2017

Listopad był miesiącem brzydkim i męczącym, a na dodatek na sam koniec ‚zaskoczył’ mnie śniegiem. Druga połowa miesiąca to też absolutne wariactwo w pracy i brak weny twórczej na cokolwiek. Jeśli chodzi o przyjemne rzeczy to listopad zapamiętałem przede wszystkim jako miesiąc filmowy przeplatany graniem w Fire Emblem Fates i czytaniem Story Mode w grach BlazBlue (tak, kupuję bijatyki 2D bo podoba mi się Story Mode).

Filmy

Continue reading →

Z pamiętnika gracza – utwory wokalne z gier

Siedzenie na youtube i słuchanie przypadkowych soundtracków z gier to jeden z moich ulubionych sposobów marnowania czasu przy komputerze. Polecam, jest tak samo uzależniające jak oglądanie filmików z kotkami. Do tego można sobie powspominać w jakie to fajne gry się grało, a jakich już teraz nie robią. Teraz wszędzie nudne open worldy i drogie DLCki, a dla takich statecznych mężczyzn w średnim wieku jak ja nie ma nic lepszego od przypominania sobie, że kiedyś wszystko było lepsze i ‚gimby nie znajo’.
A tak bardziej na poważnie to faktycznie lubię sobie sporadycznie posmęcić i powspominać przy soundtrackach. Dziś taka krótka notka-wyliczanka, w której motywem przewodnim będą utwory z japońskich gier, w których towarzyszy nam wokal, a same utwory będą przyczynkiem do luźnych wspominek o samych grach.

The Best Is Yet To Come – Metal Gear Solid


Continue reading →

Geek out – październik 2017

Październik składał się dla mnie głównie z nadgodzin (przynajmniej uczciwie płatnych) i roboczych sobót. Wypłata była całkiem ok, ale w efekcie nie miałem weny na notkę w środku miesiąca, nie znaczy to jednak, że żyłem całkowicie jak pustelnik albo (Co gorsza) jakiś normie.

Continue reading →

Geek out – wrzesień 2017

Nie mam pojęcia co się działo we wrześniu, praktycznie każdy weekend miałem (o zgrozo) zajęty. Niby fajnie bo udało się nawet rozegrać sesję RPG, ale mimo wszystko mam wrażenie, że czas przeleciał mi między palcami i nie miałem go dla samego siebie tyle ile bym chciał. Niemniej udało się przynajmniej obejrzeć kilka filmów.

Continue reading →

Co zrobiłem pod wpływem anime

W dniu dzisiejszym moje przeglądanie anime chartów na nadchodzące sezony ogranicza się do sprawdzania czy nie ma już daty premiery nowego Gundama/Macrossa/Code Geass, ale przez wiele lat intensywnie oddawałem się oglądaniu zarówno bieżących nowości jak i starszych pozycji. Wystarczy z resztą spojrzeć na archiwum tego bloga by stwierdzić, że większość wpisów była poświęconych anime.

Nie nauczyłem się może mówić po japońsku, ale gdy sięgam pamięcią wstecz to jednak trochę rzeczy zrobiłem z powodów, które można sprowadzić do wspólnego mianownika „pod wpływem anime”. Poniżej najpierw wymienię kilka rzeczy, które można określić jako ‚weaboo stuff’, ale potem zahaczę też o inne obszary.

anime meme Continue reading →

Geek out – sierpień 2017

Sierpień upłynął pod znakiem zmiennej pogody, która mnie osobiście dobijała. Najpierw dzień w biurze bez klimatyzacji, a potem noc i burza tak głośna, że spać nie można było. Niemniej jakimś cudem udało się zorganizować dwa wypady w beskid śląski i żywiecki i nawet przy tym nie zmoknąć ani nie usmażyć na ostrym słońcu. Oczywiście nie zaniedbałem nerdzenia przy komputerze.

Jeszcze kiedyś zrobię rewatch. Also, epoka polskiego dubbingu. Continue reading →

„Bard ssie” – krótko o muzyce i muzykach w grach

Nie jest żadną tajemnicą, że mam ogromną słabość do serii Neverwinter Nights i gram w nią po dziś dzień gdy tylko wpadnie mi do głowy pomysł na jakąś specyficzną postać. Darujmy sobie ambitne plany przechodzenia po raz czwarty trylogii Mass Effect (tym razem jako Shepard-Renegat). Darujmy sobie przechodzenie Dragon Age 2 i Inkwizycji, (tym razem z wykorzystanie alternatywnego world-state z Origins, który przygotowany jest już od dawna). Darujmy sobie w końcu granie w nowe gry – najważniejsze, że ciągle można grać w NWN. Kombinowałem ostatnio z pomysłem na postać mnicha lub paladyna i zastanawiałem się czy może z tej okazji nie poszukać znowu jakiś modów z klasami prestiżowymi. Przy tej okazji wpadłem na ślad wychwalanego pod niebiosa modułu Aielund Saga. Moduł jest względnie nowy, zebrał same pozytywne komentarze i zaciekawił mnie, stwierdziłem też, że może przydałaby się jakaś odmiana po przechodzeniu w kółko Oryginalnej kampanii NWN i Hord Podmroku. Darowałem sobie kombinowanie z paladynem i postanowiłem, że w nową historię zagram ulubioną moją klasą postaci czyli bardem.

O samej Sadze Aielund może wspomnę bardziej szczegółowo innym razem, ale dziś wykorzystam ją jako punkt wyjścia do luźnej notki o postaci barda – wędrownego artysty, człowieka, który zna się po trochu na wszystkim, a swoją muzyką wywołuje magiczne efekty. Mam zresztą wyraźną słabość do muzyki jako motywu fabularnego w fikcji (stąd pewnie moja miłość do anime z serii Macross), ale w kontekście gier lubię też jeśli muzyka i postacie wpadające w ten archetyp mają wyróżnioną funkcję mechaniczną.

Continue reading →

Geek out – lipiec 2017

Lipiec upłynął mi w znacznej mierze pod znakiem spotkań towarzyskich i seansów filmowych (seanse miałem akurat samotne, ale i tak fajne). Rozpisywanie się o każdym jednym filmie, który nadrobiłem albo obejrzałem ponownie zajęłoby zbyt wiele miejsca dlatego w notce wspomnę tytuły wybiórczo i skupię się głównie na nowszych pozycjach. W tym miesiącu zrobiłem też kolejny mały kroczek w kierunku zostania rasowym oglądaczem seriali bo obejrzałem Netflixowe Glow (tak jakby w oczekiwaniu na nowe Stranger Things i Voltrona) – serial jest kiczowaty, ale ma ten niepowtarzalny urok lat 80′.

Continue reading →