Miłość w grach bywa creepy

Nie mam nic do Walentynek. Ba, zdarza mi się nawet dawać z tej okazji drobne upominki. Ale jak tak sobie czasem pomyślę to cała komercyjna i medialna otoczka wokół tego importowanego święta jest trochę niepokojąca – w sumie łatwo wyobrazić sobie horror z masą walentynkowych dekoracji (i jakąś yandere). Polskie komedie romantyczne z walentynkową scenerią już na trailerach wyglądają tak strasznie, że nie zdobyłem się jeszcze by jakąkolwiek obejrzeć – strach mnie paraliżuje.

Notka trochę kontynuuje rozważania ze stycznia na temat fabuły w grach BioWare.

Skoro już odhaczyłem tradycyjne stwierdzenia o „złych i komercyjnych walentynkach” (jak przystało szanującemu się singlowi) to zostawmy nudne i obleśne 3D, skupmy się lepiej na czymś ładnym – miłości w grach. Tu mam szczególnie romantyczne doświadczenia za sprawą kilku VNek i gier w rodzaju Hunie Pop, ale przede wszystkim RPGów od BioWare. Co prawda mój na zawsze ukochany NWN ma romansu tyle co kot napłakał, ale już w serii Dragon Age i Mass Effect jest możliwość wiązania się z całą masą ciekawych postaci w różnych konfiguracjach. Powiem tylko, że przy kolejnych sesjach z serią Mass Effect pytanie „kogo tym razem pokocha Shepard” było tak samo istotne co „kogo nominować do Rady?” czy „co zrobić z lekiem na genofagium?”. Mój Shepard romansował kolejno z Ashley, Mirandą i Liarą jeśli to kogoś interesuje.

Gdzieś z tyłu głowy plącze mi się jednak myśl, że BioWare wprowadzając coraz to bogatszą galerię potencjalnych partnerów i partnerek, a także reżyserując kolejne scenki z ukochanymi, ciągle kręcił się wokół jednego schematu. Cały rozwój związków sprowadzał się do „mów mi to co chcę usłyszeć, a się w tobie zakocham” albo „dokonuj w grze tylko takich wyborów jakie mi się spodobają”. Rozumiem, że łatwiej pokochać kogoś kto ma zbliżony światopogląd, ale szczególnie romantyczne to nie jest – kojarzy mi się z nieustannym pozowaniem tak by zwrócić na siebie uwagę. Całość sprowadza się trochę do tego, że dokonując wyborów w grze można albo iść za własnym sumieniem albo z premedytacją grać ‚pod dany romans’. W pierwszej opcji może (a może nie) akurat zdarzy się tak, że nabije się wystarczająco punktów by wejść w związek z jakąkolwiek postacią. W drugiej opcji znowu nie odgrywa się w 100% ‚swojej’ postaci, a takiego konstrukta stworzonego po to by nabijać approval u konkretnego bohatera lub bohaterki. To generuje rozdźwięk bo wątek romantyczny nie jest wpleciony w całą historię opowiedzianą w grze, czasem może o nią co najwyżej zahaczać. Tutaj średnio widać ewolucję uczuć bohaterów, nie ma wzlotów i upadków, dzięki którym związek nabrałby rumieńców. Dlatego uważam, że w grach które dają graczowi trochę więcej swobody romanse są tylko dodatkiem – niezwykle uroczym, ale ciągle dodatkiem. Wiem, że wiele osób uzna to za herezję, ale romanse w wielu grach można by całkiem wyciąć bez uszczerbku dla całości fabuły.

Niby trochę ponarzekałem, ale romansowałbym z Cassandrą raz jeszcze. Znacznie bardziej jednak podobają mi się wątki romantyczne w całkiem liniowo prezentowanych historiach – choćby w filmach i wielu jRPG. Gwiezdne Wojny zdecydowanie nie są romansem, ale Han i Leia grają tam olbrzymią rolę. Han przy swoim podejściu musiałby nadrabiać dawaniem prezentów (na które pewnie nie miał kredytów) bo inaczej eventy z Imperium Kontratakuje by się nie striggerowały. Wielokrotnie wspominałem też jak kocham Grandię 2 – gdyby tam była mechanika romansów na modłę zachodnich gier cRPG to Ryudo na dzień dobry nabiłby sobie tyle negatywnych punktów, że do końca gry nie byłoby już możliwości odrobienia strat. Squall z FFVIII miał na swojej drodze trudną minigrę w tańczenie na balu – powodzenia. Swoją drogą to takie rozważania są dość zabawne – mniej więcej ten rodzaj humoru co „jak zagadać do atrakcyjnej kobiety – podejść i wcisnąć X”.

Na sam koniec chciałbym wspomnieć, że choć nie jestem żadnym ekspertem od miłości to wydaje mi się, że kocha się drugą osobę nie tylko ZA COŚ, ale także POMIMO CZEGOŚ. Dlatego też mechaniki romansowania z różnorakich gier traktuję z dużym przymrużeniem oka. Takim to romantycznym akcentem kończę i jednocześnie życzę wszystkim dużo miłości i przyjaźni (zarówno na Walentynki jak i na co dzień) <3

Reklamy

2 Komentarze

  1. Walentynki sralentynki. Tylko Noc Kupały! A tak na serio to faktycznie W Mass Effekcie romanse są bardzo wciągające. W Dragon Age już trochę mniej. Mi najbardziej w pamięci zapadł romans z Viconią w drugiej części Baldur’s Gate. W tym przypadku gdy romans się powiódł w plecaku można było nosić swojego potomka ;)

    1. Pamiętam coś z noszeniem dziecka w plecaku, straszne xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: