Geek out – czerwiec 2018

Drugą połowę miesiąca spędziłem urlopując się. Nigdzie daleko nie pojechałem, ale wyspałem się, zrobiłem dużo prania, sprzątania i innych rzeczy jakie nawarstwiały mi się od jakiegoś czasu. Czytałem mniej niż sobie założyłem i tu jestem odrobinę rozczarowany. Dużo godzin spędziłem przy Pillars of Eternity, a ostatnie kilka dni realizuję plan oglądania co wieczór jakiegoś filmu (trzon notki piszę 29 czerwca, do końca miesiąca zostały jeszcze 2 dni, w które pewnie też coś obejrzę). Nie napisałem w środku miesiąca żadnej notki na bloga, ale pod względem łykania popkultury było wyjątkowo dobrze.

wotakoi 1

Spotykanie się z yaoistką man.

Animacja

Oglądałem z grubsza na bieżąco dwie serie anime z kończącego się już sezonu wiosna 2018 (na zaprzyjaźnionych blogach są już zresztą zapowiedzi na lato).

Wotakoi nie było objawieniem na miarę Net-juu no Susume, ale i tak polecam. Jeszcze jedno anime o młodych dorosłych, którzy wyrośli na popkulturze, nie porzucają swoich geekowskich upodobań, ale mają teraz normalne życie. Seria zalicza niemiłosierną wpadkę w drugim tragicznym odcinku, ale potem już do końca to fajna historia o tym, że nerdy też mają pewne potrzeby, z którymi się ich zwykle nie utożsamia. Przy okazji to też zlepek świetnych scenek prezentujących to unikalne odbieranie rzeczywistości przez bohaterów (i nie oszukujmy się – także przez wielu z nas). Historia po 11 odcinkach się trochę urywa i jak na adaptację webmangi przystało – trzeba sobie doczytać dalej. Szkoda bo hintowano już kolejny związek z otaku w roli głównej.

3D Kanojo zacząłem oglądać trochę impulsywnie i początkowo nawet się wciągnąłem, ale w drugiej połowie zaczęło się dramatyzowanie typowe dla shoujo i końcówka już się całkiem rozlazła. Jest to oczywiście adaptacja mangi co oznacza, że zekranizowano jedynie fragment dłuższej historii, ale nie jestem szczególnie ciekaw co było dalej. Ostatnie dwa odcinki to też dziwny twist, po którym już całkiem mam dość. Było nieźle dopóki trwało, ale dobrze, że się skończyło.

voltron rpg

1 – Lance powinien grać bardem, byłoby bardziej memicznie. 2 – Voltron to w sumie fajny setting do jakiegoś lekkiego SF RPG.

Sezon 6 to prawdopodobnie najlepszy sezon netflixowego Voltrona jak dotąd i przez 7 odcinków naprawdę dużo się wydarzyło. Tylko jeden odcinek można uznać za pewien ‚zapychacz’, w którym historia posuwa się do przodu tylko symbolicznie (odcinek jest za to o graniu w RPG więc 10/10 anyway). Cały sezon z resztą do złudzenia przypomina mi anime o Gundamach, serio. Pewne pierwszoplanowe wątki doczekały się konkluzji i od nowego sezonu spodziewam się swoistego nowego otwarcia, nowego arcu fabularnego czy jak to tam nazwać. Oglądajcie Voltrona bo jak się już rozkręci to jest naprawdę fajne.

Obejrzałem do końca pierwszy sezon Shingeki no Bahamut – tego umiarkowanie popularnego anime fantasy. Przyznam, że miałem pewne obawy bo anime powstało na bazie gry na smartfony. Okazało się jednak, że to fantasy mocno przesadzone w japońskim stylu, ale podobało mi się. Zabiorę się w najbliższym czasie za drugi sezon.

Nadrobiłem Hoshi wo Ou Kodomo, ten kilkuletni już film Shinkaia, którego jeszcze nie widziałem. Wrażenia w dużym skrócie są takie, że Shinkai chciał zrobić film jaki mogłoby zrobić studio Ghibli z czasów swojej największej świetności. Jak na tego reżysera przystało jest przepięknie, ale sama magiczna podróż trochę się nie klei. Mam wrażenie, że autor miał taką masę pomysłów, że zabrakło czasu na porządne ich zaprezentowanie i spięcie ze sobą – niektóre wątki aż proszą się o większe rozwinięcie. Niemniej jest to wizualnie przepiękny film, ale zostawia niedosyt i ze wszystkich filmów Shinkaia ten jest najmniej udany (nie znaczy to jednak, że jest zły).

Zobaczyłem super klip zapowiadający Ralph Breaks the Internet – ten, w którym Vanellope spotyka księżniczki Disneya. Stwierdziłem przeto, że wypadałoby nadrobić tego oryginalnego Ralpha Demolkę z 2012. Świetny film, nie mam pojęcia dlaczego wcześniej go nie obejrzałem. Pasowało mi praktycznie wszystko, humor, giereczkowe nawiązania zrobione z pomysłem, a nie wrzucane bez ładu i składu, nawet pod koniec się odrobinkę wzruszyłem.

Filmy

Pandorum miałem na oku od jakiegoś czasu, ale odstraszał mnie trochę tag ‚horror’. Ze strasznymi rzeczami mam tak, że lubię je czasem obejrzeć, ale musi to być w ściśle wybranym momencie. Pandorum to jednak zdecydowanie bardziej thriller SF niż horror. Swoją drogą niezły thriller i taki rodzaj science fiction jaki mi pasuje – bez jakiegoś dywagowania o teoriach czarnych dziur i równoległych wszechświatach i na pewno bez jakiejś mętnej filozofii. Jest za to trochę akcji, lekka psychoza i przyzwoity (choć przewidywalny) plot twist.

Na Między Wierszami trafiłem trochę przypadkiem, zobaczyłem obsadę i się skusiłem. Dobry film z historią rozgrywającą się jakby na trzech płaszczyznach, które w różnych momentach zaczynają się zazębiać. Potencjału może nie wykorzystano w 100%, a obsada mogła dać z siebie trochę więcej, ale zgodzę się ze średnią oceną 7/10 jaką film ma na IMDB. Poza tym, Jeremy Irons.

Przyznam, że czasem wraca do mnie lekki crush na Rachel McAdams i słabość do brytyjskich komedii romantycznych, a Czas na Miłość ma wysoką ocenę na IMDB. Film jest absolutnie uroczy (zrobił go z resztą gość od Czterech Wesel… i Love Actually), z motywami miłości nie tylko do życiowego partnera, ale też do rodziny. Jest tu co prawda motyw podróży w czasie i jest on istotny dla fabuły, ale niezmiernie daleko tu do jakiegoś twardego SF – to film romantyczny z porcją dramatu i angielskim humorem. Przyznam, że w tej kategorii jeden z lepszych jakie miałem przyjemność oglądać na przestrzeni ostatniego roku.

Prywata

Kolejny rok z rzędu byłem w Krakowie na Magnificonie. Kolejny raz też główną atrakcją było spotkanie się z tej okazji ze znajomymi z internetu, a sam konwent był jakby pretekstem. Pogoda średnio dopisała bo cały weekend były przelotne opady, ale najgorzej było zdecydowanie w sobotę, w którą to od rana nuciłem „deszczową piosenkę”. Niemniej, towarzysko udało się bardzo fajnie i nawet z samego konwentu udało się odrobinę uszczknąć. Dobrze wspominam za przykład pogadankę o anime emitowanych u nas w TV na przestrzeni lat (poczułem się staro, dzięki). Miałem cichą nadzieję, że wypatrzę w tłumie cosplay z Doki Doki Literature Club, ale chyba trochę się przeliczyłem z popularnością tej gry.



Do zobaczenia w kolejnej notce. Postaram się rozgrzebać któryś z  bardziej twórczych tekstów jakie mam w szkicach i opublikować coś jakoś w połowie miesiąca. Jeśli też byliście na Magni to szczególnie gorąco pozdrawiam!

Reklamy

5 Komentarzy

  1. u mnie bida w tym miesiącu mundial do tego mały rewatch gamery z l90 anime to jakieś pojedyncze odcinki tak że sukcesów brak

  2. Z DDLC była jedna laska chodząca z poduszką Moniki na twarzy w niedzielę :P

    1. Aaaaaa, przegapiłem xD

  3. Wotakoi naprawdę przyjemnie się oglądało. Z 3D Kanojo już gorzej, miało swoje wzloty i upadki i ostatecznie wypadło bardzo średnio. Net-juu no Susume jakoś nie trafiło na moją listę, kiedy jeszcze trwało, może warto byłoby to nadrobić. Też dopiero niedawno obejrzałam Ralpha Demolkę, już nie mogę się doczekać kolejnej części. ^^
    Z filmów nic nie kojarzę, ale to dla mnie już standard. Naprawdę dobrze kojarzę chyba tylko filmy Marvela.

    1. Net-juu obowiązkowo :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: