Geek out – luty 2018

Jestem okropnym zmarzluchem z wiecznie zimnymi dłońmi i w tym tygodniu rozmyślam czy zapadanie w sen zimowy nie jest przypadkiem dobrym pomysłem. Żyję tym, że w przyszłym tygodniu ma być cieplej i tym, że mój stary diesel mimo wszystko odpala bez problemu (odpukać *stuk stuk*). Luty jest miesiącem nieco krótszym, ale był dość udany pod względem pochłaniania popkultury.

Filmy

Podkusiło mnie by znowu zobaczyć film Mortal Kombat z 1995. Pamiętam, że kaseta VHS z nagranym z TV filmem była u mnie dosłownie zajechana na śmierć. Szczerze przyznam, że całkiem spoko się go ogląda nawet po 20 latach. Oczywiście okropna sztampa i drewniane aktorstwo biją po oczach, ale soundtrack dalej daje radę, a Christopher Lambert jako Rayden to też taki fajny detal. Tylko końcówka sprawiła, że nieco się skrzywiłem. Nigdy wcześniej nie było mi dane obejrzeć sequela to przy okazji postanowiłem go nadrobić i tu już niestety stwierdzam, że ledwo nadaje się do oglądania.

Chodzę do kina na większość filmów Marvela i zawsze jestem zadowolony. Marvel miał trochę słabszy okres wypuszczając Czas Ultrona i Zimowego Żołnierza, ale potem odbił się z niesamowicie przyjemnymi kolejnymi filmami. Czarna Pantera to takie standardowe origin story z niezbyt angażującą fabułą, ale jest pięknie wykonany. Dobrze wyważone zmiany nastroju i świetnie dobrani aktorzy (Shuri my hero, proszę wyjdź za mnie) odwalają większość roboty i wyszedł z tego film na poziomie choć na pewno nie jest to najlepszy film z MCU w ostatnich latach. Do tego czuć od niego lekką świeżość bo akurat inspirowanie się kulturą afrykańską nie zdarza się zbyt często w świecie wielkich filmów komercyjnych.

Nie wybierałem się do kina na Ligę Sprawiedliwości, ale mimo to chciałem ją obejrzeć pomimo pewnych problemów jakie mam z filmami DC – nie potrafię ich nie porównywać do tych z MCU, a przy nich wypadają naprawdę słabo. Powtarzam to do znudzenia, ale ciągle mam wrażenie, że DC robi wszystko na siłę, na szybko i byle jak bo rozpaczliwie chce nadrobić lata zaniedbań, podczas których Marvel stworzył swoje filmowe uniwersum. W filmach z Supermanem drażnił mnie patos, Liga Sprawiedliwości próbuje tu trochę spuścić z tonu i zrobić przystępne kino rozrywkowe, ale wiele żartów jest niestety wymuszonych. Do tego znikoma chemia pomiędzy bohaterami. Flash w sumie dość fajnie sprawdza się w roli młodzika w drużynie, a relacje Batmana i Wonder Woman mają potencjał, ale Aquaman i Cyborg są tam na doczepkę, ten drugi jest przy tym zupełnie bez wyrazu. Film nie jest zły, ale podejrzewam, że jeśli nie jest się fanem DC to ogląda się go głównie dla efektów specjalnych i scen akcji. Trochę szkoda bo osobiście pasuje mi to wcielenie Batmana (do pary z Ironsem w roli Alfreda).

Oprócz tego obejrzałem dwa całkiem standardowe filmy SF. Battleship był w sumie dość głośny w swoim czasie, ale jakoś nigdy go nie obejrzałem. Trochę efektów specjalnych i mnóstwo brawury amerykańskich chłopców, w tle blondynka, która na szczęście miała trochę większą rolę niż pokazywanie dekoltu. Koniec końców nic specjalnego, ale można obejrzeć. Klucz do wieczności (Self/less) wypada ciekawiej tylko brakło jakiejś iskry, która w krytycznym momencie zwrotu akcji sprawiłaby, że bohaterom chce się kibicować.

Gry

divinity os

Dwójka głównych bohaterów to w moim kanonie osananajimi.

Skończyłem Divinity Original Sin. Bardzo dobre taktyczne RPG. Gra ma wyjątkowo udany i logiczny system walki oraz rozwoju postaci, a do takich rzeczy mam okropną słabość. Uroczy jest patent tworzenia dwójki głównych bohaterów, którzy mogą się ze sobą przekomarzać. W grze trafia się więcej niż kilka momentów, które sprawiają, że świat ma taki baśniowy posmak co także zaliczam na plus. Największymi zaletą gry jest taktyczna walka, eksploracja i zagadki, część fabularna niestety trochę leży, a towarzysze jakich możemy wcielić do drużyny są rozczarowujący. Sama historia jest fajna, ale jej prezentacja pozostawia wiele do życzenia. Mimo to chętnie zrobię kiedyś replay próbując trochę innych taktyk, a w swoim czasie zainteresuje się sequelem, który niedawno wyszedł.

Prywata

Początkiem miesiąca, korzystając z zaległego urlopu, wybrałem się odwiedzić gliwicką Palmiarnię. Fajna sprawa, ale wydawało mi się, że całość będzie trochę większa. Niemniej fajna wycieczka, a przy okazji kupiłem w empiku puzzle z Hanem Solo – tyle wygrać.

Marazm jaki dopadł mnie w styczniu trochę odpuścił, stwierdziłem też, że z życiem nie ma się co szarpać, a pewne rzeczy lepiej przyjąć ze stoickim spokojem. Zaczęliśmy też nową kampanię D&D – jest ta ekscytacja związana z wyczekiwaniem na kolejną sesję, a zamiast się wkurzać na dziejową niesprawiedliwość można zająć myśli rozważaniami w rodzaju ‚czy zapędzenie postaci graczy do walki na rozkołysanej kładce nad jeziorem kwasu będzie wystarczająco epickie?’. Oprócz tego obiecuję sobie, że jak tylko mróz trochę odpuści to zacznę chodzić raz w tygodniu na basen, ale póki co zawijam się w koc i wracam do układania puzzli z jednorożcami.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. „Nigdy wcześniej nie było mi dane obejrzeć sequela to przy okazji postanowiłem go nadrobić i tu już niestety stwierdzam, że ledwo nadaje się do oglądania.”

    Czyli nic się nie zmieniło. Film był gówniany już w dniu premiery, tylko będąc młodszymi tego nie zauważaliśmy… za bardzo.

    1. nawiasem to miało też animacje z tego co pamiętam nie najgorszą i oczywiście serial który uwaga spoiler wykończył wszystkich na końcu (serial cienko przęgnął i producenci wiedząc że będzie cancel dali wygrać sher kanowi czy jak to się piszę )

    2. Oj racja, nie zauważaliśmy przez hype, który się ciągle dobrze trzymał od czasów jedynki. Serial w sumie też przez jakiś czas zawzięcie śledziłem jak leciał w TV.

  2. Oj, jeśli się jest fanem DC to te filmy bolą jeszcze bardziej ;) Liga akurat bolała mnie najmniej, bo preferuję grupy nad solówki i faktycznie było sporo fanserwisu – a Cyborg serio miał więcej osobowości niż przez ostatnie kilka lat.
    Marvele z kolei męczą mnie już trochę tą samą formułą, śmieszki heheszki w takim Strange’u były czasami wręcz nie na miejscu. Panterę mam jeszcze jednak przed sobą i oczekuję sporo, trochę przez to, że wszyscy są tak rozentuzjazmowani, a trochę, że słabo znam samą postać (głównie jako buca konkurującego na bucerę z Namorem), więc w tym przypadku origin może mnie nie zniechęci. Pewnie bardziej będę waifować Nakię, bo Lupita jest przepiękna, więc możemy się bić czyja waifu fajniejsza ;)
    Dużo ciepła i oby samochód zawsze Ci odpalał!

    1. Chciałem napisać, że ‚Twoja waifu to shit”, ale Lupita to faktycznie top tier waifu material. Ale Shuri to znowu imouto moe, na które się nieczęsto łapię, ale tutaj jest hnnnnnnnnnnnnnng.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: