Dziwne sesje RPG w jakie grałem

Od wielu lat na blogu nie poruszam już tematyki RPG. Stało się tak z różnych powodów, najważniejszy jest taki, że moje RPGowe życie bardzo dobrze się układa offline. Mam świetną stałą grupę do grania i nie brakuje nam pomysłów przez co raczej nie czuję potrzeby by realizować się w tym hobby za pomocą aktywności w internecie. Inna sprawa jest taka (uwaga, skrajnie subiektywna opinia), że w necie nie bardzo jest co poczytać i z kim podyskutować na temat takiego hobby jakim jest RPG. Fora z różnych powodów się wyludniły i wszelkie hobbystyczne dyskusje przeniosły się do social media – ludzie najwidoczniej porozłazili się po różnych grupach i kółeczkach wzajemnej adoracji na facebooku. Na przeróżnych fanpejdżach można czasem zobaczyć humorystyczne screenshoty z „mądrości” jakie się po tych grupach wypisuje – to akurat lubię sobie czasem dla śmiechu poczytać, ale czasem jest mi trochę smutno, że ludzie podchodzą do hobby bez odrobiny dystansu.

Clipboard01

Ukradzione z „Eksperci RPG”

Wspomniane „mądrości” biorą się pewnie stąd, że cześć osób z RPGowego fandomu miała zawsze tendencję do popadania w samozachwyt i przeświadczenie o wyższości własnego hobby. Wydaje mi się nawet, że tendencja była silniejsza niż w fandomie mangowym gdzie w sumie na porządku dziennym były stwierdzenia w stylu: „anime to nie bajki tylko poważne i trudne animacje dla dojrzałego widza”. My RPGowcy mieliśmy (mamy) za to swoje mniemanie o tym, że RPG to sztuka, a wszyscy mają wielkie zdolności aktorskie. Sam też miałem taki okres za nastolatka, w którym wydawało mi się, że ten rodzaj rozrywki to w zasadzie sztuka wysoka, ale z biegiem czasu mi przeszło. Teraz uważam, że to świetna forma towarzyskiej rozrywki i kreatywna forma spędzania czasu, ale daleki jestem od stwierdzeń o elitarności hobby. Nauczyliśmy się też w grupie bawić konwencjami i zawsze chętnie wypróbowywaliśmy nawet najbardziej wariackie pomysły. Oczywiście bawiliśmy się wtedy świetnie, ale dziś nie wiem skąd nam takie wariactwa mogły przyjść do głowy. Gdyby to puścić na jakąś pożal się boże poważną grupę o RPG na fejsie to wywołałoby to pewnie przedni ból pośladków. Kilka przykładów poniżej.

Pierwszą (i przez lata jedyną) grą RPG w jaką grałem był polski „Wiedźmin: Gra Wyobraźni”. Z tego podręcznika uczyłem się co to w ogóle jest RPG, a w międzyczasie przeczytałem całą wiedźmińską Sagę. Po jakimś czasie jednak przeczytało się więcej książek fantasy, zagrało w kilka gier komputerowych i zapragnęło przeżywać przygody inne niż podążanie śladem Geralta po stworzonym przez Sapkowskiego Kontynencie. „Wiedźmin” stał się dla mnie i mojej grupy uniwersalną grą do przeżywania przygód w klimatach fantasy. W ten oto sposób postacie trafiły na drugą stronę gór smoczych by przeżyć przygody inspirowane Neverwinter Nights i książkami z serii Forgotten Realms. Były wyprawy za wielkie może i epizody a’la Gothic, a także masa wstawek rodem z Warcrafta. Graliśmy w zasadzie w to co aktualnie zaprzątało naszą wyobraźnię – przeróżne gry, książki i filmy. Pamiętam nawet serię sesji inspirowanych grą Diablo 2.

dnd meme 1

 

Już później gdy regularnie graliśmy w trzecią edycję D&D kumpel zaserwował nam przygodę inspirowaną mangą Naruto. Trafiliśmy do ‚wioski ukrytej w liściu’, której starszyzna powiedziała nam, że złoczyńca znany jako Orochimaru zagraża pokojowi tej krainy i bohaterowie, którzy się drania pozbędą zostaną szczodrze nagrodzeni. Sam Orochimaru odwiedził nas później i chciał nas nakłonić do współpracy. Odmówiliśmy bo gość był obleśny i podejrzany jak diabli. Bezcenna była mina kumpla, który jako jedyny widział więcej niż k6 odcinków Naruto i twierdził, że Orochimaru jest fajny, a my od razu chcieliśmy mu skopać tyłek. „Wioska ukryta w liściu’ to z resztą dziś jeden z takich naszych sesyjnych memów, tak jak wioska o nazwie ‚Sucha Woda’ i gospoda „Pod Kufelkiem”.

W liceum mieliśmy też z kumplem wielki projekt epickiej kampanii, którą mieliśmy prowadzić razem, zmieniając się w roli Mistrza Gry. Projekt wytrzymał ledwie kilka sesji, ale zdążyliśmy stworzyć do niego cały opis świata – wymyśliliśmy o mało co nową ambitną odmianę fantasy. W świecie gry miały istnieć 3 duże kontynenty – ten pierwszy, na którym rozpoczynała się cała przygoda był takim typowym niby-średniowiecznym fantasy gdzie dominowała magia wtajemniczeń, a królowi doradzała rada arcymagów. Drugi kontynent miał być rządzony przez kapłanów Jedynej Słusznej Bogini (TM). Zaplanowany był plot-twist, w którym okazywało się, że bogini jest zła i dąży do zagłady świata, ale wiedzieć o tym mieli tylko najwięksi kościelni hierarchowie. Trzeci kontynent z kolei miał zakrawać na science-fiction – zamiast magii mieli tam mieć zdolności parapsychiczne (w tamtym okresie wyszedł po polsku Podręcznik Psioniki). Miał tam rządzić Imperator, a tamtejsze wojsko miało dysponować dziwną technologią, m. in. w postaci broni palnej. Nie pamiętam dokładnie, ale zdaje się, że kampania urwała się mniej więcej w momencie, w którym Imperium zaczyna podbijać pierwszy kontynent dzięki zaawansowanej broni, a bohaterowie mają się udać na drugi kontynent by szukać sojuszników.

Dobrze pamiętam też sesję (po raz kolejny D&D 3ed), w której przemierzaliśmy teren przypominający mapę Summoner’s Rift z gry League of Legends, a na naszej drodze stawali przeciwnicy odzwierciedlający bohaterów tej gry. Było spoko, nawet biorąc pod uwagę, że w tamtym okresie moja sympatia do LoLa zaczęła już gwałtownie spadać. Prowadzenie własnych „minionów” (w tej roli koboldy) by ‚tankowały’ wieżę to był pikuś, ale moment, w którym gość skaczący z klifu ‚kradnie’ smoka, którego właśnie mieliśmy dobić pamiętam do dziś jako chyba największy cringe ostatnich 5 lat w RPG.

gandalf meme 1

 

Były jakieś epizody z Harrym Potterem jeszcze za gimbazy, w okresie, w którym mieliśmy problem z tym, że Harry zdobywa popularność, a „poważne” fantasy takie jak Wiedźmin pozostaje niezauważone przez masy. Najwidoczniej problem był poważny bo musieliśmy to jakoś odreagować w świecie gry. Nie pamiętam do końca czy odwiedziliśmy kiedyś Hogwart by tam namącić, ale na pewno spotykaliśmy jakieś postacie w okularach i szalikach, które robiły nam na złość.

Na zakończenie wrzucę jeszcze taką trochę smutną anegdotę o tym jak wyglądała moja pierwsze styczność z grami ze Świata Mroku, które przedstawiano mi jako gotycki horror (to czy reklamowano mi go poprawnie to zupełnie inna sprawa). Może nie jest to przykład dziwnej sesji, ale raczej ilustracja tego, że w fandomie lubimy czasem mówić jedno, a robić drugie. Mieliśmy grać w Wampira Maskaradę, grę o wampirach-intelektualistach, żyjących w społecznościach pełnych polityki i niuansów, którą przyrównano do twórczości Anny Rice. Stworzyłem sobie przeto postać wampira o artystycznym usposobieniu mocno wzorowaną na Louisie z Wywiadu z Wampirem. Sesja zaczęła się od strzelaniny i okazało się, że współgracze mówiący o klimacie gotyckiego horroru i zaangażowanej narracji mają postacie, które gołymi rękami rozrywają ludzi na strzępy. Tak naprawdę to do dziś porządnie nie zagrałem w żaden system ze Świata Mroku i nie wyrobiłem sobie o tych grach zdania.



Przypomnę to wszystko kumplom od kostek przy najbliższej okazji – będzie przedni ubaw.

Reklamy

One response

  1. ja grałem tylko raz dwa razy w taką grę wyciętą z razem z l80 nawet tytułu nie pamiętam mogło to być d&d potem już nie powód był dwojaki jeden że miałem dobrą rękę do kości zawsze wyrzucałem maxa ;-P drugi kumpel przywiózł z domu kompa nie pamiętam amige czy commodore i cały pokój przerzucił się z papierowego rpg na formulę jakąś strzelankę i pac mana i jakąś grę w której graliśmy szeryfa dzikiego miasteczka xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: