Najważniejsze książki fantasy jakie czytałem

Dziś coś pomiędzy notką-polecajką, a top-listą (czyli coś co każdy bloger zawsze powinien mieć w zanadrzu na wypadek kryzysu twórczego). Zdaję sobie oczywiście sprawę ze specyfiki tego rodzaju notek – przede wszystkim z tego, że to całkowicie subiektywna lista, która w dodatku za tydzień może wyglądać trochę inaczej bo akurat najdzie mnie jakaś odmienna refleksja. Mimo to dziś prezentuję kilka książek, które uważam za w jakiś sposób definiujące mój dzisiejszy gust i podejście do literatury. Niewykluczone, że pokuszę się kiedyś o kontynuowanie tego tematu w kolejnych wpisach.

Cykl Czarna Kompania – Glen Cook

czarna kompania fanart

Świat potrzebuje więcej fanartu z tej serii (irontree.deviantart.com)

Napisałem kiedyś krótką notkę zatytułowaną „Książki mojej młodości” poświęconą temu cyklowi . Do dziś daleki jestem do tworzenia list w rodzaju „co fan fantasy znać powinien”, ale niezmiennie polecam by każdy choć pobieżnie zapoznał się z Czarną Kompanią.

Nie chcę kopiować tego co napisałem w tamtej notce dlatego dodam tylko, że Kompania Kompania pozostaje czymś co trwale ukształtowało mój gust choć z reguły chętniej sięgam po tytułu gdzie więcej jest heroizmu i magii. Do dziś pamiętam jaką gromadkę bohaterów-antybohaterów stworzył Cook i jak dwuznacznym czarnym charakterem pozostaje Duszołap. Fajnie, że serial na postawie książek jest w produkcji, może dzięki temu więcej osób sięgnie po pierwowzór bo wśród znanych mi osobiście fanów fantasy niewielu jest zaznajomionych z twórczością Cooka.

Cykl Legenda Drizzta – R. A. Salvatore

drizzt x artemis

Drizzt x Entreri slash fiction (dogiimura.deviantart.com)

Odnoszę się w zasadzie nie do całego długiego cyklu książek Salvatore, ale raczej do Trylogii Doliny Lodowego Wichru i jej prequela – Trylogii Mrocznego Elfa, które czytałem na przełomie gimnazjum i liceum.

Trylogia Doliny Lodowego Wichru była jedną z pierwszy książek po jakie sięgnąłem od momentu gdy zacząłem w pełni świadomie sięgać po literaturę fantasy i jednocześnie była moją pierwszą stycznością z książkami z serii Forgotten Realms i literaturą inspirowaną grami fabularnymi. Stanowiła też dużą odmianę w stosunku do tych kilku książek fantasy, które zdążyłem przeczytać wcześniej. Byłem dosłownie zauroczony tą w sumie prostą historią pełną bitew z orkami, zabijania demonów i szukania artefaktów. Książki wniosły też spory powiew świeżości w okresie, w którym ciągle trzymała mnie fascynacja patetycznym Władcą Pierścieni. Z perspektywy czasu stwierdzam, że cały cykl zdecydowanie nie jest literaturą wysokich lotów, w przypływie wyjątkowej złośliwości zestawiłbym go może w jednej kategorii z light novelką Sword Art Online (bo odnajduję tam pewne podobieństwa). Fakt faktem gdy już jako student wziąłem do ręki dalsze losy Drizzta do’Urdena to trudno było mi znowu wzbudzić sobie dawny entuzjazm. Mimo to w znacznym stopniu ciągle odpowiada mi tego typu heroiczna konwencja podczas gry w Dungeons & Dragons.

Władca Pierścieni – J. R. R. Tolkien

lotr

Fun fact: czytałem książkę w tłumaczeniu uznawanym za herezję.

Dziś uważam, że to kiepska pozycja na zaczynanie swoją przygody z szeroko rozumianą fantastyką. Książka jest niezmiennie kultowa, ale jest też długa, patetyczna, pełna niezbyt pasjonujących opisów i ogólnie trudna w odbiorze, a na początek dobrze byłoby wziąć coś lżejszego i bardziej rozrywkowego. Niemniej od tej pozycji zaczęło się moje świadome czytanie fantasy.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że nie wiem co mnie opętało by czytać całego Władcę 4 razy, przerabiać wszystkie dodatki i posuwać się do tego by odtwarzać mapę Śródziemia w edytorze map do Heroes 3. Pewnie dałem się wciągnąć w tą ilość pracy jaką Tolkien włożył w skonstruowanie świata, w mapy, kroniki, drzewa genealogiczne, elficki alfabet. Władca Pierścieni dał mi też unikalną okazję przeżycia typowo nerdowskiego doświadczenia w gimbazie gdy dziewczyna z grupy ‚tych fajnych’ daje mi do zrozumienia, że fantastyka to nudy, a ja nie mam co szukać miejsca w grupie ‚tych fajnych chłopaków’, z którymi one się zadają. No hard feelings :)

Cykl Symfonia Wieków – Elizabeth Haydon

symfonia wieków

Wygooglajcie sobie autora okładki do drugiego tomu: Luis Royo – dużo pięknych grafik

Nie chcę wyjść na szowinistę, ale pamiętam, że jako nastolatek miałem lekką skłonność do myślenia, że ‚fajną’ fantastykę piszą tylko mężczyźni. Wiedźmina napisał facet, przygody mojego idola mrocznego elfa Drizzta pisał facet, historię Pierścienia Władzy też spisał facet. Kobieta za to napisała Harry’ego Pottera, z którym przez rok czy dwa miałem na pieńku zanim uznałem, że to w sumie fajne i lekkie czytadło z rasowym fantasy mające niewiele wspólnego. Wszystko zmieniło się gdy wpadła mi w ręce Trylogia o Rapsodii, która była wprost rewelacyjną mieszanką fantasy i romansu. Były smoki, starożytna magia, dworskie intrygi, zbliżająca się zagłada świata, a do tego romantyczna miłość, ‚ten jedyny’ i wielowymiarowe platoniczne związki bohaterki z jej towarzyszami.

Później doceniłem o wiele więcej autorek i dziś powiedziałbym nawet, że gdybym miał się pokusić o stworzenie listy moich ulubionych autorów to znalazłoby się tam więcej kobiet niż mężczyzn. Cykl był kontynuowany poza oryginalną Trylogię, ale polski wydawca stracił zainteresowanie serią po w sumie pięciu tomach, orz. Żyję marzeniami, że kupię sobie kiedyś całą serię w jakimś ładnym zbiorczym wydaniu po angielsku i przeczytam od deski do deski.



Każdy fan tworzy sobie jakieś zestawienia ulubieńców, ale każdy też na pewno znajdzie takie tytuły, którym niekoniecznie wystawiłby ocenę 10/10 choć uważa je za bardzo ważne pozycje w swojej czytelniczej karierze. Powyższe tytuły to takie właśnie przykłady – umieściłem tam na przykład książki o Drizzcie Do’Urdenie, które dziś uważam za co najwyżej przeciętne, a nie umieściłem Zakonu Krańca Świata Kossakowskiej, który był rewelacyjny. Władca Pierścieni z kolei to książka, którą bardzo trudno mi jednoznaczne ocenić w skali numerycznej.

Reklamy

2 Komentarze

  1. jakbym robił taką listę to skład byłby ciut inny czyli więcej pań
    norton cykl ultra długas o świecie czarownic nie krótszy maccaferty o jeźdźcach smoków do tego anthonego kilka pierwszych tomów cyklu xanth wegnera cykl o kainie plus oczywiście klasyka howarda o conanie itp itd :)

  2. Z fantasy, czy ogólnie fantastyką, to mam tak, że bardziej czytam o niej niż ją XD
    Z Twojej listy kojarzę Władcę Pierścieni, przyznaję jednak, że nie czytałam, udało mi się jedynie Hobbita zmóc pod koniec studiów. Za to mam upatrzone konkretne wydanie Władcy, jakie chcę sobie kupić, a jak już kupię, to może w końcu przeczytam ;)
    Czarną Kompanię parę razy miałam już w koszyku, ostatecznie decydowałam się na coś innego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: