Geek out – listopad 2017

Listopad był miesiącem brzydkim i męczącym, a na dodatek na sam koniec ‚zaskoczył’ mnie śniegiem. Druga połowa miesiąca to też absolutne wariactwo w pracy i brak weny twórczej na cokolwiek. Jeśli chodzi o przyjemne rzeczy to listopad zapamiętałem przede wszystkim jako miesiąc filmowy przeplatany graniem w Fire Emblem Fates i czytaniem Story Mode w grach BlazBlue (tak, kupuję bijatyki 2D bo podoba mi się Story Mode).

Filmy

Udało mi się obejrzeć dwa filmy sensacyjne, na które ostrzyłem sobie zęby już od jakiegoś czasu. Atomic Blonde był dobre, ale szczerze mówiąc po trailerach i roli Charlize Theron spodziewałem się trochę więcej. Intryga daje radę, a do tego film ma naprawdę fajną obsadę (już nawet pomijając Charlize Theron, na której punkcie do teraz mam lekki crush). Osadzenie akcji w podzielonym Berlinie miało swój urok i nawet udała się ta komiksowa otoczka (film jest oparty na graphic novel). Koniec końców główną atrakcją są sceny akcji, ale nie ma w tym nic złego.

Drugi film akcji oceniam nieco lepiej, ale to trochę inny rodzaj kina i w zasadzie w takim samym stopniu komedia co strzelanina. Bodyguard Zawodowiec w dużej mierze trzyma się na głównej parze aktorów. Można powiedzieć, że to tylko efekciarstwo, ale ja nie zamierzam przeczyć, że kupiła mnie relacja Samuela L. Jacksona i Ryana Reynoldsa. Nie kryję się z resztą z tym, że lubię obu aktorów i uważam, że mają w ostatnich latach szczęście do filmów bo najczęściej są obsadzani w rolach, do których świetnie pasują. Plus wykorzystanie słynnych piosenek o miłości w iście groteskowych scenach, rozbrajające nawet w trailerze.

Po wielu latach kręcenia nosem w końcu obejrzałem Jestem Legendą z 2007 roku. Nie kupuję tego filmu, nie zrozumiałem go i nie chce mi się wysilać by go zrozumieć. Postapokalipsa i Zombie to z reguł nie moje klimaty, a jeśli dochodzi do tego jakiekolwiek filozofowanie to najczęściej dany film ląduje daleko od mojego poletka. Do Willa Smitha też nigdy nie byłem przekonany.

Wybrałem się do kina na nowego Thora i to chyba najlepszy film jaki widziałem w tym roku. Filmy Marvela generalnie trzymają poziom i zawsze dobrze się je ogląda mimo, że są to typowe komercyjne filmy stworzone dla niezbyt złożonej rozrywki. Thor Ragnarok jest tak dobrze wyważony, tak ładnie wykadrowany, z soundtrackiem, za który można zabić – po prostu uczta dla oczu i uszu. Zdecydowanie warto było iść do kina, wrażenia niesamowite.

Książki

the core

Ostatnia część cyklu już napisana – to dobry moment by zabrać się za czytanie. (petervbrett.com)

Ostatnie trzy miesiące męczyłem jedną książkę, która delikatnie mówiąc nie była w moim typie, ale dostałem ją rok temu na urodziny i nie chciałem jej rzucać na półkę nieprzeczytanej. Potem jednak z dziką radością zabrałem się znowu za stare, dobre, młodzieżowe fantasy. Malowanego Człowieka – pierwszą część Cyklu Demonicznego Petera V. Betta – czytałem rok, może dwa lata temu i teraz trochę impulsywnie zabrałem się za cześć drugą – Pustynną Włócznię. Malowanego Człowieka zapamiętałem jako książkę z lekko zarysowaną fabułą, która była przede wszystkim swoistym origin story dla trójki bohaterów. Przez to zwlekałem z sięgnięciem po kontynuację – o ile czytało się bardzo dobrze to trochę zraził mnie fakt, że po dwóch tomach miałem wrażenie, że przeczytałem ledwie prolog. Pustynna Włócznia wprowadza kolejną postać, ale potem rozbudowuje intrygę, dodaje kilka nowych elementów do kreacji świata i zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy. To mocno młodzieżowa fantastyka z raczej prostymi kreacjami postaci, ale sam pomysł na świat nie jest pozbawiony uroku i czyta się wyjątkowo szybko. Lekkie i przyjemne czytadło, naprawdę doceniam.



Poza tym równo z początkiem grudnia przyszła zima. Nie taki śnieżek, który za chwilę topnieje, ale taka prawdziwa zima z mrozem i smogiem. Nie jestem fanem tej pory roku, ale przyznam, że może wyglądać ładnie gdy siedzi się w ciepłym pomieszczeniu z kocykiem, świetne są też spacery gdy śnieg tak miło skrzypi pod stopami. Zaliczyłem już jednak glebę na oblodzonym asfalcie gdy chodziłem wokół samochodu starając się go przygotować do jazdy późnym wieczorem na mrozie. Powrót do domu po pracy w dniu, w którym ‚zima tradycyjnie zaskoczyła drogowców’ też zaliczyłem. Po tym wydarzeniu odechciało mi się zimy na 3 dni. Ech, ale teraz będzie już chyba tylko lepiej :)

Reklamy

2 Komentarze

  1. Malowanego człowieka polecała bardzo moja kierowniczka, ale jakoś jeszcze nie miałam okazji i chęci sięgnąć, tyle innych rzeczy mam do czytania :P
    Zaliczyłam też już taki „cudowny” powrót z pracy: normalnie autobus jedzie pół godziny, w szczycie godzinę, jak jest masakra, to tak z półtora. A ostatnio wracałam dwie. Mam nadzieję, że to wykorzystało limit długich powrotów na całą zimę^^

  2. Muszę się sama zabrać za obejrzenie tego thora :D!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: