Geek out – wrzesień 2017

Nie mam pojęcia co się działo we wrześniu, praktycznie każdy weekend miałem (o zgrozo) zajęty. Niby fajnie bo udało się nawet rozegrać sesję RPG, ale mimo wszystko mam wrażenie, że czas przeleciał mi między palcami i nie miałem go dla samego siebie tyle ile bym chciał. Niemniej udało się przynajmniej obejrzeć kilka filmów.

Kino

Zemsta Salazara to rozczarowanie i wzorcowy przykład na to, że czasem lepiej sobie odpuścić, a nie męczyć bohaterów i dopisywać na siłę kolejne wątki do zamkniętych historii. Pośladków nie urywa, ale Jack Sparrow i kilka drugoplanowych postaci mimo wszystko mają jeszcze jakiś urok nawet po tylu latach. Wiele osób ma pewnie jeszcze wielki sentyment do Piratów, ale Zemsta Salazara już mocno trąci filmem bezczelnie eksploatującym ten sentyment dla zbicia kasy.

Wiem, że nowa Mumia nie miała mieć nic wspólnego z tym świetnym tytułem z 1999, ale liczyłem, że będzie chociaż fajnym kinem przygodowym, cieszyłem się też w sumie z obsady. Mocny niewypał. Nie twierdzę, że jest tragicznie złym filmnem, który nuży, ale niestety nie jest też wcale dobrą pozycją i spokojnie można sobie moim zdaniem odpuścić. Film mam być pierwszą pozycją w nowym filmowym ‚-verse’, ale niestety jest co najwyżej średniakiem, który pomimo kilku fajniejszych scen nie zaostrza apetytu na kolejne pozycje.

Transformers: Ostatni Rycerz to na dzisiejszej liście film, który najlepiej mi się oglądało. Wiem, że te filmy od Michaela Baya to od zawsze wielki pokaz CGI, pościgów na autostradzie i wybuchów, historia gdzieś tam w tle ledwo się trzyma kupy, ale mimo wszystko fajnie ogląda się te wielkie roboty. Na plus Anthony Hopkins i taki lekko głupawy humor. Na minus sceny w slow motion z amerykańskimi marines w roli głównej.

Wonder Woman utwierdziło mnie w przekonaniu, że filmowe DC mi nie leży. Już nawet nie odnoszę się do całego filmowego uniwersum jakie filmowcy usilnie próbują stworzyć by nadrobić te stracone lata kiedy to zajmowali się niewypałami w rodzaju Green Lanterna. Wonder Woman naprawdę miało potencjał być dobrym filmem, ale wyszło tak jak kilka ich ostatnich filmów DC (no, może poza Suicide Squad) – trochę drętwo i bez chemii między postaciami pomimo wcale niezłej obsady.

Anime

Skończył się sezon letni z anime, a jedyną serią jaką oglądałem na bieżąco było Tsurezure Children. Pierwsze kilka odcinków było absolutnie d’aaaaaaw, potem miało nieco gorszy etap, ale koniec końców to naprawdę przyjemna seria i świetnie nadawała się na małą tygodniową dawkę cukru. Zacząłem jeszcze Koi to Uso i nawet przez jakieś 4 czy 5 odcinków byłem ciekaw jak ten romantyczny wielokąt się ułoży, ale koniec końców dałem sobie spokój bo pomysł na fabułę w połączeniu w głównym bohaterem nie wytrzymały próby czasu. Lada dzień pojawią się pewnie nowości z sezonu jesiennego, ale szczerze mówiąc to nie wypatrzyłem dla siebie nic ciekawego poza drugim sezonem Umaru, która była dla mnie czymś w rodzaju guilty pleasure.

Czekam jeszcze czy na zaprzyjaźnionych blogach nie pojawią się jakieś rekomendacje na nowy sezon z anime (oj wróćcie te czasy kiedy sam pisałem notki z zapowiedziami!), ale może na teraz macie jakieś ciekawe typy?

Reklamy

2 Komentarze

  1. Mam Tsurezure Children w planowanych, ale kiedy ja się za to zabiorę…

  2. planuje zerknąć na dwie trzy serie choć jesień też d…nie urywa na ten moment na listę zerknę jeden odcinek trafiły Zodiac War Dies Irae i może zerknę na ancient magusa i jego pannę in spe xD a jak nie spodoba się nic będę próbował po dokończyć kilka serii z na holdzie no i oglądanie starych fimów kung fu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: