Co zrobiłem pod wpływem anime

W dniu dzisiejszym moje przeglądanie anime chartów na nadchodzące sezony ogranicza się do sprawdzania czy nie ma już daty premiery nowego Gundama/Macrossa/Code Geass, ale przez wiele lat intensywnie oddawałem się oglądaniu zarówno bieżących nowości jak i starszych pozycji. Wystarczy z resztą spojrzeć na archiwum tego bloga by stwierdzić, że większość wpisów była poświęconych anime.

Nie nauczyłem się może mówić po japońsku, ale gdy sięgam pamięcią wstecz to jednak trochę rzeczy zrobiłem z powodów, które można sprowadzić do wspólnego mianownika „pod wpływem anime”. Poniżej najpierw wymienię kilka rzeczy, które można określić jako ‚weaboo stuff’, ale potem zahaczę też o inne obszary.

anime meme

jRPG

Moja pierwsza świadoma styczność z tym gatunkiem gier miała miejsce chyba jeszcze zanim na dobre zainteresowałem się anime. Pierwszymi jRPGami jakie ograłem były takie tytuły jak Breath of Fire, Golden Sun i Final Fantasy VI. Zaznajamianie się z moim najukochańszym jRPG – Grandią 2 prawdopodobnie zbiegało się w czasie z wsiąkaniem w japońską animację. Gdyby jednak nie upodobanie do tej specyficznej estetyki i przemierzanie tych krain w internecie gdzie rozmawiało się o anime i innych wytworach japońskiej popkultury to prawdopodobnie nie zagrałbym w żadną Personę, Ar Tonelico, Fire Emblem czy The Legend of Heroes.

Japońska muzyka (not)

Nie licząc openingów, endingów czy innych insert songów to akurat japońskiej muzyki nie nasłuchałem się zbyt wiele. W okresie, w którym słuchałem najwięcej metalu zdarzyło mi się przesłuchać trochę Dir En Grey i kilku mniej znanych zespołów, których nazwy pewnie bym dziś przekręcił. Na dłuższą metę jednak europejskie i amerykańskie zespoły metalowe z damskim wokalem to było coś co mnie kręciło przez lata. Niemniej rok temu na Magnificonie bardzo podobał mi się koncert Bridear, a piosenek z Macrossa namiętnie słucham w samochodzie do dziś.

VN

Inna odsłona gier produkcji japońskiej dość mocno związana z anime bo scenariusze serii TV od dawna bazowały na grach tego gatunku, a same VN zdają się być dzisiaj nieodłączną częścią „kultury otaku”. Akurat z VNkami mam związek trochę na zasadzie love-hate bo podobała mi się większa część zachodnich gier inspirowanych japońskimi produkcjami tego gatunku, ale już tytuły tworzone w Japonii raczej średnio przypadły mi do gustu. Nie mam problemu z grami, które zawierają elementy visual novel (choćby wspomniane wyżej Ar Tonelico), ale na kilku japońskich VNkach ‚pełną gębą’ się niestety przejechałem (wymienię tylko Tsukihime, World End Economica i *eden). Uważam z resztą, że VN to dość trudne medium bo większa cześć atrakcyjności danego tytułu musi się zawierać w tym jak kunsztownie jest napisana historia, a moim zdaniem szatkowanie tekstu na małe fragmenty, które trzeba ‚przeklikiwać’ wcale tu nie pomaga. Niemniej mam ciągle w kolejce kilka tytułów do ogrania.

Light Novel

Kolejny obok VN artefakt współczesnego otaku i niekończące się źródło materiału dla twórców jednosezonowych anime. Tu nie mam się czym pochwalić bo poczytałem tylko trochę Sword Art Online (aż do końca wątku Phantom Bullet).

Anime a RPG

slayers d20

Grając od 15 lat w gry fabularne mogę powiedzieć, że zdarzało się nam (mnie i grupie znajomych, z którymi regularnie gram) wprowadzać jakieś pojedyncze wstawki czerpiące z estetyki anime. Był na przykład NPC przedstawiony jako bishounen, ostatnio osobiście grałem w D&D bardem-trapem, jakieś ostatnie przemowy przed śmiercią, naśmiewanie się z ‚tentakli’ gdy mag rzuca zaklęcie ‚czarnych macek Evarda” czy wykrzykiwanie przesadnie długich nazw ataków. Większości osób w grupie przygody w świecie fantasy kojarzą się jednak z umiarkowaną ilością wstawek rodem z japońskiej animacji i zdecydowanie więcej mamy odniesień do Władcy Pierścieni i Wiedźmina.

Raz miałem duży projekt kampanii w konwencji magical girls (graliśmy w BESM). Rozkręcała się ładnie bo większość graczy bardzo dobrze czuła klimat. Ba, były w grupie osoby, które lubiły Precure czy Tokyo Mew Mew, że o Czarodziejce z Księżyca nie wspomnę. Niestety po kilku sesjach kampania umarła śmiercią naturalną bo grupa się posypała z powodów osobistych. Nigdy nie wypaliło też granie w Crystalicum – polski system, który już od dawna nie żyje, ale swego czasu był reklamowany jako ‚RPG dla mangowców’. Według informacji z samego podręcznika system czerpie bardziej z gier konsolowych i kreskówek ogólnie. Mnie osobiście Crystalicum kojarzyło się bardziej właśnie z kreskówkami science fiction z lat 90′ czy filmami w rodzaju Planety Skarbów niż z mangą. Niemniej,w którymś miejscu podręcznik wspomina o ‚mangowości’ scen. Zagraliśmy w to może ze 3 sesje luźno inspirowane wątkami z Gwiezdnych Wojen, ale ‚nie pykło’ i wróciliśmy do grania w D&D.

Rodzina Thibault

hanbun no tsuki rika

Na koniec wisienka – przeczytałem Rodzinę Thibault ponieważ czytała ją Rika z anime Hanbun no Tsuki ga Noboru Sora. Dlaczego będąc świeżo upieczonym studentem zabrałem się za czytanie takiej poważnej literatury robiąc sobie przerwę od książek z serii Forgotten Realms? Anime. Przynajmniej mogę powiedzieć, że już za młodu czytywałem noblistów.

Reklamy

11 Komentarzy

  1. „What a weeb” to sie ciągnie na usta
    Ale przez anime (Yakitate!! Japan) nauczylem sie piec chleb…

    1. To akurat godne pochwały!

  2. Czarty srarty, możesz czytać moje notki. HEHE TO TAKI ŻART BO ZAKLINAM PRZYSZŁOŚĆ ŻEBY SIĘ WYROBIĆ Z ZAPOWIEDZIAMI KIL ME PLS NAO
    O, pamiętam jak byłam mała i kupowałam Clicka pomimo że nie miałam komputera i strasznie mi się Grandia 2 podobała, bo ładne mangowe obrazki. Ale nie było mnie stać nawet gdy już miałam komputer. A teraz mam to na GOGu, ale już mnie nie interesują gry w których trzeba myśleć :(
    O, grałam parę lat temu z kolegami z pracy w Deadlands, moją postacią był totalnie Kenshiro tylko że taki bardzo głupi :D Klanarchia jest IMO dość mangowa, bardzo lubiłam czytać podręcznik do niej, szkoda, że nigdy nie udało się zagrać. Tak to jest być aspołecznym odludkiem trzymającym się z dala od wszystkich ludzi, nie ma z kim w erpegi grać ;_;
    Fajny pomysł na notkię, sama zrobiłam dużo rzeczy bo animu, ale chyba bym się do nich tak otwarcie nie przyznała ;)

    1. czekamy na twą spowiedź kocie xD

    2. Ja się do tych bardziej obciachowych rzeczy też nie przyznałem ;)
      Też mi się zawsze podobał podręcznik do Klanarchi, ale znajomi jakoś nie wykazali zainteresowania tym systemem. Ech, może jeszcze kiedyś.

  3. Wydaje mi się, że dzięki anime zmieniłam się w ogóle jako człowiek. Nie ukrywajmy, każdy czerpie z mediów, którymi się zasypuje. Moje poglądy w wielu kwestiach się zmieniły.
    Muzyka bo animu. Rysunek bo animu. Wygląd bo animu. Jakby się tak zastanowić to pewnie byłoby więcej, ale nie wiem czy wszystkie te rzeczy były na tyle, ekhm, „niegłupie”, aby tak publicznie o nich mówić xD

  4. Ja chyba nawet wolę się nie zastanawiać nas tym tematem, zbyt wiele by z tego wniknęło…

  5. ale że o lodoss nie wspomniałeś toż to chyba wzorowe RPG anime ;p

    1. Lodoss to w ogóle osobna kategoria :)

  6. Mi trudno powiedzieć co zmieniło we mnie anime, bo autentycznie nie miałam momentu świadomowego życia bez oglądania chińskich bajek xD Ale też nie nauczyłam się japońskiego ;<

    Ciekawy punkt z RPGami. Grałam parę sesji Wahrhammera i teraz rozkminiam głęboko czy nasze mangowe towarzystwo używało jakiś elementów znanych z anime… Znajoma później miała postać z kocimi uszami. Blisko xD

  7. Ja m.in. dzięki anime zaczęłam więcej gotować :D. A za takową muzyką w wykonaniu japońskim nie przepadam – wokal mi się nie podoba ;/. Blog fajny – obserwuję ^^!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: