Geek out – sierpień 2017

Sierpień upłynął pod znakiem zmiennej pogody, która mnie osobiście dobijała. Najpierw dzień w biurze bez klimatyzacji, a potem noc i burza tak głośna, że spać nie można było. Niemniej jakimś cudem udało się zorganizować dwa wypady w beskid śląski i żywiecki i nawet przy tym nie zmoknąć ani nie usmażyć na ostrym słońcu. Oczywiście nie zaniedbałem nerdzenia przy komputerze.

Jeszcze kiedyś zrobię rewatch. Also, epoka polskiego dubbingu.

Filmy

Największy highlight miesiąca to wyjście do kina na Valeriana i nie przeczę, że hypowałem ten film choć o komiksie będącym jego pierwowzorem wiem niewiele. Bardzo podobała mi się za to kreskówka z 2007 roku. Oczekiwania miałem spore, ale wyszło ‚tylko’ dobrze. To naprawdę przyjemny film, cały czas się coś dzieje i jest przepięknie, a dwójka aktorów wypadła w rolach lepiej niż się spodziewałem. Mimo to nie jest to film przełomowy. Na pewno jedna z lepszych pozycji SF ostatniego roku lub dwóch (nie licząc oczywiście Gwiezdnych Wojen bo to osobna kategoria), ale Valerian jest trochę wydmuszką, bardzo ładną, ale mimo wszystko bez większego polotu w fabule. Na IMDB film na razie ma ocenę 6,7/10 i ja też dałbym w okolicach siódemki.

O ile Prometeusza można było moim zdaniem traktować jeszcze jako niezależny film mocno nawiązujący do motywów z Obcego to w przypadku Obcy: Przymierze już oczywiste jest, że powstaje cała seria prequeli do kultowego filmu i nie wiadomo ile ich jeszcze nakręcą. Prometeusz średnio mi spasował pomimo fajnej obsady bo momentami trochę za bardzo filozofował, a akurat na patetyczne mądrzenie się w SF patrzę mocno krytycznie, to po prostu nie moje klimaty. Przymierze podobało mi się bardziej, ale w tym miejscu chcę wspomnieć, że jedną z najfajniejszych rzeczy w Obcym jest to, że właściwie nie wiadomo czym jest i skąd się wziął – ta tajemnica była istotnym aspektem w jego potworności. Tworzenie prequeli, które wyjaśniają skąd się wziął trochę go z tej potworności odziera.

Większość znajomych chwaliła nową wersję historii o Królu Arturze, a po trailerach w sumie też ostrzyłem sobie na nią zęby. Szczerze mówiąc to trochę się rozczarowałem bo wyszło przeciętnie. Może zabrakło iskry w obsadzie i sam Jude Law tego nie uciągnął, a może format „dobry łotr przeciwko złemu łotrowi”, który Guy Ritchie z wielkim powodzeniem zastosował w Kryptonim UNCLE albo filmach o Sherlocku nie wypalił w konwencji średniowiecznej legendy. Tutaj zgrzytały mi nawet rzeczy, na które zwykle jestem obojętny jak choćby bohaterowie reprezentujący każdą grupę etniczną w imię poprawności politycznej na ekranie pomimo tego, że ich role średnio pasują do arturiańskiej Brytanii. Można obejrzeć, ale moim zdaniem szału nie było.

Gry

aielund

Kill the princess, marry the dragon.

Po co wynajdywać nowe gry do grania skoro można zagrać w NWN po raz kolejny. Poważnie, nie ma chyba gry, w którą grałbym przez tyle godzin co pierwszy NWN, nawet katowanie Grandii 2 10 razy nie dałoby takiego wyniku na liczniku. Tym razem jednak zamiast grać OC lub Hordy padło na wysoko oceniany i względnie nowy fanowski moduł do gry – Aielund Saga. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem bo to naprawdę kawał fajnej historii, która może zalatuje sztampą, ale jest dobrze zrealizowana. Kampanię zaczyna się jako zwykły podróżny, który wikła się w serię problemów w okolicy, trafia na ślad spisku, z rozpędu ratuje królestwo przed upadkiem i przechodzi calutką ścieżkę od zera do bohatera, który ocali świat przed zagładą. Rozłożona na 4 akty kampania to głównie hack and slash, ale z licznymi urozmaiceniami. Lokacje stawiają też raczej na jakość niż na ilość – zamiast rozległego lochu z mnóstwem małych pomieszczeń i hordami słabych wrogów mamy tylko kilka spotkań, ale o wyższym poziomie trudności. Początek gry to duża śmiertelność i memiczne obawianie się szczurów w piwnicy, ale to trochę wina zasad trzeciej edycji D&D, która na niskich poziomach jest bardzo losowa. Pod sam koniec robi się może trochę monotonnie bo wrogowie stają się tak wytrzymali, że nawet najbardziej wypakowana postać musi poświęcić dłuższą chwilę na pozbycie się mięsa armatniego. Niemniej polecam, dobra rzecz.

Animacja

1

Vrepit sa!

Netflix wypuścił trzeci sezon Voltrona! Fabuła się zagęszcza, sporo rozwoju postaci, ale zakończyli mocnym cliffahangerem. Jak żyć? Trzeba czekać do października na czwarty sezon.

Obejrzałem słynne Kimi no Na wa. OMG, jakie to było dobre. Ostatnim dziełem Shinkaia jakie widziałem było Kotonoha no Niwa i zgodzę się z tym, że można mu zarzucić pewną monotonię. Pomimo dopieszczania swoich filmów pod względem graficznym ciągle kręci się on wokół podobnych motywów i jego filmy mają podobną, melancholijną atmosferę. Tym razem jednak trochę odświeżył podejście,  w filmie dalej czuć jego rękę, ale raczej nie można się przyczepić, że serwuje nam powtórkę z rozrywki. Naprawdę obejrzyjcie ten film. Myślałem, że po tylu latach grzebania się w japońszczyźnie i przy obecnych trendach nic mnie do tego stopnia nie zaskoczy, ale Kimi no Na wa to prawdziwy skarb.



Nie mam jakiś szczególnych planów filmowych na wrzesień bo z ciekawych filmów do kin wchodzi chyba tylko nowy Kingsman, a tego akurat nie muszę koniecznie oglądać w kinie. Mam nadzieję, że pogoda się trochę ustabilizuje bo chciałem ambitnie chodzić tego lata w góry, a udały się tylko dwa wypady. O ile będzie to możliwe i towarzystwo dopisze to jakieś niewysokie szczyty bym sobie jeszcze jesienią pozdobywał. Swoją drogą to podczas takich wypraw w odpowiedniej ekipie świetnie się gada o geekowskich rzeczach, na przykład kontempluje czy w danej okolicy są warunki do bytowania sowoniedźwiedzi albo robi namiastkę LARPa.

Reklamy

One response

  1. kreskówka valeriana była nawet fajna ale zdaje się że w filmie ten motyw średniowieczna panna chłopak z przyszłości całkiem wycieli tak gdzieś czytałem ja w tym miesiącu made in abyss oglądałem i trochę starych rzeczy które jakaś dobra dusza na YT wrzuciła całkiem fajny choć zaskakujący okazał się Go Shogun Time Etranger bo spodziewałem się mecha (rodzima seria była właśnie mecha ) a dostałem dramat psychologiczny z elementami gore i akcji o woli przeżycia zacząłem oglądać ale na razie jest na holdzie night of galactic railoroad bardzo dobry film ale trzeba mieć do niego nastrój więc o ile nie skasują to trochę poczeka do tego obejrzałem new cutie honey(na razie połowę) i film z 2004r kilka scen to mistrzostwo ;-D waham się czy obejrzeć wersje z 2016r bo efekty są świetne ale recki w necie mówią że prawie całkiem wycieli humor a humor to podstawa tej serii do tego oglądam właściwie kończę już Jeega mecha zrobione w starym stylu anime z l70 ale bardzo solidna robota

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: