cRPGowa kupka wstydu

Trafny komentarz do poniższej notki.

Kupka Wstydu. Czyli te wszystkie książki kurzące się na półce, filmy DVD ciągle w zafoliowanych pudełkach albo pojawiające się w rekomendacjach w serwisie filmowym, w końcu gry gnijące w bibliotece steama, które kupiło się kilka wyprzedaży temu, ale nawet nie pobrało. Każdy ma takie coś i każdy różnie się z tym (po)tworem rozprawia. Ja na przykład na co dzień udaję, że go nie ma. Dzisiejsza notka będzie o grach, które były w mojej kupce wstydu w przeszłości, ale po szczerym zastanowieniu się nad swoim życiem i własnymi preferencjami stwierdziłem, że nie zależy mi na nich aż tak bardzo (a właściwie to prawie wcale mi nie zależy). Wszystkie to tytuły kultowe i nie dziwię się ani trochę, że mają swoich oddanych fanów, ale w każdej z nich coś mi zgrzyta.

Seria Gothic

gothic 1

Kto nie zginął podczas tej przygody ten nie zna życia. (caremey.deviantart.com)

Gothic to gra, która była pierwszorzędnym źródłem memicznych i wulgarnych powiedzonek zanim zdetronizowały ją gry o wiedźminie i rzucane tam na lewo i prawo słowa na ‚k’ i ‚ch’. Paradoksalnie fabułę pierwszych dwóch części znam dobrze (o trzeciej części słyszałem za to same złe rzeczy). To naprawdę kawał dobrej historii fantasy, z wątkami traktującymi o potężnej magii i starożytnych sekretach, ale nie stroniącej od całkiem przyziemnych wątków, które są tak samo interesujące. Bohater to też nie żaden idealizowany heros, ale swój chłop, którego się po prostu lubi. To na pewno coś co doceniają miłośnicy nurtów w fantasy, którym trochę dalej od patosu Tolkiena czy Goodkinda, ale bliżej do naszego swojskiego Sapkowskiego czy choćby Cooka.

Nigdy jednak nie udało mi się grać w Gothica tak długo by przyłączyć się do któregokolwiek obozu. Gra ma naprawdę dobrze poprowadzony scenariusz i daje genialne możliwości immersji, ale jest według mnie totalną klapą jeśli chodzi o rozwój postaci i sterowanie. Jeśli po premierze sterowanie w Gothicu określało się jako ‚toporne’ to nie wiem jakie słowo będzie pasowało do tej gry dziś. Nazwijcie mnie noobem, ale ja w to naprawdę nie umiałem grać.

Seria Elder Scrolls

skyrim fluttershy

Gdyby to była prawda to Skyrim byłby 20% fajniejszy. (plaidsandstripes.deviantart.com)

Miałem kilka podejść do Morrowinda i trochę więcej do Obliviona, a mając w pamięci tamte doświadczenia stwierdziłem, że do Skyrima nie ma się nawet co zabierać. Główny problem jaki mam z tymi grami to fakt, że większość pozytywnych opinii jakie słyszę zawiera argumentację, która do mnie nie trafia. Paradoksalnie, najbardziej chwalona cecha tych gier, czyli otwarta forma i otwarty świat, nie jest dla mnie zaletą. Postrzegam gry komputerowe w dużej mierze jako medium równorzędne z książkami czy filmami i chcę by gra fantasy dostarczyła mi podobnych doznań jak książka fantasy. W uproszczeniu chcę po prostu poznać fajną historię, a kręcenie się po nawet cudnie wyglądającym świecie przy minimalnych zalążkach fabuły mnie nudzi. Po prostu open world mnie nie bawi i zdecydowanie bardziej wolę fabułę do bólu liniową, ale zwyczajnie ciekawą.

Mam znajomych, którzy są fanami gier z tej serii i wielokrotnie słyszałem opowieści ile kto ma godzin gry na liczniku bo postanowił znaleźć ileś tam ukrytych świecidełek w odległych zakątkach mapy. Albo, że ktoś ciągle próbuje skończyć grę, ale nie może bo ilekroć wyrusza robić questa to minimapa pokazuje mu jakieś punkty, a on koniecznie musi, MUSI, je wszystkie po drodze odwiedzić. Nah, nie zachęciliście mnie. Chyba podświadomie obwiniam tą serię o spowodowanie wyścigu zbrojeń w kategorii „więcej, więcej, więcej lokacji i bzdurnych sidequestów”, który sprawił, że Dragon Age: Inquisition tak daleko odszedł pod względem gameplayu od swoich poprzedników. Najgorsze jest to, że kiedyś naprawdę spróbowałem podążać za głównym wątkiem w Oblivionie i wszystko okazało się tak drętwe, że aż boli – dialogi, postacie, samo zawiązanie akcji. Już nie mówię, że widok z perspektywy pierwszej osoby to nie jest coś co uwielbiam.

Baldur’s Gate

Tutaj pewnie ktoś się zdziwi bo Baldury to absolutny klasyk, a ja uwielbiam gry spod znaku D&D. To też jedyny tytuł z dzisiejszej notki, który ciągle wywołuje u mnie lekkie ukłucie żalu i sporadycznie refleksję, że może jednak byłoby warto. Moja historia z tą serią jest nieco specyficzna. Dawno, dawno temu, w czasach gdy rodzicie sprawili do domu pierwszy komputer uznawałem, że RTSy to jedyne fajne gry jakie są na PC, a to pewnie przez to, że były one tak bardzo inne od tych wszystkich tytułów w jakie można było zagrać na konsoli Pegasus czy innym gameboyu. Przydarzyła mi się też ta po części mityczna historia ze szczurami zjadającymi moją postać i stwierdziłem, że oddam płyty koledze, a potem już ich od niego nie pożyczałem.

Kilka lat później szczerze chciałem nadrobić ten tytuł, będąc już graczem, który poznał parę komputerowych RPGów i znającym tajniki papierowego D&D. Problem jest taki, że Baldur’s Gate jest oparty na zasadach drugiej edycji Lochów i Smoków, zasadach, które są według mnie nieintuicyjne i których nigdy nie miałem siły ani ochoty rozgryzać, po prostu czuję do nich irracjonalny wstręt. Tymczasem bardzo lubię wiedzieć co się dzieje w grach mających aspekt taktyczny, lubię wiedzieć dokładnie jak liczby z karty postaci przekładają się na konkretne efekty (dlatego dostaję orgazmu grając w Pillars of Eternity – tak cudnej i przejrzystej mechaniki jeszcze nigdzie nie widziałem). Aktualnie pokładam nadzieję w modzie odtwarzającym Baldur’s Gate w silniku NWN2 – może się zmobilizuję i zagram na zasadach trzeciej edycji D&D, którą bardzo lubię pomimo jej dziwactw.

Macie albo mieliście jakieś podobne kultowe pozycje na swojej kupce wstydu? Jak sobie z tym radzicie? Co was powstrzymuje od jej uszczuplenia? Czy, tak jak mnie sporadycznie, zżera Was myśl, że ‚wypadałoby’?

Reklamy

5 komentarzy

  1. Śmieszysz mnie tym Gothiciem, bo chociaż osobiście w niego nie grałam, brat jest wielkim fanem, więc wiem praktycznie wszystko co da się wiedzieć o tej serii ;) Fakt faktem ma ona fajną i, tak jak piszesz, swojską fabułę, a z tym sterowaniem, które jest iście kosmiczne, po chwili wcale nie ma tak źle ;)
    Ale ale – I feel you on a spiritual level jeśli chodzi o Elder Scrolle i całość tego, co napisałeś w tym paragrafie. Mam identycznie. Wielki otwarty świat, zawsze tak chwalony przez wszystkich recenzentów i 99% graczy, zwyczajnie mnie odrzuca, ponieważ kiedy nie dostaję konkretnej linii fabularnej, szybko zaczynam się nudzić. To jest ten syndrom, kiedy masz czegoś za dużo i nie wiesz za co się zabrać, więc koniec końców jesteś zdemotywowany i nie robisz nic (dokładnie to samo mam z książkami – kiedy leży mi ich za dużo na półce, nie wiem za którą się wziąć i wreszcie nie czytam żadnej ^^”).
    Na Baldury za to będę namawiać – kup sobie Enhanced Edition i daj temu szansę. Początek jest ciężko przebrnąć, ale jak się wkręciłam, to nie mogłam się oderwać. A! Zaznaczmy, że osobiście miałam 3 nieudane podejścia do tej gry, póki ją w końcu pokonałam, więc wszystko jeszcze przed Tobą ;)

    A co wpisałabym na moją Listę Wstydu?
    Diablo – kultowy tytuł, ale hack&slashe nie są dla mnie.
    Heroes of Might and Magic (tego to nigdy nie wiem w jaki gatunek zaklasyfikować) – ile razy próbowałam do tego podchodzić i nijak nie potrafię zrozumieć co wszyscy w tym widzą.
    Wiedźmin – tutaj to serio wstyd się przyznać i to przez duże W – mam wszystkie 3 części, a więc nic tylko zainstalować i grać… a jakoś nigdy nie mogę się do tego przekonać. Nie wątpię, że kiedyś się w końcu zmotywuję i na pewno gra będzie mi się podobała, ale póki co leży i zbiera kurz.
    Dark Souls (action-RPG?) – dlaczego to jest takie popularne??? Ludzie są serio masochistami – szlag mnie trafił przy tej grze po 10 min i nie chcę mieć z nią nic więcej wspólnego ;P

    Pozdrawiam ^^

    1. Mój brat też był (jest?) wielkim fanem gothica i pamiętam, że wielokrotnie przechodził pierwsze dwie części. Trzecią uznał, że okropną xD
      W Diablo też nie grałem, próbowałem swego czasu w dwójkę i początkowo było nawet ok, ale przed końcem pierwszego aktu zrobiło się monotonne.

  2. Nie przejmuj się, ja Gothica też nie skończyłem. Zatrzymałem się na etapie wyboru obozu i tyle tego było. Skyrima liznąłem i porzuciłem, z Morrowinda ogarnąłem może 20% treści, bo to potwór jest, a nie gra, Obliviona nigdy nie odpaliłem, a o pozostałych częściach tylko czytałem i / lub oglądałem.
    Poza tym nie grałem w Neverwinter Nights, nie odpaliłem New Vegas (trzeciego Fallout pomijam), ze starszych tytułów przeszedłem tylko demo Albionu i do tej pory nie odpaliłem żadnej Ultimy, mimo że leży ich kilka na GOGu. Nie czuję z tego powodu wstydu, bo czego tu się wstydzić? Że doba ma tylko 24h, a liczba aktywności na tym świecie idzie w setki, jeśli nie tysiące?

    1. Dokładnie! Kiedy w to wszystko zagrać? A media kuszą jeszcze tymi wszystkimi kolorowymi nowościami to starsze tytuły schodzą na dalszy plan.
      Ja do dziś nie skończyłem ani jednego Fallouta. Podchodziłem do jedynki i dwójki chyba po dwa razy, do Tactics zdaje się też dwa razy.

      1. Jedynka i dwójka się mocno zestarzały, jak zresztą większość erpegów z tamtego czasu, więc bez samozaparcia lepiej do nich nie podchodzić. Tactics z kolei to dziwadło, o którym mało kto pamięta i jeśli nie jest się zajaranym konceptem, to można wywalić je z dowolnego stosika.
        Poza tym wychodzę ostatnio z założenia, że nie ma co cisnąć siebie z powodu nieznania czegoś. Czy czyni cię gorszym nieobejrzenie Odysei Kosmicznej? Nie, więc w czym problem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: