Magical Girls bez Magical Girls – ViVid Strike!

Krótko o marce Mahou Shoujo Lyrical Nanoha i o tym, że nie bez powodu w tytule jej najnowszej odsłony – ViVid Stike! brakuje słów „Mahou Shoujo”.

TL:DR do całej recenzji na końcu.

vivid-strike-1

Tyle lat minęło, ale te projekty postaci ciągle mnie kuszą, sentyment to straszna rzecz.

Nanoha to na dzień dzisiejszy dość duża marka, na którą składają się serie anime, mangi, drama CD, gry, a do tego oczywiście masa figurek i innych ładnych rzeczy do kolekcjonowania (Fate to z resztą jedna z tych nielicznych animowanych postaci, której figurkę chciałbym mieć). Zaczynało się niepozornie bo Nanoha to spinoff od serii gier eroge Triangle Heart. Z tego co udało mi się wyczytać Nanohy jako postać pierwszy raz pojawiła się w grze Triangle Heart 3 jako młodsza siostra głównego bohatera. Sama gra doczekała się kiedyś animowanej adaptacji z podtytułem Sweet Songs Forever (chcę ją kiedyś obejrzeć, ale znajduje się ona bardzo nisko na liście priorytetów). Ktoś wymyślił by zrobić do tego liczące dwanaście odcinków anime o dziewczynce, która zostaje magical girl, dodał słowo „Lyrical” bo ładnie brzmiało, a pomysł zaskoczył. Nanoha doczekała się drugiej serii anime (z podtytułem A’s), a potem kolejnej (StrikerS) gdzie już jako młoda kobieta oddaje palmę pierwszeństwa nowemu pokoleniu bohaterek zostając ich mentorką. Jednym z mangowych spinoffów jest seria ViVid gdzie główną bohaterką jest młodziutka Vivio, która pierwszy raz pojawiła się w StrikerS. Manga ta doczekała się częściowej adaptacji na anime w 2015 roku, a na 2017 rok wstępnie zapowiedziano jej drugi sezon. ViVid Strike!, o którym dziś piszę jest historią poboczną do ViVid z jeszcze inną główną bohaterką i biorąc pod uwagę cały powyższy akapit jest w uproszczeniu spinoffem od spinoffu od spinoffu. Co ten marketing to ja nawet nie.

vivid-strike-2

Inna planeta? Inny wymiar? Przeszłość? Przyszłość? Strój pokojówki zawsze ten sam.

Nanoha jako anime z gatunku magical girls jest dość oryginalna. Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt, że tytuł raczej nie jest kierowany ekskluzywnie do młodszej żeńskiej widowni jak to często z magical girls bywa. Owszem, jest magia, jest bohaterka będąca idealistką, jest dużo mówienia o przyjaźni, ale do tego wszystkiego dostajemy sporo twistów. Po pierwsze do całego magicznego świata wlano dużą porcję science fiction – w intrygę jest zaangażowana międzywymiarowa policja, a różdżka, którą posługuje się bohaterka, to skomplikowane urządzenie z systemem operacyjnym, wachlarzem uzbrojenia i sztuczną inteligencją. Po drugie i prawdopodobnie najważniejsze wszystkie serie z tej marki to serie akcji. Walki w Mahou Shoujo Lyrical Nanoha, w odróżnieniu od wielu innych serii magical girls, nie kończyły się rzuceniem jednego zaklęcia poprzedzonego monologiem i długą animacją pełną serduszek – tutaj było ostrzeliwanie się laserami i innym technologiczno-magicznym ustrojstwem jak w rasowym filmie sensacyjnym. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jeśli męski odbiorca anime jest uczulony na róż i magical girls, ale lubi mechy i sceny bitew w kosmosie to jest duża szansa, że Nanoha mu się mimo wszystko spodoba (jeśli jakoś pogodzi się z faktem, że promienie lasera mają kolor różowy).

No dobra, ale miało być o ViVid Strike!, a na razie mamy masę kontekstu. Główną bohaterką serii jest Fuuka, która wraz z przyjaciółką imieniem Rinne wychowała się w sierocińcu. Wraz z upływem lat Rinne coraz bardziej oddalała się od Fuuki, została adoptowana przez bogatą rodzinę i rozpoczęła karierę sportową, a dwójka ostatecznie zerwała kontakty po ostrej kłótni. Po latach Fuuka, która boryka się by jakoś związać koniec z końcem, spotyka na swojej drodze Einheart (postać dobrze znaną z serii ViVid), która dostrzega talent dziewczyny do sztuk walki i zachęca ją by spotkała się z Rinne na ringu.

vivid-strike-3

Zgodnie z uniwersalnymi prawami animowanego wszechświata ona będzie tak stać przez kilkanaście sekund, a jej przeciwnik grzecznie poczeka aż skończy zbierać magiczną energię i wykrzyczy nazwę ataku.

Opisywana seria niejako kontynuuje trend zapoczątkowany w ViVid bo już tam głównym motywem przewodnim jest fakt trenowania przez bohaterki sztuk walki, swoistego wspomaganego magicznie MMA. Są ciężkie treningi, pojedynki, turnieje. To zdecydowanie nie to samo co w tytułach z właściwej serii gdzie mieliśmy scenariusz oparty na prostym pomyśle „intryga uknuta przez rządnego potęgi złoczyńcę, w którą uwikłana jest potężna magia”. Zamiast ostrzeliwania się z pomagierami ‚tego złego’ przy pomocy magicznych laserów częściej jest wchodzenie na ring i okładanie się po twarzach. Motywacje postaci są inne, przebieg jest inny i moim zdaniem docelowa widownia też jest już trochę inna. Osobiście nie jestem fanem anime sportowych, a sztuki walki uznaję jako fajny element dodatkowy, a nie główny motyw. ViVid Strike! gatunkowo daleko odbiegł od swoich poprzedniczek i w tym przypadku sama obecność znajomych postaci w tle nie wystarczy by wywołać u mnie bezwarunkowy zachwyt. Plus jest za to taki, że nieznajomość całej marki nie przeszkadza w odbiorze tego tytułu. Owszem, kilka postaci to puszczanie oka do fanów, ale ich przeszłość nie ma dużego znaczenia dla wydarzeń rozgrywających się na ekranie i perypetii Fuuki i Rinne.

Już nawet abstrahując od samego gatunku serii (ponownie podkreślam, że nie jestem fanem) to anime jest co najwyżej przyzwoite pod kątem opowiedzianej historii bo ciężar emocjonalny serii i motywacje postaci, dramy jakie przeżywają moim zdaniem jest mocno przesadzony. Kiedyś może taka ilość angstu w anime by mi nie przeszkadzała (przesada i angst są z resztą dla wielu fanów anime czynnikami przyciągającymi ich do tego medium), ale dziś raczej unikam serii tym przesyconych. Poza tym, jedno to wprowadzać ciężką atmosferę pełną negatywnych emocji targających postaciami, a drugie to umiejętnie prowadzić takie wątki do końca. Akurat w tym przypadku zdecydowanie można było to zrobić z większym wdziękiem. Trochę wyczulony jestem też na motyw „przyjaźnimy się więc dajmy sobie po razie w twarz”, ale akurat w ViVid Strike! wyszedł nie najgorzej. Warto zaznaczyć, że seria ciągle zawiera lekkie naleciałości z gatunku magical girls, akcja dzieje się przecież w magiczno-technologicznym uniwersum nakreślonym już wcześniej – bohaterki mają choćby magiczne urządzenia z SI, a przed wejściem na ring następuje scena transformacji.

vivid-strike-4

Uczennice trenujące MMA to niekoniecznie jest coś czego chcecie użyć by zachęcić konserwatywnych znajomych do anime, ale umówmy się, że niejeden otaku widział już bardziej szalone rzeczy.

Muszę pochwalić same sceny walk, aż prosiło się tu o większy budżet i więcej graficznych fajerwerków, ale i tak dobrze się na nie patrzyło. Z dużą satysfakcją odnotowuję fakt, że zachowano dobry balans pomiędzy samą akcją podczas walki, a wewnętrznymi monologami walczących i komentarzami osób obserwujących walkę. Brak takiego balansu był od zawsze jednym z powodów, dla których z reguły omijałem serie akcji shounen. Często zdarzało się w nich, że przez większość czasu podczas pojedynku bohaterowie wzajemnie analizowali swoje ruchy, wygłaszali monologi, ujawniali jakieś niuanse dotyczące stosowanych przez siebie technik, ale jakoś nie było im śpieszno do samej walki przez co z założenia dynamiczna scena ciągnęła się jak flaki z olejem. Za to w ViVid Strike! dobrze się patrzy na wymianę ciosów, jest dynamicznie i nic nie zaburza tempa. Pytanie czy warto oglądać anime dla samych scen rozgrywających się na ringu, które wcale nie są obdarzone oszałamiającą grafiką? Niekoniecznie. Odznaczam na MALu jako 6/10 bo mimo wszystko ciągle mam sentyment do marki, on skusił mnie by w ogóle rzucić okiem ViVid Strike!, ale z lekkim niesmakiem obserwuję, że kolejne odsłony Nanohy coraz dalej odchodzą od pierwowzoru. Sam fakt, że seria nie jest ‚przywiązana’ do korzeni niekoniecznie musi być zły, po prostu osobiście bardziej podobało mi się magical girls z twistem.

TL;DR: jeśli bardzo lubicie Nanohę to pewnie i tak w końcu obejrzycie ViVid Strike! (a jeśli nie obejrzycie to wcale wiele nie tracicie). Jeśli z kolei nie mieliście wcześniej styczności z marką to technicznie możecie oglądać ViVid Stike! bo znajomość poprzedników jedynie nieznacznie wpłynie na odbiór serii. Tytuł nie jest jednak wysokich lotów (chyba, że ktoś bardzo lubi serie o sztukach walki i nie przeszkadza mu, że całość ma jeszcze leciutkie naleciałości z gatunku magical girls) dlatego polecam zamiast tego obejrzeć dwa dobre filmy kinowe bazujące na pierwszych dwóch sezonach anime.

Advertisements

3 komentarze

  1. Meh, strzelanie serduszkami czy strzelanie laserami to to samo. Wolę moje Precure i ich karate ;) Dlatego to, co opisujesz wydaje mi się już dużo ciekawsze, będę Cię trzymać za słowo, że nie muszę znać poprzednich Nanoh, gdy w końcu się za to zabiorę.
    Pamiętam, że był taki popularny klip jak jedna z bohaterek mocno brutalnie pobiła jakąś grupkę dziewczynek na korytarzu szkolnym, a inni uczniowie panikowali. Jeśli inne walki tu wyglądają podobnie, to jestem zainteresowana!

    1. Ano, było z tej sceny trochę gifów krążących po necie. Osobiście miałem mocno mieszane uczucia, ale jeśli to cię zainteresowało to cała seria powinna ci raczej spasować. Poprzednich serii nie trzeba znać, będziesz się co najwyżej dziwić dlaczego są takie krótkie zbliżenia na postacie mające zerowe znaczenie dla fabuł, a to tylko takie cameo z ViVid.

  2. Magical girl to niestety nie jest mój ulubiony gatunek, chociaż za Sailor Moon kiedyś przepadałam, ale to seria jedyna w swoim rodzaju :) Chyba raczej nie obejrzę, bo już odstrasza mnie przytłaczająca ilość kolorów. „Nanohy” niestety nie znam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: