Z Mirasowej filmoteki – Unicorn City

Typowych filmów o zatwardziałych fanach fantastyki jest stosunkowo mało. Wiele z nich to mockumentaries lub kręcone w LARPowych przebraniach mini seriale, pozycji z konkretną fabułą,w których świat gier przeplata się z tym realnym jest znacznie mniej. Od tego można odjąć jeszcze totalnie niszowe produkcje puszczane głównie na konwentach, które trudno jest wygrzebać nawet w odmętach internetu – tytułów, które przeciętny obywatel może obejrzeć na DVD lub w telewizji bez specjalnego wysilania się naprawdę ze świecą szukać. Pisałem już kiedyś o The Gamers i Atropii, dziś czas na Unicorn City.

Voss to młody mężczyzna, dla którego gry RPG są całym światem – nie myśli o stabilizacji i nie dostrzega, że jego wieloletnia przyjaciółka chciałaby by ich wzajemne relacje zaczęły wykraczać poza wspólne rozgrywki. Bohater stara się o pracę w słynnym wydawnictwie zajmującym się grami fantasy, ale firma od swojego idealnego kandydata oczekuje umiejętności organizacyjnych. Voss zamierza udowodnić potencjalnemu pracodawcy, że poza wyobraźnią posiada też zdolności przywódcze, w tym celu razem z grupą znajomych wyjeżdża za miasto i tam zakłada tytułowe Unicorn City – miejsce mające być prawdziwą utopią dla graczy. Okazuje się jednak, że przewodzenie dużej grupie ludzi chodzących z głową w chmurach wcale nie jest proste. Vossowi przyjdzie też ostatecznie zmierzyć się ze swoim RPGowym nemesis – mistrzem gry znanym jako Shadowhawk.

Ten film bardzo się stara. Stara się momentami aż za bardzo i w tych momentach wygląda trochę żałośnie. Widać, że został stworzony przez grupę entuzjastów, którym miejscami zabrakło pomysłów i wolną przestrzeń postanowili zapchać na siłę parodią swojego własnego środowiska. Wiem, że film z założenia miał być komedią, ale w kilku scenach po prostu trochę przesadzili z poziomem absurdu. Na plus jednak trzeba zapisać fakt, że nie przeciągnięto struny, a film ma konsekwentnie poprowadzony scenariusz i nie jest jednym wielkim naśmiewaniem się z ludzkiej nieporadności, która rzekomo ma iść w parze z wybujałą fantazją. Ja sam zresztą jako RPGowy nerd biję się w pierś i przyznaję, że mimo wszystko autoparodia w tym kontekście mnie bawi. Bawi mnie głupie przegadywanie się „kto jest większym nerdem” przed sesją D&D, bawi mnie hasło „użyj mocy” wypowiedziane przy drzwiach z fotokomórką i bawiłem się przy Unicorn City. To jest też chyba trochę tak, że my sami jako środowisko nie mamy na dłuższą metę innego pomysłu na pokazanie się niż poprzez parodię. Chyba gdzieś głęboko tkwi zakorzeniona trauma po nagonce na gry fabularne, która przyczyniał się do powstania takich cudów jak niesławne Dark Dungeons czy Mazes and Monsters – po prostu chcielibyśmy pokazać, że nasze hobby to nie żaden wyniszczający psychicznie nałóg, który prowadzi do przemocy, ale niewadząca nikomu, kreatywna zabawa. Ech, rozpisałem się na trochę inny temat, a miało być o Unicorn City.

unicorn city 1

cbseuropa.eu

Film jest jedną z lepszych ciekawostek o grupie hobbystów, którą można obejrzeć przy bardzo pobieżnej znajomości tematu. Tu film różni się na przykład od wspomnianego The Gamers: Dorkness Rising, które bardzo wyraźnie pije do trzeciej edycji D&D i bez pewnej wiedzy przeocza się liczne smaczki. Oglądając Unicorn City nie trzeba kojarzyć ile ścianek mają kostki do D&D czy co to jest Sowoniedźwiedź – wystarczy ogólna wiedza, że istnieje coś takiego jak RPG. Trzeba być też odpornym na pewną dozę kiczu, którego trudno było uniknąć przy niskim budżecie. Aktorstwo może nie jest wysokich lotów, ale nikt nie odmówi grającym entuzjazmu – wyraźnie widać, że mieli kupę radochy tworząc ten film. Niezłe dialogi też robią swoje, a w filmie jest zaprezentowany najbardziej epicki pomysł na przebranie centaura jaki miałem okazję podziwiać. Tym kolegom RPGowcom, którzy uważają, że nasze hobby to serious business proponuję obejrzeć by przypomnieć sobie o tym jak bardzo potrzebna jest odrobina dystansu do siebie i swojego hobby. Osobom lubiącym niskobudżetowe kino z kolei (ale choć z grubsza kojarzącym o co chodzi w RPG) proponuję jako ciekawostkę. Osobiście daję 6/10.

Reklamy

4 komentarze

  1. Dobre :) Może klimat nie ten, ale od razu mi się przypomniało jak to moi nerdowi znajomi nakręcili filmik, będący parodią Full Metal Alchemist. Było to jednak mniej hardkorowe. ;)

    1. Fanowkie filmy zawsze na propsie – jest co wspominać z uśmiechem :). Niestety naszych kręconych na LARPach scenek już próżno szukać – wtedy jeszcze nie było zwyczaju archiwizowania wszystkiego na youtube.

      1. To szkoda że chociaż na cd nie nagrywaliście. Moje cd sprzed 20 lat jeszcze chodzą, w przeciwieństwie do dvd sprzed kilku lat.

  2. […] bohaterami są postacie fanów fantastyki i gier RPG (wspomniałem o Astropii, The Gamers i Unicorn City) – za każdym razem środowisko fanów było przedstawiane w krzywym zwierciadle, ale […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: