Książki mojej młodości – cykl „Zastępy Anielskie”

Dziś krótko o serii, którą dłuuugo uznawałem za jedną z najlepszych pozycji fantasy ever, a nawet teraz uznaję za coś z czym każdy fan polskiej fantasy powinien się choć pobieżnie zapoznać. Poniżej kilka słów o chyba najbardziej znanej serii Maji Lidii Kossakowskiej – o Zastępach Anielskich, które swego czasu reklamowano jako prekursora gatunku ‚angel fantasy’.

siewca wiatru

Teczka z tą grafiką z okładki Siewcy Wiatru do dziś dzielnie służy mi za magazyn kart postaci i notatek na sesje RPG.

Na serię składają się opowiadania umieszczane w różnych antologiach (najbardziej kompletnym zbiorem i ‚oficjalną’ pozycją w serii są Żarna Niebios), powieść Siewca Wiatru i zawierający się w dwóch tomach Zbieracz Burz. Bohaterami historii pisanych przez Kossakowską są anioły i demony przedstawiani nie jako posągi, którym należy oddawać cześć, ale jako istoty nie różniące się wiele od ludzi. Owszem, aniołowie są stworzeni do różnych ważnych celów, ale każdy z nich ma swoje słabości i zmartwienia, są targani emocjami, popadają w obsesje i nałogi. Nie inaczej jest z mieszkańcami piekieł – wielu z nich wcale nie jest strasznych, a nawet Lucyfer, który zasłynął tym, że jako pierwszy zbuntował się przeciw Bogu, jest przedstawiony bardziej jako romantyk, który marzył o równości dla wszystkich kast anielskich, a nie jako bezwzględny rewolucjonista. Istoty znane z wyznań chrześcijańskich nie są jedynymi mitycznymi istotami jakie przewijają się w serii – wśród postaci drugoplanowych można znaleźć multum stworzeń znanych z wielu legend i wyznań.

Twórczość Kossakowskiej długo znajdowała się na mojej liście najlepszych książek fantasy jakie kiedykolwiek czytałem, a Siewcę Wiatru uważałem za pozycję obowiązkową dla każdego fana gatunku. Jako nastolatek byłem tak zafascynowany tą książką, że przegadałem o niej większość czasu podczas ustnej matury z języka polskiego. Wiem, że matura to bzdura, a ustna matura z polskiego to już w ogóle bzdura nad bzdurami, ale fakt, że przez 10 minut zachwalam książkę przed obcymi osobami, które fantasy nie lubią dobrze ilustruje to jak bardzo Siewca Wiatru mi się podobał. Z perspektywy czasu stwierdzam, że najlepszą częścią całej serii były opowiadania, w których najsilniej odczuwało się specyficzną atmosferę, które tworzenie zawsze było atutem Kossakowskiej. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że książkom z serii można zarzucić coś co w pewnym uproszczeniu można nazwać fanserwisem; aniołowie i demony boczą się na siebie, prowadzą zabawne słowne utarczki, a do tego są opisywani jako niesamowicie piękni – jeśli spojrzeć na to pod odpowiednim kątem to mamy istną pożywkę dla fangirls! Upadłego anioła żyjącego na ziemi niczym król półświatka, spędzającego czas w nocnych klubach można odczytać jako nieszablonowy pomysł na zwrot w fabule, ale też jako zabieg czysto efekciarski. Te cechy nasilają się w Zbieraczu Burz, który pomimo długości ma uboższą fabułę niż Siewca, ale za to zostawia o wiele więcej miejsca na takie właśnie wstawki.

zbieracz burz t1

Nowe wydania książek mają bardzo ładne ilustracje (autor: Daniel Grzeszkiewicz)

Dziś to właśnie opowiadania ze zbioru Żarna Niebios poleciłbym każdemu miłośnikowi polskiej fantasy, choćby po to by wyrobić sobie zdanie na ten temat bo nie karzę nikomu od razu zachwycać się całokształtem twórczości autorki. Sam pomysł na ‚dobrotliwego demona’ czy archanioła-sukinsyna’ nie jest może unikalny dla Kossakowskiej (podobne patenty były i dalej są wykorzystywane przez autorów także w Polsce), ale akurat u niej zostały zrealizowane z największym wdziękiem i konsekwencją. Z kolei Zbieracza Burz moim zdaniem można sobie spokojnie odpuścić nawet jeśli z zapartym tchem czytało się Siewcę Wiatru. Nie chodzi o to, że jest źle napisany czy nudny – czego jak czego, ale warsztatu autorce nie można odmówić. Po prostu uważam, że wątki fabularne zostały ładnie zamknięte w Siewcy, a szukanie nowych konfliktów i zwrotów akcji nie było konieczne.

Reklamy

4 komentarze

  1. Czytałam, i owszem, ale sama pisałam o aniołach wcześniej niż pani K. Niestety nikt mi tego nie wydał, więc zapewne nikt nie uwierzy mi na słowo. Aniołki pani K. jakoś mnie do siebie nie przekonały. Jeśli chodzi o polską fantastykę, wolę pana Kresa i pana Komudę.

    1. No nie? Na tym etapie nikt nie uwierzy, że człowiek przecierał szlaki nowym nurtom w literaturze pisząc do szuflady :)
      Po Siewcy… przeczytałem książki Kossakowskiej, które z perspektywy czasu uważam za lepsze. Choćby Zakon Krańca Świata albo Rudą Sforę, która zasługuje na uwagę przez bardzo niecodzienną tematykę.
      Komudę bardzo ceniłem swego czasu, ale mój „ciąg” został przerwany przez okres oczekiwania na kolejny tom „Samozwańca”. Jakoś nie mogłem się doczekać na tom trzeci, zajął się innymi książkami i w sumie to całej serii nigdy nie dokończyłem.

      1. Mogę się pocieszyć tylko tym, że wydano inną moją książkę, choć z drugiej strony z perspektywy czasu uważam ją za niezbyt udaną. Fakt, czekanie na kolejny tom może człowieka zniechęcić i cykle-tasiemce też irytują. Lubiłam czytać Norton, bo pisała objętościowo w sam raz, za to mojego ulubionego Jordana rzuciłam po 8 tomie Koła Czasu.

  2. Zakon Krańca Świata bardzo mi się podobał, Siewca Wiatru stio na liście: do przeczytania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: