Z pamiętnika gracza – Analogue: A Hate Story

Obracając się jakiś czas w kręgu japońskiej popkultury, anime, mang trudno nie natknąć się na zwrot ‚visual novel’. Według niektórych artykułów to różne podgatunki VN łącznie stanowią co roku znaczną większość gier sprzedawanych w kraju kwitnącej wiśni. Gry tego rodzaju stanowią też niekończące się źródło materiału, który jest potem przenoszony na papier w postaci mang i na ekrany jako anime. Japońskie visual novels stanowią coś co można uznać za nieodłączny element „kultury otaku”, ale akurat mnie nigdy nie urzekły. Zupełnie inne doświadczenia mam z grami tego gatunku tworzonymi na zachodzie – wspominałem już kiedyś genialne Cinders polskiej produkcji, a dziś kilka zdań o Analogue: A Hate Story.

analogue 1

Pierwsze co widać po kliknięciu ‚nowa gra’. Jest to dość… szorstkie.

Akcja dzieje się w odległej przyszłości, a gracz wciela się w najemnika, który ma za zadanie zbadać wrak starej kosmicznej kolonii Mugunghwa i pozyskać z pokładowego komputera wszelkie możliwe informacje o katastrofie, w wyniku której zginęli wszyscy ludzie na pokładzie. Gracz natyka się na Hyun-ae i Mute – dwie osobowości SI, które ciągle rezydują na statku i w ich towarzystwie przegląda kolejne bloki danych. Na dane pozyskiwane z komputera składają się oficjalne dokumenty, listy czy prywatne wpisy w dziennikach mieszkańców Mugunghwy. Partie tekstu nie trzymają się chronologii i na pierwszy rzut oka są ze sobą zupełnie niepowiązane co na początku jest nieco dezorientujące, ale powoli z tego chaosu zaczyna się wyjawiać obraz zdegenerowanego społeczeństwa, a okoliczności tragedii jaka miała miejsce robią się coraz bardziej dwuznaczne. Na centralną postać w całych wydarzeniach stopniowo urasta też tajemnicza Blada Panna Młoda.

analogue 2

Czytanie tekstu w takim oknie to 95% gameplayu.

Większa cześć rozgrywki to czytanie partii tekstu w stylizowanych okienkach i interakcje z Hyun-ae i Mute. Okazyjnie bawimy się w hakera wpisując w konsoli komendy by uzyskać dostęp do kolejnych bloków danych i wykonywać inne operacje jak choćby przełączanie się pomiędzy obiema SI, które mają dostęp do nieco innych baz danych i drastycznie inne spojrzenia na wydarzenia jakie rozegrały się na pokładzie. Jedna sesja z grą to około trzech godzin przy czym przeczytanie wszystkich logów nie jest warunkiem ukończenia gry (uzyskanie dostępu do 100% treści jest wyzwaniem samym w sobie). W zależności od interakcji z SI i innych działań gra zmierza do jednego z pięciu epilogów, a sama historia jest podana w bardzo intrygujący sposób i zręcznie napisana. Pomimo minimalistycznej grafiki cieszą takie drobnostki jak lekkie migotania i linie przebiegające przez ekran co nadaje całości interfejsu wygląd nieco archaicznego komputera, w którym grzebie bohater. Przez cały czas towarzyszy nam muzyka w dość prostych aranżacjach. Przyznam, że muzyka zrobiła na mnie o wiele lepsze wrażenie gdy słuchałem soundtracku osobno, ale podczas samej gry ściszyłem ją do bardzo niskiego poziomu – tak samo jak czytając książki lubię mieć maksymalną ciszę.

analogue 3

Kwestie relacji człowiek-SI to jeszcze jeden motyw jaki przewija się w grze.

W sieci pojawiają się czasem krytyczne opinie względem tej gry. Często są one wymierzone bezpośrednio w autorkę – Christine Love, która jest dość barwną osobą o konkretnych poglądach, a pewnym graczom nie podoba się poruszanie w grach takich kwestii jak równouprawnienie czy odmienne orientacje seksualne. Osobiście dziwi mnie to trochę bo uważam, że trzeba po prostu docenić kawał dobrze napisanej historii, która nie chce schlebiać masowym gustom i nikt nie każe nam od razu przejmować poglądów autora jeśli się z nimi nie zgadzamy. Mimo to gra zebrała pozytywne opinie i nawet doczekała się sequela – Hate Plus, w którym możemy wykorzystać zapisany stan gry z Hate Story, a który pozwala spojrzeć na historię Mugunghwy zupełnie pod innym kontem. Zdecydowanie polecam wszystkim osobom interesującym się grami visual novel i fanom dobrze napisanych, wielowątkowych historii – jeśli traficie na grę w jakimś bundle’u to brać w ciemno. Trzeba jednak zaznaczyć, że wbrew temu co mogą sugerować portrety bohaterek gra nie jest miałkim romansem z fanserwisem rodem z anime.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Przyznaję, że mam słabość do tekstówek. ^^ Sporo było tego na Atari i tym podobne antyki. W międzyczasie były jakieś hentajce typu Knights of Xentar. Fujoshi oczywiście nie wypada nie znać takich tytułów jak Togainu no Chi, Dramatical Murder, Sweet Pool czy Nessa no Rakuen. Tej, którą opisujesz akurat nie znam, ale wygląda ciekawie. Chętnie spróbowałabym czegoś typowo cyberpunkowego.

  2. Często słyszy się że takie gry są słabe, bajkowe czy cos w tym stylu, jednak visual novel są fajne, przyznać Japończykom trzeba że potrafią opowiedzieć historie, i przedstawić bohaterów :)

    1. Ja akurat mam chyba wyjątkowego pecha jeśli chodzi o japońskie VN bo czego się nie tknę to mnie wynudzi XD
      Za to VNki z zachodu to samo dobro jak na razie.

      1. Hm. Możesz jakieś polecić? :-D

        1. Przede wszystkim Cinders polskiej produkcji, kawał świetnie napisanego tekstu, genialna zabawa z motywami z „Kopciuszka”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: