Z Mirasowej filmoteki – filmy fantasy, które mogły być świetne

Niejako na rozgrzewkę w nowym roku prosta notka – wyliczanka. Na pisanie czegoś długiego i złożonego wyjątkowo nie miałem przez ostatni miesiąc nastroju bo większość mojej nerdowskiej uwagi poświęcałem grom komputerowym. Przełom roku 2015 i 2016 wyjątkowo z resztą obrodził pod tym względem bo premierę miało genialne Legend of Heroes: Trails in the Sky Second Chapter, a dosłownie kilka dni przed sylwestrem zabrałem się w końcu za Dragon Age: Inkwizycja ( i na tą grę poświęcałem przez cały styczeń znaczne ilości czasu). Miało być jednak o filmach, a nie o grach. Dziś krótko o trzech filmach, które mają ze sobą trochę wspólnego – wszystkie próbują przedstawić odświeżoną wersję klasycznej historii i wszystkie mają poważne niedociągnięcia sprawiające, że niebezpiecznie zbliżają się do granicy bycia gniotami. Moim zdaniem (na szczęście) tej magicznej granicy nie przekraczają i jak najbardziej nadają się do oglądania, choćby w charakterze ciekawostki.

Alicja w Krainie Czarów

Nowe ujęcie perypetii Alicji prezentuje nastoletnią już dziewczynę (przykro mi, nie ma co spekulować o rzekomych podtekstach w książce), która powraca do magicznej krainy by zastać ją w opłakanym stanie. Bohaterka ponownie spotyka starych znajomych i dowiaduje się, że jej przeznaczeniem jest raz na zawsze zakończyć sprawowane twardą ręką rządy Królowej Kier.

Megaprodukcja i kombos Burton – Depp – Bonham Carter. Takie zestawienie było swego czasu prawdziwym mokrym snem wielu miłośników dziwacznego kina i nieraz kończyło się naprawdę dobrze (np. w przypadku Sweeney Todd). Problem w tym, że z biegiem lat Burton popadał w coraz większą przesadę i ciągle bazował na tych samych chwytach, a ilość makijażu na twarzy Deppa rosła w straszliwym tempie. Nieszczęśliwie wypada też Helena Bonham Carter, którą zwykłem uwżać za świetną aktorkę pod warunkiem, że nie gra w filmie swojego byłego partnera. Mia Wasikowska jako Alicja miała swoje lepsze momenty, ale zwyczajnie utonęła pod zalewem efektów specjalnych i dziwnych min strojonych przez Kapelusznika. Przepraszam Panie Burton, ale zwyczajnie zajeździłeś pan konia i od Alicji nieco sceptycznie patrzę na każdy film, w którym Johnny Depp ma na twarzy grubą warstwę makijażu. Najgorsze jest to, że w tym roku w kinach gości sequel.

Królewna Śnieżka i Łowca

Jeden z największych filmów, który powstał podczas mody na ‚mroczniejsze’ wersje klasycznych baśni. W tej wersji Łowczy, który otrzymał rozkaz zabicia śnieżki decyduje się zostać jej obrońcą, a sama księżniczka staje na czele zbrojnej rebelii, która ma na celu odsunięcie od władzy złej wiedźmy.

Teoretycznie ten film ma wszystko co trzeba – dobrą scenografię budującą klimat mrocznej baśni, genialną Charlize Theron jako wiedźmę i Chrisa Hemswortha, który wyjątkowo pasuje do roli takiego bohatera z całym szeregiem wad. Cały efekt psuje jednak Kristen Stewart jako Śnieżka. Dziewczyna chyba nie zdążyła się otrząsnąć po zagraniu Belli ze Zmierzchu bo w tym filmie jest jakby dalej bezwolną marionetką, która wiecznie widzi się w roli cierpiętnicy. Wiem, że Śnieżka jest centralną postacią dla fabuły, ale naprawdę byłoby lepiej gdyby akurat jej tam nie było albo gdyby dali Kristen więcej czasu na dojście do siebie po Zmierzchu zanim wystartowali z tym projektem. I wysłali ją w jakieś ciepłe, odosobnione miejsce na wakacje. I dali jej dobrego terapeutę.

Co ciekawe w tym roku ma mieć premierę sequel – Łowca i Królowa Lodu (na kanwie Królowej Śniegu, duh). Tym razem bez Kristen Stewart. To będzie jeden z tych nielicznych przypadków gdzie sequel jest lepszy od poprzednika.

Ja, Frankenstein

Niskobudżetowa produkcja będąca luźną adaptacją komiksu. Nieśmiertelny potwór stworzony przez doktora Frankensteina (i posługujący się jego nazwiskiem) znajduje się pomiędzy siłami dobra i zła toczącymi odwieczny konflikt. Armia Demonów pragnie posiąść sekrety doktora Frankensteina by stworzyć niepokonaną armię, a przeciwko nim staje Zakon Gargulców.

Pomimo kiczowatej otoczki podchodziłem do tego filmu dość optymistycznie pamiętając takie zaskakująco przyjemne niskobudżetowe filmy fantasy jak Nieustraszeni Bracia Grimm czy Hansel i Gretel: Łowcy Czarownic (ten film szczególnie polecam). Przesadny optymizm musiał się w końcu na mnie zemścić, zamiast kolejnym sleeper-hitem Frankenstein okazał się filmem pod każdym względem przeciętnym. Nawet przy ograniczonym budżecie mogli postarać się o trochę mniej kłujące w oczy efekty specjalne (hej, mieliśmy już 2014 rok) i lepsze bardziej równomierne rozłożenie akcji bo w filmie było kilka dłużyzn. Bardzo zabrakło humoru, który był ogromnym atutem wielu takich produkcji fantasy ‚z przymrużeniem oka’. Ja, Frankenstein to niemal wzorcowy przykład na „obejrzeć z nudów, nie żałować, zapomnieć’.

Reklamy

4 komentarze

  1. Sequele i prequele to chyba najgorsze co może się filmowi przydarzyć, bo zazwyczaj to gnioty straszliwe. Jeśli już takowe się udadzą, to jest to prawdziwy ewenement. Dla mnie najlepszym efektem współpracy Burton + Depp (nie Deep) jest „Ed Wood”. Kristen szczerze nie trawię, a Franka obejrzę z czystej ciekawości.

    1. Shame on me z tym Deppem. Musiał chyba automat zadziałać, a ja oczywiście klikam ‚postuj’ bez porządnego przeglądu.
      Mi jest osobiście trochę szkoda Kristen bo jest na drodze do zostania aktorką jednej roli, którą się tak dwuznacznie odbiera. Cóż, obsada z filmów o młodym czarodzieju w Hogwarcie jakoś sobie z tym poradziła, może ona też się kiedyś rozwinie.

  2. Frankensteina mam ciągle do obejrzenia, ale jakoś mi się nie spieszy. Co do pierwszych dwóch powiedziałabym, że mieszczą się w kategorii „ujdzie, jak nie ma pod ręką nic lepszego”. Zupełnie nie pamiętam, co się w nich wydarzyło. O ile sequel Alicji sobie odpuszczę, to Łowcę zapewne kiedyś obejrzę, bo zabrali Kristen Stewart, a dołożyli Emily Blunt (tylko jakoś jej nie widzę w roli Królowej Lodu).

    1. Filmy jak najbardziej do obejrzenia. Na Alicji nawet w kinie byłem to na efekty specjalne się fajnie patrzyło. Przyznam, że jestem dość pozytywnie nastawiony do nowego „Łowcy…” między innymi właśnie za sprawą Emily Blunt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: