Z pamiętnika gracza – Graczu ucz się języków

Jak na standardy internetu jestem starym dziadkiem i nie ma co tego ukrywać. W dzisiejszych czasach dzieci w przedszkolu są lepiej obeznane z elektroniką i internetem niż ich rodzice. Wszystkie portale rozrywkowe zdają się być zdominowane przez młodzież, a prowadząc dyskusje na forach często ma się wrażenie, że po drugiej stronie jest bywalec gimnazjum (czasem dyskutant jest starszy wiekiem, ale pozostaje w tzw. mentalnej gimbazie, ale to szczegół). Jedna kwestia, która trochę różni mnie od kolegów z młodszego pokolenia to znajomość angielskiego. Dziś nie mam większych kompleksów na punkcie swojej znajomości języka, ale nie zmienia to faktu, że pierwszą lekcję angielskiego miałem dopiero w czwartej klasie podstawówki. Teraz dzieci już w przedszkolu odmieniają „to (or not to) be” i rzucają „catami” i „dogami”. W efekcie mając kilkanaście lat fajnie śmigają sobie w języku Szekspira i teoretycznie nie mają problemów z odbiorem dóbr kultury w oryginalnym języku. Na dobrą sprawę jednak ta znajomość angielskiego nie jest aż tak potrzebna – filmy i gry wychodzą w polskich wersjach językowych, a nawet jeśli nie ma polskiej wersji to tylko dwa kliknięcia dzielą nas od tworzonych „fanowsko” napisów i nieoficjalnych spolszczeń (zapewne z tej dostępności bierze się popularność zagranicznych seriali u nas w kraju). Kiedy ja jednak zaczynałem swoją przygodę z komputerem na przełomie podstawówki i gimnazjum moja znajomość angielskiego pozostawiała wiele do życzenia, a dostęp do internetu nie był wcale powszechny. W takich to okolicznościach przyrody było mi dane zapoznać się z więcej niż kilkoma grami co na pewno nieco wypaczyło ich odbiór.

Niektóre gry składają się praktycznie w całości z tekstu - tu bez znajomości języka ani rusz.

Niektóre gry składają się praktycznie w całości z tekstu – tu bez znajomości języka ani rusz.

StarCraft

Byłem swego czasu wręcz uzależniony od tej gry bo już wtedy miałem ciągoty do wszystkiego co ma związek z fantasy i SF. Rozumiałem z grubsza menu i cele misji, a nawet wybiórczo byłem w stanie rozeznać się o co chodzi w dialogach, ale końcowy obraz opowiedzianej historii był strasznie poszatkowany. Wiedziałem, że była jakaś wojna, zergowie chcieli wszystkich zabić, ale dlaczego w to wszystko zaangażowali się protosi – to już ginęło w jakiś odmętach. Dopiero jakiś czas później gdy postanowiłem rozegrać „od deski do deski” wszystkie kampanie zorientowałem się wszystko było przemyślanie, a przepychanki z UED nabrały sensu.

Grandia 2

To trochę inny przypadek bo grając po raz pierwszy znałem już język na tyle dobrze by rozumieć o co chodzi. Gra ma jednak tak rozbudowane dialogi, że wszystkie ich smaczki doceniłem dopiero kilka lat później. Grając drugi, trzeci, czwarty raz w Grandię stopniowo orientowałem się, że bohater posługuje się wyśmienitym sarkazmem, a jego potyczki słowne z innymi postaciami są napisane po mistrzowsku. Zupełnie nowego wymiaru nabrały te ciągnące się w nieskończoność dyskusje o pośladkach Maryni, w które bohaterowie angażują się podczas posiłków – za pierwszym podejściem do gry przeklikiwałem te rozmówki by móc szybko iść nabić więcej leveli.

Neverwinter Nights

Ta gra wyszła w polskiej wersji językowej, ale fakt jest taki, że pierwszą styczność miałem z wersją angielską. Zaowocowało to kilkoma wpadkami. Po pierwsze nie znałem jeszcze wtedy trzeciej edycji Dungeons&Dragons, na której gra była oparta co spowodowało, że kilka niuansów mechaniki gry zrozumiałem opacznie. Stworzyłem w efekcie kilka dziwnych postaci, które miały problem z ukończeniem pierwszego rozdziału gry, a ja dziwiłem się dlaczego ich ciosy są takie słabe skoro według tego co wyczytałem wszystko powinno być ok. Większość smaczków w dialogach mi uciekała, a opis kilku questów pobocznych był wyjątkowo niejasny przez co zwyczajnie ich nie ukończyłem. Prawdziwym terrorem były zagadki, które czasami rozwiązywałem „na ślepo”. Niemniej z grubsza wiedziałem o co chodzi w tym całym szukaniu lekarstwa na zarazę, która trapi miasto Neverwinter.

Child of Light2015-11-18-20-14-36

Jeśli ktoś podjął się spolszczania Child of Light to życzę powodzenia.

Nieznajomość języka ma różny wpływ na odbiór gry. Czasem nie wiemy po prostu co się dzieje i umyka nam fabuła w grze, ale ciągle jesteśmy w stanie cieszyć się gameplayem. Coś takiego przeżyłem grając w pierwszą cześć GTA gdzie zwyczajnie rozbijało się samochodem po mieście i urządzało zawody „kto dłużej będzie uciekać przed policją” i samo to dostarczało masę frajdy. Każdy przypadek trzeba pewnie rozpatrywać jednostkowo. Nie wyobrażam sobie jednak grać w Child of Light bez bardzo dobrej znajomości języka bo bo wierszowane dialogi odgrywają ogromną rolę w budowaniu ulotnego klimatu, który stanowi główny atut tej gry. Granie w przygodówki czy visual novel ze słabą znajomością języka to już pewnie totalny bezsens (choć w pewnych przypadkach może być też fajnym ćwiczeniem). Inna sprawa to zwykła niemożność ukończenia gry i „zacinanie się”. Niby wszystko jest fajnie, gramy sobie, a tu nagle nie możemy pokonać bossa. Niby wszystko robimy poprawnie jak zwykle, ale nie rozumiemy, że gdzieś wcześniej wyjawiono nam jego słaby punkt. Czasem totalnie nie wiadomo co robić – ja grając we wspomniane GTA wiedziałem, że robienie misji to „jeżdżenie za strzałką”, ale nawet wtedy czasem pokazywał się napis „mission failed”. I tu znowu wychodzi kolejna różnica między mną – graczem dobiegającym trzydziestki”, a młodszymi kolegami. Dziś wystarczy Kliknąć i już ma się przed oczami solucję do gry, ale nawet filmik instruktażowy. Kiedyś „zacięcie” się w grze rodziło frustrację i powodowało długie godziny zaciskania zębów i stosowania metody prób i błędów. Za to satysfakcja pewnie była większa.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Osobiście wolę wersje oryginalne od spolszczeń, no chyba że mam do czynienia z grą japońską. Pewnych smaczków językowych po prostu przetłumaczyć nie sposób, tak jest np. z ciętymi ripostami w Gabriel Knight: Sins of the Fathers. Wspominając zamierzchłe czasy przyznaję, że bardzo lubiłam tekstówki, bawiło mnie nawet wpisywanie komend w grach typu Leisure Suit Larry. W edukacji językowej szkoła praktycznie nie odegrała roli w moim przypadku, bo już na początku podstawówki trafiłam na nie tyle genialny kurs językowy, ile genialną nauczycielkę na owym kursie. Niestety każdy kij ma dwa końce – dziś, oczywiście zdając sobie sprawę z konieczności znajomości angielskiego przynajmniej w stopniu podstawowym, ubolewam nad kaleczeniem naszego pięknego języka polskiego i rzucaniem anglicyzmami na każdym kroku.

  2. @Nana Arima
    Dawno temu w dobrym guście było wtrącanie słówek po łacinie, wychodziło się wtedy na inteligentnego człowieka. Teraz z modzie są właśnie anglicyzmy i różne elementy „korpomowy”, ale nie wiem czy zawsze wychodzi się wtedy inteligentnie xD

  3. Należę do szczęściarzy, którzy uczyli się angielskiego od pierwszej klasy podstawówki, choć niektóre dzieciaki już w przedszkolu chodziły na dodatkowe, płatne zajęcia. I obserwując moich znajomych, jak i samą siebie, muszę stwierdzić, że to w sumie nie do końca tak, że mając kilkanaście lat, dzieciaki śmigają po angielsku. Sporo rozumieją, to prawda, ale jednak mają problemy z mową. Tak się składa, że ja nie mam problemów, jeśli chodzi o uczenie się języków, ale muszę przyznać, że gdyby nie ogromna ilość zagranicznych filmów i seriali, które oglądam nałogowo od +/- 10 lat, pewnie miałabym problem, żeby cokolwiek po angielsku powiedzieć. To już wina obecnego systemu kształcenia, który jest DO NICZEGO i mówię to z pełnym przekonaniem, bo uczyłam się dwóch języków w dwóch różnych trybach. Angielskiego od podstawówki, tak jak wszyscy inni, i hiszpańskiego w klasie dwujęzycznej w liceum, która przypominała intensywny kurs. Przez 4 lata ilość lekcji z hiszpańskiego wahała się między 10 a 18 godzinami tygodniowo i to przynosiło efekty, w przeciwieństwie do 1-2 godzin angielskiego przez ok. 15 lat, na których powtarza się ciągle te same czasy i te same słówka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: