Z Mirasowej filmoteki – Jupiter: Intronizacja

Dziś ciąg dalszy serii o nowych filmach dla geeków. Dla geeków i wielbicieli Milii Kunis, która kilkukrotnie przebiera się w wydekoltowane sukienki.

jupiter ascending

Zacznę od tego, że przez cały seans miałem wrażenie, że oglądam ekranizację książki z gatunku young adult. Mamy tu wszystkie elementy jakie charakteryzują ten niezmiernie popularny nurt w literaturze będący przy okazji niewyczerpalną kopalnią pomysłów dla reżyserów filmowych w ostatnich latach. Jupiter jest nastoletnią, całkiem przeciętną dziewczyną, która nagle okazuje się być absolutnie wyjątkowa i odkrywa w sobie odwagę i determinację. Wokół niej zaczynają się dziać niesamowite rzeczy, ale ona cały czas pozostaje sobą i dzięki temu zdobywa przyjaciół i w końcu znajduje miłość. Myślami już widziałem całą serię filmów o Jupiter będących ekranizacjami kolejnych tomów cyklu adresowanego do nastolatek, ale okazało się, że scenariusz filmu był oryginalnym projektem.

Pisząc już trochę bardziej poważnie to mamy tu do czynienia z najnowszym filmem science fiction sygnowany nazwiskiem Wachowskich, którzy wyrobili już sobie pewną markę tworząc filmy kultowe (nie unikając przy tym jednak pewnych wpadek). Jupiter: Intronizacja przedstawia losy Jupiter pochodzącej z robotniczej rodziny, która nie cierpi swojej codziennej egzystencji. Pewnego dnia w pobliżu dziewczyny zaczynają się kręcić przybysze z kosmosu, z który wielu usiłuje zrobić jej krzywdę. Jednocześnie na jaw wychodzi, że bohaterka jest w jakiś sposób związana z kosmiczną arystokracją, a naszej planecie grozi niebezpieczeństwo. By wyjaśnić wszystkie wątpliwości Jupiter uda się w gwiezdną podróż w towarzystwie gburowatego najemnika.

Film ogląda się nawet dobrze, ale jest to głównie zasługa efektów specjalnych. Muszę przyznać, że kilka scen zrobiło na mnie wrażenie, a widoki na skryte kopułami miasta zbudowane w niegościnnej atmosferze pełnej kłębiących się gazów zapierają dech w piersiach. Niestety to w sumie wszystko co można powiedzieć o filmie. Fabuła jest oparta na ciekawym pomyśle, porusza takie aktualne problemy jak klonowanie i genetyka czy problemy współczesnego rynku, ale kilka motywów sprawia wrażenie wrzuconych tam na siłę, bez większego przemyślenia. Mój problem z Jupiter: Intronizacja polega głównie na tym, że praktycznie wcale nie czuje się tam napięcia bo bohaterka jakoś bezwiednie przechodzi przez kolejne próby i czasami sprawia wrażenie osoby pozbawionej własnej inicjatywy. Wiele scen byłoby też bardziej ekscytujących gdyby nie to, że dosłownie każdy problem można rozwiązać przy pomocy jednego cudu kosmicznej technologii; nawet miecze świetlne, cyborgi T-1000 i technologia Matrix to pikuś przy tym niepozornym przedmiocie. Nie pomagają też kreacje dwójki głównych bohaterów, którzy zostali zagrani bardzo oszczędnie (delikatnie mówiąc) co przy okazji znacznie utrudnia prowadzenie wątku romansowego.

Choć filmowi nie sposób odmówić pewnej oryginalności to moim zdaniem ogląda się go głównie dla efektów specjalnych. Mam wrażeniem, że nie może się on zdecydować i miesza przeróżne motywy balansując na krawędzi kina młodzieżowego wplatając w to wszystko trochę kiczu i humor, który miejscami boleśnie odcina się od całości. Nie jest on jakoś szczególnie ekscytujący, ale warto zwrócić uwagę, że w ‚twardym’ science-fiction rzadko zdarza się by główną bohaterką czynić zwykłą nastolatkę i rówieśnicy Jupiter powinni go docenić bardziej niż stary malkontent taki jak ja. Jupiter: Intronizację można też potraktować jako ciekawostkę i próbę przeniesienia klasycznego wersji Kopciuszka w kosmos.

Advertisements

9 komentarzy

  1. Az szkoda, ze nie ma ksiazki, bo bym czytala. Kosmici! W YA rzadko siegaja po temat kosmitow, zbyt rzadko jak dla mnie. Zaspoileruj mi, czy to byly szaraki :D Filmu raczej nie obejrze, nie moje medium (chyba, ze dinozaury).

  2. (Ja bym sci-fi dla efektow specjalnych nie mogla ogladac :c)

    1. A niektórzy oglądają chyba tylko dla efektów specjalnych do innego wytłumaczenia popularności pewnych filmów nie widzę xD

  3. A należysz do geeków czy miłośników Mili Kunis? A jak tam prawo jazdy?

    1. Kiia, good to see you :)
      Ja aktualnie należę do miłośników Emmy Stone, geekiem jestem przy okazji.
      Prawko zdane w lutym, dokument odebrany, nawet samochodzik już mam (nic wielkiego, ale na początek mi pasuje). Nawet pracę nową mam. Słowem, wielkie zmiany od wiosny :)
      U Ciebie jak leci?

      1. Podejrzewałam, że jednak należysz do fanów Kunis ;)

        Czuje się jakbym powróciła z zaświatów ;) Chociaż na swojego bloga na razie nie wracam. Też w tym roku dorobiłam się samochodu, znaczy nie kupiłam, ale tata kupił nowy i ja dostałam jego stary wózek :D Wychodzi na to, że w tym roku obydwoje zwiększyliśmy stan posiadania :) A ta nowa praca rozumiem bardziej spełnia Twoje oczekiwania od poprzedniej? U mnie aż takie zmiany nie zaszły, bo dalej pracuję tam, gdzie wcześniej. Podsumowując u mnie stara bieda i tylko odliczam dni do urlopu, a na to mogę sobie pozwolić, bo rok zaczęłam z 43 dniami urlopowymi :D Wiosna była nudna, więc może lato i jesień okażą się zabawniejsze.

        1. Praca jak praca. Branża zupełnie inna, wszystkiego się uczę na nowo :) Za to firma konkretna, a nie takie Kogucik Sp. zoo jak wcześniej to myślę sobie, że perspektywy na przyszłość lepsze.

  4. Film jak ekranizacja young adult? W dalszym ciągu mam dość tego gatunku, więc raczej sobie odpuszczę. Aż tak mi nie zależy na efektach specjalnych. ;)

    1. Oj, a trochę tych filmów – adaptacji yougn adult się szykuje. Niezgodna miała ostatnio drugi film, trailery do drugiej części Więźnia Labiryntu też już były.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: