Z Mirasowej filmoteki – Siódmy Syn

Dziś znowu trochę o filmach dla geeków.

Swoją drogą to naszła mnie znowu ostatnio refleksja, że w dzisiejszych czasach nazywanie się geekiem jest modne, wystarczy w tym celu oglądać mainstreamowe seriale (Gra o Tron) i chodzić do kina na blockbustery (Hobbit). Efekt jest taki, że dochodzi potem do spotkań „fanów fantasy”, którzy nie są w stanie wymienić nazwisk innych autorów niż Martin, Tolkien i Pilipiuk. Jako fan, który ma za sobą niejedną uczoną dyskusję o tym czy  elfy są lepsze od krasnoludów odbieram to jako zamach na moją indywidualność i żądam zadośćuczynienia za lata gdy byłem nazywany nudziarzem, a dziewczyny nie chciały chodzić ze mną do kina.

Oczywiście specjalnie przesadzam… Ale z tym spotkaniem „fanów fantasy” to true story…

siódmy syn

Siódmy Syn mający swoją premierę na początku tego roku jest oparty na książce Zemsta Czarownicy będącej pierwszym tomem cyklu fantasy Kroniki Wardstone adresowanego do młodszych czytelników (zdaję się tu na wikipedię bo z Kronikami… nie dane mi się było zapoznać). Głównym bohaterem jest Tom będący „siódmym synem siódmego syna”. Osobom o takim specyficznym rodowodzie mają według legend być przeznaczone wielkie czyny i to sprawia, że chłopak dostaje się pod skrzydła starego Gregory’ego będącego stacharzem – ekspertem od odczyniania uroków i zabijania potworów. Tom przejdzie przyśpieszony trening i wraz ze swoim nauczycielem stawi czoła złej czarownicy oraz jej sługusom.

Kiedy pojawiły się pierwsze trailery obiecałem sobie, że pójdę na ten film do kina bo przyciągnął mnie w sumie nieźle zapowiadający się film fantasy z Jeffem Bridgesem. Później jednak w kinach zaczęli puszczać Kosogłosa i Hobbita, a ja o Siódmym Synie zwyczajnie zapomniałem i nadrobiłem go dopiero niedawno. Filmowi daleko jest od ideału, ale podobał mi się bo prezentuje on taką odmianę fantasy jaka bardzo mi pasuje i jaka często gości przy stole podczas sesji RPG w mojej stałej grupie (podobnie było zresztą w przypadku Hansel i Gretel: Łowcy Czarownic). W filmie jest miejsce na dużo akcji i takie swojskie poczucie humoru połączone z przyjacielskim dogryzaniem sobie przez bohaterów. Postacie przedstawia się troszkę jako antybohaterów, ale nie przeszkadza to w tym by na ekranie dokonywały się heroiczne czyny, a twórcy nie popadają przy tym w patos. Coś takiego pod pewnymi względami podoba mi się o wiele bardziej niż taki np. Hobbit Jacksona, gdzie pod płaszczykiem fantasy schlebia się masowym gustom, magia i klimat są powierzchowne, a czas zapycha się wstawkami w rodzaju elfa na deskorolce.

Nie uznaję Siódmego Syna za „pozycję obowiązkową”, ale to ciągle niezłe kino bo z fabuły da się trochę wycisnąć pomimo jej pewnej wtórności. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to dzieło tylko dla zagorzałych fanów gatunku. Jest trochę fajnych wątków i dwuznaczności oraz nieźle pomyślane zmiany we wzajemnych relacjach między postaciami, ale aż prosi się tu o stwierdzenie „mogło być lepiej”. Trochę kuleją kreacje postaci; o ile Jeff Bridges pomimo wieku ciągle daje radę i bardzo pasuje do roli cynicznego mentora, a Julianne Moore robi wrażenie prawie tak piorunujące jak Angelina Jolie w Czarownicy, to sekundująca im para młodszych bohaterów pozostawia już sporo do życzenia. Krytycy nie zostawili na filmie suchej nitki, ale to nie powinno nikogo dziwić bo taki los spotyka większość rozrywkowych filmów fantasy, które są z założenia adresowane do dość konkretnej widowni. No cóż, nie wszyscy muszą uważać, że walka z czarownicami jest po prostu fajna i w przypadku pewnych filmów czytanie między wierszami perfekcyjnie napisanych dialogów wcale nie musi być głównym źródłem przyjemności. Jeśli lubicie magię, humor i siekanie potworów to dajcie Siódmemu Synowi szansę – oświecenia może nie uświadczycie, ale nudzić też się nie będziecie.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. A ja filmów o Hobbicie wciąż jeszcze nie obejrzałam, jakoś wypadło mi to z głowy. Z kolei „Siódmemu Synowi” chętnie dam szansę. I tak nie będę oczekiwać nie wiadomo czego, a zapowiada się nawet nieźle. Poza tym dawno nie oglądałam żadnego filmu fantasy. ;)

    1. Filmów będących takim „klasycznym” fantasy z magią, rycerzami i smokami nie wychodzi za dużo to każdy zasługuje na uwagę :)
      Na filmowego Hobbita będę zawsze narzekał, ale mimo to polecam go obejrzeć.

  2. Właśnie sobie przypomniałam, że film obejrzałam, ale kompletnie nie pamiętam o czym był, więc to chyba nie najlepiej o nim świadczy, bo do sklerozy i Alzheimera chyba jeszcze mi daleko. A o siódmym synu siódmego syna pisała już Margit Sandemo i to akurat w pamięci mi utkwiło. ^^

    1. Mieliśmy ze znajomymi podobną akcję. Oglądamy film i nagle ktoś mówi: „ej, nie widzieliśmy już tego kiedyś? Motyw siódmego syna na 100% już gdzieś był”. Potem długo nie mogliśmy dojść do tego gdzie to już widzieliśmy, ale każdy był prawie przekonany, że ten film jest jakimś remakiem albo ekranizacją starej książki. Dopiero google nam pomogło :)

  3. A ósmy syn ósmego syna był i Prachetta ;) Zapewne motyw inspirowany jest jakąś legendą lub wierzeniami.

    Ja niestety „Siódmego syna” wyłączyłam po pięciu minutach patrzenia na minę Kita… Wmawiam sobie, że jeszcze go tego wrócę, bo Moore i Bridges, ale do przełknięcia młodszej części obsady będę potrzebowała chyba jakiś procentów na wzmocnienie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: