„W 2D będzie ci do twarzy” – Saekano

Sezon wiosenny rozkręcił się już na całego. Wybrałem sobie do śledzenia na bieżąco więcej serii niż robiłem to jeszcze rok temu, a to chyba oznacza, że dawny entuzjazm dotyczący nowych anime powoli zaczął do mnie wracać. Co oglądam tej wiosny można podejrzeć na moim profilu na MAL (swoją drogą to ten serwis aktualnie podejmuje chyba kolejną próbę zmiany image’u na bardziej „profesjonalny” xD). Choć o wiosennych nowościach można napisać jeszcze wiele zdań to na dziś zostawiłem sobie wpis, który stanowi niejako spóźnione pożegnanie z sezonem zimowym: recenzję komedii Saenai Heroine no Sodatekata lub w skrócie: Saekano.

Wyglądają znajomo?

Wyglądają znajomo?

Tomoya Aki jest dumnym konsumentem tego wycinka japońskiej popkultury, na który składają się gry, anime, mangi i pokrewne im produkty. Jest wręcz stereotypowym otaku, który otwarcie przyznaje, że pociągają go animowane dziewczęta, ich odpowiedniki „w naturze” nie wywołują u niego żadnych fizjologicznych reakcji, a zwrot „onii-chan wzrusza go do łez. Pewnego dnia, w scenie jakby żywcem wyjętej ze sztampowej mangi, spotyka on piękną nieznajomą. To przeżycie owocuje natchnieniem do stworzenia gry komputerowej, która poruszy serce każdego gracza. Ku wielkiemu rozczarowaniu chłopaka okazuje się, że tajemnicza dziewczyna to nie magicznie przeniesiona z kart mangi słodka istotka, ale całkiem zwyczajna Megumi, której cechą charakterystyczną jest brak cech charakterystycznych. Tomoya postanawia przemienić koleżankę w postać rodem z ukochanych anime, uczynić ją bohaterką swojej gry oraz skompletować zespół, który pomoże mu ową grę stworzyć.

Jedna z nich jest tsundere. W życiu nie zgadniecie która.

Jedna z nich jest tsundere. W życiu nie zgadniecie która.

Saenai Heroine no Sodatekata, jest liczącą sobie 13 odcinków (12 odcinków właściwych plus odcinek „zero”) adaptacją kilku pierwszych tomów z serii krótkich, młodzieżowych powieści. Słowo „adaptacja” jest tu może użyte nieco na wyrost bo anime niestety wpisuje się w popularny od ładnych kilku lat trend ekranizowania jedynie fragmentu większego dzieła. Jak łatwo się w tej sytuacji domyślić zobaczymy zawiązanie i rozwinięcie akcji, ale nie uświadczymy żadnego konkretnego zakończenia. Podczas kolejnych odcinków będziemy śledzić poczynania Tomoyi, który dba o edukację Megumi w zakresie kultury zrzeszającej otaku oraz werbuje kolejnych członków zespołu. Ekipa będzie się składać z samych dziewcząt, które darzą bohatera mniej lub bardziej romantycznymi uczuciami, a scenek rodem z komedii romantycznej jest znacznie więcej niż tych poświęconych tworzeniu gry. Powinny o tym pamiętać szczególnie osoby, które oczekują, że Saekano będzie komedią o mękach twórczych przy tworzeniu gry z gatunku visual novel i pokazującą ten proces „od kuchni” – trzeba wprost powiedzieć, że tworzenie gry jest tylko pretekstem do otoczenia bohatera wianuszkiem dziewcząt. Jak na harem przystało bohater ma w czym wybierać: mamy na przykład stereotypową tsundere, zaborczą starszą koleżankę czy słodką dziewczynkę zwracającą się do bohatera per „braciszku”. W zasadzie nie ma tu nic co nie pojawiło by się wcześniej w innych anime tego rodzaju choć niektórym bohaterkom zdecydowanie zdarzają się lepsze momenty, w których są czymś więcej niż tylko fanserwisowymi obiektami.

#TeamUtaha

#TeamUtaha

Jeśli chodzi o samą zawartość „komedii w komedii” to jest nie najgorzej. Humor opiera się w głównej mierze na dialogach i kontrastowym zestawieniu rozentuzjazmowanego otaku z rozsądną osobą „z zewnątrz” jaką jest Megumi. Podczas seansu nie parska się śmiechem, ale kilkukrotnie można docenić celne wbicie szpilki w środowisko fanowskie, żonglowanie utartymi w popkulturze schematami i humorystyczne relacje między postaciami. Pod względem fabularnym seria niestety nie jest zbyt ciekawa i te komediowe wstawki są jedynym co trzyma widza przy ekranie. Opowiedziana historia jest do bólu schematyczna: w tle cały czas mamy stopniowe tworzenie wiekopomnej gry, a na pierwszym planie mamy interakcje chłopaka z dziewczętami, którym pomaga on rozwiązywać różne problemy, a przy okazji między bohaterami dochodzi do mniej lub bardziej romantycznych zbliżeń. Chcę przy tym zauważyć, że stosunkowo mało czasu poświęcono Megumi i jej przemianie w moe-bohaterkę, która ma podbić serca graczy. Seria jest w wolnym tłumaczeniu zatytułowana: „Jak wychować sobie nudną dziewczynę” i odstawienie tytułowej bohaterki na boczny tor uważam za dość dziwny zabieg. Całość jest okraszona fanserwisem, który nie przekracza jednak granic absurdu przez większość czasu ograniczając się do zbliżeń na dekolty i damskie uda. Jeśli ktoś zraził się do serii odcinkiem-pilotem, w którym fanserwis dosłownie wylewał się z ekranu to mogę go uspokoić – we właściwej serii jest znacznie spokojniej. W tej kategorii Saekano zasługuje na malutki plusik – co sezon mamy zalew fanserwisu zalatującego tandetą czy wręcz borderline hentai i takiego stonowanego ecchi jak tutaj ze świecą szukać.

Dlatego 2D jest lepsze. Wyłączając komputer przynajmniej mam pewność, że dziewczyna nie spotyka się za moimi plecami z jakimś kolesiem.

Dlatego 2D jest lepsze. Wyłączając komputer przynajmniej mam pewność, że dziewczyna nie spotyka się za moimi plecami z jakimś kolesiem.

Pod kątem technicznym Saekano prezentuje się przyzwoicie, może nawet trochę lepiej niż większość serii z tego gatunku, które ukazały się w ostatnich sezonach. Oprócz ładnego tła w wielu ujęciach na pochwałę zasługują przede wszystkim wplatane od czasu do czasu, utrzymane w pastelowych kolorach, statyczne sceny portretujące bohaterki. Jeśli miałbym wskazać największą zaletę tego tytułu to byłby to właśnie ten wycinek oprawy graficznej. Wielka szkoda, że seria, którą jest w sumie przyjemna dla oka ma pewne niedociągnięcia w innych (może nawet bardziej istotnych) aspektach. Warto też wspomnieć, że w część scen bardzo zręcznie wpleciono nawiązania do innych anime popularnych w ostatnim czasie. Osoby nieco obeznane z nowymi seriami niejeden raz kątem kąta dostrzegą stojącą w pokoju figurkę przedstawiającą znaną bohaterkę, plakat lub inny malutki detal.

Świat wyglądałby inaczej gdyby takie rzeczy faktycznie zdarzały się "przypadkiem".

Gdyby w prawdziwym życiu takie zbiegi okoliczności zdarzały się równie często co w anime…

Mam wrażenie, że twórcy nieco za bardzo wzięli sobie do serca fragment o przeciętnej dziewczynie bo anime też wyszło im raczej przeciętne. Jest niby trochę romansu, ale zawsze kończy się on na jednym zbliżeniu po czym dana dziewczyna schodzi na dalszy plan. Jest trochę komedii, ale jej odbiór mocno zależy od tego czy spodobają się nam poszczególne odniesienia i kreacje bohaterów. Fabuła istnieje tylko jako pretekst do skupienia w jednym miejscu kilku postaci i choć zarysowano kilka potencjalnych zwrotów akcji to żaden z nich nie doczekuje się rozwinięcia. Fani japońskich visual novel skuszeni opisami tego tytułu mogą się poczuć rozczarowani bo wątek poświęcony ich ukochanemu hobby jest potraktowany po macoszemu. Jedynym konsekwentnie poprowadzonym elementem serii jest fanserwis dlatego trudno ją polecić komukolwiek poza zatwardziałymi fanami komedii o bohaterze-otaku, którego przedstawia się w pozytywnym świetle. Na pewno znajdą się widzowie, którzy lubują się w tytułach, w których dużą rolę pełnią nawiązania do innych, popularnych anime – oni akurat powinni być w pewnym stopniu usatysfakcjonowani. Moim zdaniem Saekano zdecydowanie nie jest złą serią, ale (niestety) nie sprawdza jako nic więcej niż „zapychacz czasu” czy „rozrywkowy odmóżdżacz”, nie pozostawia też po sobie żadnych trwalszych wrażeń. W przypływie dobrego nastroju, mając w pamięci kilka co śmieszniejszych scen z sarkastyczną Utahą, wystawiłem serii ocenę 6/10 według skali stosowanej na MAL.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: