Pierwsze wrażenia – Koufuku Graffiti

Czasem jest tak, że nie macie pojęcia czego się spodziewać włączając pierwszy odcinek jakiegoś anime. W przypadku adaptacji light novel gdzie w fabule znajdują się takie elementy jak „szkoła” i „magia” i „kilka dziewcząt” można zgadywać, że mamy do czynienia z totalnym przeciętniakiem. W przypadku serii omawianej dziś można się było spodziewać czegoś totalnie wtórnego o moeblobach, choć połączenie studia Shaft i opisu zawierającego słowo „erotyczne” mogło się wydawać niepokojące.

"Przez żołądek do serca"? Bzdury! Ubierz fartuszek na gołe ciało, a facet ze smakiem zje wszystko co ugotujesz.

„Przez żołądek do serca”? Bzdury! Ubierz fartuszek na gołe ciało, a facet ze smakiem zje wszystko co ugotujesz.

Poznajcie nastoletnią Ryou, mieszka ona sama od czasu gdy zmarła jej babcia, ale może liczyć na pomoc (co prawda wiecznie zapracowanej) cioci. Dziewczyna od zawsze miała zacięcie do gotowania, ale od kiedy mieszka w pojedynkę jej umiejętności w tym zakresie wyraźnie spadły. Pewnego razu bohaterka zgadza się na to by w weekendy zatrzymywała się u niej krewna imieniem Kirin, która przygotowuje się do egzaminów wstępnych i w tym celu uczęszcza na korepetycje w Tokyo.

Foodgasm the Animation

Foodgasm the Animation

Przyznam, że miałem ogromną niespodziankę oglądając tą serię. Na etapie zapowiedzi nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, z jednej strony anime jest oparte na mandze o jedzeniu, ale wzmianka o „scenach posiłków o lekkim zabarwieniu erotycznych” brzmiała podejrzanie. Koniec końców Koufuku Graffiti okazuje się wesołą i okropnie ciepłą serią, która przedstawia jedzenie jako czynność mającą wiele aspektów wykraczających poza prozaiczne zaspokajanie głodu. Przygotowywanie posiłków to sztuka i źródło radości, wspólne ich spożywanie to ważny element życia rodzinnego, a dzielenie się jedzeniem to wyraz miłości i przyjaźni – trudno nie zgodzić się z tymi stwierdzeniami. Nie ulega wątpliwości, że jedzenie jako takie jest na pierwszym planie, ale ekran nie jest przez cały czas przysłonięty widokiem talerzy pełnych specjałów japońskiej kuchni. Fabuła nie jest jakoś szczególnie skomplikowana, po pierwszym odcinku mamy lekko zaznaczone wątki Ryou, która zaprzyjaźnia się ze swoją kuzynką i jak ta przyjaźń pomaga jej walczyć z poczuciem samotności, które ogarnęło ją po śmierci babci. Z drugiej strony mamy Kirin, która nieco wbrew woli rodziców stara się podążać za marzeniami rozpoczynając naukę w Tokyo. Bohaterki wypadają trochę stereotypowo, ale mają niezłą chemię i fajnie się przekomarzają, wszystko wskazuje też na to, że dołączy do nich więcej postaci. Nie jest to może w stu procentach anime o gotowaniu, ale można w nim wyłapać kilka mądrości natury kulinarnej.

Wada tego anime - po obejrzeniu człowiek robi się głodny.

Wada tego anime – po obejrzeniu człowiek robi się głodny.

Podczas seansu z ekranu wylewa się błogość i naprawdę trudno się nie uśmiechnąć widząc jak pomiędzy bohaterkami zaczyna kiełkować przyjaźń. Całość jest okraszona przyjemną dla oka grafiką, warto zaznaczyć też, że studio Shaft znacznie ograniczyło eksperymenty graficzne, z których jest znane. Animacja większości scen jest co najwyżej poprawna, ale twórcy nieco poszaleli sobie w scenach spożywania posiłków przez Ryou i to właśnie w nich można rozpoznać „rękę” Shatfu. Jeśli już przy tym jesteśmy to tak jak twierdzono w zapowiedziach rozkosz, którą dziewczyna przeżywa za pośrednictwem swoich kubków smakowych jest ukazana w sposób przesadzony i nieco dwuznaczny, ale trudno dopatrzyć się w tych scenach czegoś skrajnie zdrożnego. Proponuję odebrać to jako stonowany fanserwis innego rodzaju niż te pantyshoty, które się wszędzie wciskają. Muzyka była dla mnie kolejnym pozytywnym zaskoczeniem – scenom jedzenia towarzyszą naprawdę nastrojowe melodie, a nawet podczas scen humorystycznych słychać w tle radosne brzdąkanie.

Wątpię byśmy mieli do czynienia z czarnym koniem sezonu, ale Koufuku Graffiti powinno się nieźle sprawdzić jako sielankowa seria „o niczym”, z uroczymi bohaterkami. Nie jest to seria stricte o gotowaniu, ale raczej taki sympatyczny (i zaskakująco dobrze wykonany od strony technicznej) zapychacz czasu na poprawę humoru po ciężkim dniu. Gorąco polecam rzucić okiem chyba, że jesteście uczuleni na moe w każdej postaci.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: