Pierwsze wrażenia – Aldnoah.Zero Sezon 2

Już po weekendzie, sensowne fansuby do większości serii zdążyły się ukazać – można zabrać się na poważnie za robienie przeglądu nowości. Planowałem zabrać się za to „na ostro” przez weekend, ale świat 3D zaoferował mi spotkania towarzyskie. Eh, tak to jest, nie można cały czas żyć swoimi waifu w 2D bo człowiek zdziczeje. Swoją drogą polecam grę karcianą List Miłosny – szybka, z prostymi zasadami, skrajnie wciągająca – idealna na luźne posiadówki przy piwie (20 kart można nawet zabrać do pubu). Przejdźmy już jednak do nowych anime jakie zaoferował nam nowy sezon. Dziś kilka słów o kontynuacji Aldnoah.Zero, który to we wrześniu zostawił widzów z budzącym skrajnie emocje cliffhangerem.

Machy mechami, fabuła fabułą, ale prawa rynku prawami rynku - bez sceny plażowej trudno jest sprzedać jakiekolwiek anime.

Mechy mechami, fabuła fabułą, ale prawa rynku prawami rynku – bez sceny plażowej trudno jest sprzedać jakiekolwiek anime.

Akcja rozgrywa się 19 miesięcy po wydarzeniach z sezonu pierwszego i stanowi ich bezpośrednią kontynuację, dlatego (duh) nie ma się co zabierać za ten tytuł bez znajomości jego poprzednika. Nie będę się rozpisywać się o fabule bo najlepiej samemu przekonać się jak zakończyła się ta masakra, która zwieńczyła sezon pierwszy. Dość powiedzieć, że wojna Ziemian i Marsjan trwa w najlepsze, a część starych znajomych (w różnej kondycji) powraca na front.

Na Marsie mają na pęczki księżniczek. John Carter coś o tym wie.

Na Marsie mają na pęczki księżniczek. John Carter coś o tym wie.

Pierwszy sezon zebrał bardzo mieszane oceny choć wydaje mi się, że przeważały te pozytywne. Mimo wszystko pojawiło się też niemało bardzo krytycznych recenzji, które nie pozostawiły na serii suchej nitki. Aldnoah zarzucano brak „realizmu”, nielogiczne zwroty akcji i w końcu kiepskie kreacje postaci. Osobiście odebrałem serię dobrze, jako rozrywkową pozycję dopieszczoną pod kątem technicznym, zawierającą kilka niezłych pomysłów. Jeśli coś jest po prostu „fajne” to nie zwykłem też dopatrywać się w tym dziur i zwykle przymykam oko na niedociągnięcia. Zgodzę się jednak co do pierwszoplanowych postaci – są one w najlepszym przypadku obojętne widzowi, w tej kwestii seria nadrabiała jednak kilkoma ciekawszymi postaciami drugoplanowymi.

Czasem można zgrzytać zębami widząc CG w anime, ale akurat Aldnoah daje radę w tym zakresie.

Czasem można zgrzytać zębami widząc CG w anime, ale akurat Aldnoah daje radę w tym zakresie.

Podejrzewam, że u źródeł wielu krytycznych recenzji (czy wręcz ostrego hejtu) pierwszego sezonu stoją zbyt wygórowane oczekiwania. Seria była mocno reklamowana, świetnie wykonana od strony technicznej, w scenariuszu maczał palce Gen Urobuchi, piosenki komponował Yuki Kajiura, a śpiewała je Kalafina. Przez to wszystko niektórzy mogli oczekiwać, że Aldnoah.Zero będzie serią o mało co rewolucyjną dla gatunku mecha i wyznaczy nowe standardy. Po pierwszych 2-3 odcinkach mogło się też zapowiadać na nieco dojrzalszą serię dla wymagającego widza. W efekcie końcowym Aldnoah nie wzniósł się jednak ponad utarte schematy, pozostał „tylko” świetnie wykonaną rozrywkową serią dla młodzieży, która na dobrą sprawę powiela wiele schematów typowych dla gatunku (jak choćby genialne nastolatki brylujące na polu bitwy). Drugi sezon na pewno będzie kontynuował te trendy, jeśli oczekujecie, że Aldnoah się „poprawi” to nie macie tu czego szukać bo zwyczajnie się rozczarujecie. Jeśli jednak pasowało wam typowe dla tego tytułu efekciarstwo i jesteście ciekawi jak twórcy wybrnęli z zakończenia pierwszej serii to zapraszam do oglądania. Jest jeszcze trzecia opcja: może zaliczacie się do tych widzów, którzy bez względu na okoliczności oglądają wszystko do końca zagryzając zęby nawet jeśli po 3 odcinkach oglądanie jakiegoś anime sprawia im niemal fizyczny ból :)

A tak całkiem na marginesie, odnośnie „realizmu w SF” i „realizmu w anime”. Mądre głowy nie mogą dojść do porozumienia w tej kwestii, a co dopiero my – zwykli fani anime.

Reklamy

7 Komentarzy

  1. ja tam nie jestem fanatykiem realizmu a to dlatego że jakby go na serio zastosować to filmy kończyłyby się w najlepszym razie po 15min no może oprócz pornoli ;-))ps.czyli jak rozumiem pacyfistyczna misja naszej szlachetnej księżniczki okazała się niewypałem :)

  2. Było takie powiedzenie – szło jakoś tak: „za każdym razem gdy ktoś próbuje odnieść prawa fizyki do powieści fantasy w magicznej krainie umiera jednorożec”. W wersji o anime było chyba coś o umierających catgirls.

    Byłem pewien podziwu dla uporu z jakim księżniczka prowadziła tą swoją misję i z jakim głosiła frazesy o miłości i przyjaźni. Swoją drogą to grając w Long Live the Queen można w ten sposób wiele zdziałać xD. Na Aldnoah nie ma to jednak przełożenia bo niewypał na całej linii.

  3. Jak dla mnie w niektórych momentach wyszło dość naiwnie, trochę denerwuje mnie ta nieomylność głównego bohatera, nie wiem też, co sądzić o postawie Slaine’a, no ale jakoś to będzie. Tak czy inaczej, będę oglądała dalej. ;)

    1. Momentami jest nawet bardzo naiwne :)
      Inaho to pikuś, nastoletni piloci mecha robili już lepsze akrobacje niż Inaho w pamięci obliczający trajektorię pocisków.

  4. Kalafina zrobiła tylko „Heavenly Blue” do tej serii, całą resztę muzyki afair robił Sawano. A Urobutcher właśnie macnął te 3 pierwsze odcinki ;p

    1. Właśnie to rozumiem pod „maczali palce” choć nie chciałem tego wyrażenia powtarzać :)

  5. Wiele sobie obiecywałem po tej serii. Po pierwszym sezonie jestem umiarkowanym optymistą. Zobaczymy jak dalej rozwiną historie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: