„Za Utopca 80 orenów, za Strzygę – do negocjacji”

Podłączam się do hype’u związanego ze zbliżającą się (choć już przesuniętą na termin późniejszy) premierą gry Wiedźmin 3: Dziki Gon. Krótki felietonik dotyczy przede wszystkim pierwszej części gry bo Wiedźmin 2: Zabójcy Królów długo leżał na mojej kupce wstydu i zagrałem w niego dopiero niedawno. Odpuszczam sobie też spekulacje dotyczące Dzikiego Gonu i roli jaką odegra w nim zadziorna księżniczko-wiedźminka-czarodziejka. W tekście poruszam jednak kwestie dotyczące większości mediów do jakich zawędrował Geralt.

Jest już nowe wydanie Sagi. Mom, please.

Zacznijmy od tego, że postać Wiedźmina jest dla mnie dość szczególna. Przygody Geralta były drugim po Władcy Pierścieni wielotomowym dziełem fantasy, które przeczytałem gdy zacząłem z pełną świadomością interesować się gatunkiem. Co prawda najpierw przeczytałem pięcioksiąg, a dopiero potem opowiadania, ale to szczegół. Oparty na dziełach Sapkowskiego Wiedźmin: Gra Wyobraźni wprowadzał mnie też w świat RPG. Dużo później przeczytałem masę negatywnych recenzji tego systemu i sam z perspektywy czasu dostrzegam jego niedoróbki, ale nie zmienia to faktu, że zawsze będę na niego patrzył z lekkim rozrzewnieniem. Potem przyszedł serial telewizyjny… Osobiście uważam, że momentami wcale nie był on taki zły jak zwykło się mawiać – ba, odcinki miałem nawet nagrane na VHS . Film kinowy powstały z powycinanych scen z serialu był za to okropny i zrobił Wiedźminowi bardzo złą reklamę wśród osób nieobeznanych z fantasy, ale jakoś nie zabił mojego entuzjazmu. Dość powiedzieć, że twórczość Sapkowskiego wywarła na mnie na tyle duży wpływ, że w gimbazie nie bardzo mogłem się zdecydować czy wolałbym być trenerem pokemonów, rycerzem jedi czy może wiedźminem.

W życiu nie powieszę na ścianie tego plakatu, ale ciągle nie mam serca go wyrzucić.

Wracając jednak do gry. Zapoznałem się z nią jakoś na początku studiów i intrygowała mnie przez to, że była pierwszą po porażce z filmem próbą sprzedania postaci zabójcy potworów szerokiej publiczności. Jak pokazał czas była to próba bardzo udana. Moim zdaniem stało się tak przez to, że gra trafiła w specyficzną niszę i dobrze odwzorowała stylistykę i kreację świata, które zastosował Sapkowski. Wiedźmin stylistycznie odbiega od kanonów, do których przyzwyczaiła graczy znaczna część popularnych gier, których akcja dzieje się w świecie fantasy. W literaturze można znaleźć liczne przykłady takiego bardziej „przyziemnego” fantasy eksponującego negatywne ludzkie cechy zaprawiając wszystko czarnym humorem i seksem. Ludzkie przywary były też przenoszone na istoty powszechnie znane z fantasy takie jak elfy, które powszechnie zwykło się raczej idealizować. Od czasów Wiedźmina literatura fantasy przesyciła się tymi motywami, ale popularne gry komputerowe raczej nie korzystały z takiej stylistyki (choć można wskazać też takie pojedyncze tytuły jak Gothic).

Gameplay podobał mi się choć zdecydowanie można wskazać jego słabsze punkty. Przypadł mi do gustu system rozwoju postaci, a warzenie eliksirów stanowiło coś więcej niż tylko ciekawy dodatek. Na system walki nie będę narzekał bo nie jestem wielkim fanem gier Action-RPG i takie proste, rytmiczne „zaklikiwanie” wroga na śmierć mnie satysfakcjonuje. Swoją drogą to najbardziej chyba lubię wszelkie turowe systemu walki czy to w stylu D&D czy Final Fantasy, a po gry oferujące dużo akcji i wymagające szybkiego klikania sięgam stosunkowo rzadko (co wpłynęło też na moje początkowe wrażenia z Wiedźmina 2, ale o tym kiedy indziej). Największym atutem Wiedźmina były jednak postacie znane z książek, fabuła i dialogi jakby żywcem wyjęte z kart wiedźmińskiej sagi. Te elementy sprawiają, że nie mogę nawet silić się na jakikolwiek obiektywizm w ocenie gry. Okropne okno ekwipunku i masy śmieci jakie bardzo szybko się w nim gromadziły były do przeżycia jeśli w końcu człowiek nauczył się nie lootować wszystkich rupieci w zasięgu wzroku. Na stosowanie w kółko tych samych modeli NPCów (absolutnie wszyscy kupcy w Temerii wyglądają tak samo) można było przymknąć oko. Edycja rozszerzona gry zresztą poprawiła wiele z tych niedoróbek (wydzielenie osobnego okna na składniki do eliksirów naprawdę zdziałało cuda).

Wiedźmin miał bardzo ładną grafikę jak na tamten okres, ale kamera TPP była moim zdaniem mało użyteczna.

Wiedźmin miał bardzo ładną grafikę jak na tamten okres, ale kamera TPP była moim zdaniem mało użyteczna.

Grę chwalono za dawanie graczowi licznych możliwości wyboru i za fakt, że te wybory miały ogromny wpływ na przebieg gry. Osobiście nie rozpędzałbym się tu za bardzo – liczne ścieżki i dwuznacznie moralnie wybory były fajnym aspektem gry choć ich wpływ na wydarzenia jest może troszkę przeceniany. Ok, więcej niż kilka questów można było wykonać na różne sposoby, ale za każdym razem zakończenie gry wyglądało z grubsza tak samo. Wiedźmin za to świetnie podkreślał tą dozę swobody przez wyraziste animacje ukazujące konsekwencje wyborów gracza i fakt, że w grze nie było jednoznacznie określonej „dobrej” i „złej” ścieżki, a wszystko działo się gdzieś w granicach moralnej szarej strefy. Po przejściu gry nie dało się ze 100% pewnością powiedzieć, że odegrało się „dobrego wiedźmina” bo nawet jeśli zawsze starało się robić wszystko w zgodzie z sumieniem to i tak po części decyzji pozostawał pewien niesmak. W tej sytuacji niesmak jest jednak pozytywną cechą gry bo zostawiał trwalsze wrażenia po jej ukończeniu.

Jestem na świeżo po przejściu Wiedźmina 2 i wrażenia też mam raczej pozytywne. Na premierę Wiedźmina 3 się jednak nie szykuję. Poczekam aż stanieje; mój komputer najpewniej uciągnie grę tylko na niskim poziomie jakości grafiki to i nie ma sensu wydawać na nią fury pieniędzy. Boję się też trochę zapowiedzi o ogromnym, otwartym świecie gry. Otwarty świat jest jednym z powodów, dla których nigdy nie wytrzymałem więcej niż 2 godziny przy grze z cyklu Elder Scrolls. Ogromny świat stwarza pewne niebezpieczeństwo – osobiście mam czasem wrażenie, że przemierzając kolejne kilometry nie robi się nic konstruktywnego. Otwarta konstrukcja sprawia też, że czuję się nieco przytłoczony, tak jakby gra oczekiwała, że zacznę spacerować bez celu i przypadkiem trafię na kolejny fragment historii. Z dwóch skrajności preferuję mimo wszystko całkowitą liniowość znaną choćby z gier jRPG, które mają za to inne typowe dla siebie przywary, ale o tym może porozmawiamy innym razem.

Reklamy

One response

  1. […] postaci Wiedźmina pisałem niedawno, ale tematyki Zabójców Królów w niej nie poruszałem. Gra jest bardzo podobna do pierwszej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: