Top 5 Anime, których już nie kocham

Przy okazji nieregularnych aktualizacji mojej listy na MAL zbiera mi się czasem na wybiórcze sprawdzanie co ja przez te wszystkie lata obejrzałem. Czasem nieco dziwią mnie niektóre oceny bo część serii dziś oceniłbym pewnie trochę inaczej niż przed laty, jak bardzo gust potrafi się zmienić na przestrzeni czasu. Wybrałem na dziś 5 serii, które kiedyś oceniałem bardzo wysoko, a które wraz z upływem czasu mniej lub bardziej traciły w moich oczach. Wszystkie z nich są popularnymi seriami dlatego w pewnym uproszczeniu listę można nazwać „top 5 najbardziej przereklamowanych anime według Mirasa” choć nie oddaje to w pełni toku rozumowania, który doprowadził mnie do takich wniosków. Lista jest oczywiście całkowicie subiektywna, nie poparta żadnymi analizami, a tworząc podobne zestawienie za tydzień pewnie miałbym kaprys umieścić w nim inne serie. Niekoniecznie uważam też, że podane serie są złe – dwie z nich nawet po dziś dzień polecam :). Po prostu nie uważam już, że są absolutnymi arcydziełami.

5. Hellsing


Naście lat i powolne zapoznawanie się z kolejnymi japońskimi animacjami, tym razem już z pełną świadomością tego co się ogląda – to były czasy! Hellsing był na swój sposób kiczowaty i efekciarski, ale zawierał wampiry i hektolitry krwi wylewające się z ekranu. W świadomości nastolatka, który dopiero odkrywa swoje nowe hobby było to potwierdzenie tezy, że anime to nie głupie kreskówki, tylko animacje dla dorosłych. Świadomość tego jak błędne jest to rozumowanie przyszła nieco później. Dziś animowanego Hellsinga można pooglądać dla specyficznego stylu graficznego, wampirów i wspomnianej krwi, nie pamiętam by dało się w tym wszystkim dopatrzyć jakiegoś większego sensu czy fabuły. Podobno o wiele lepiej zabrać się za mangę lub kręconą jakiś czas później serię Hellsing Ultimate

4. Haruhi Suzumiya no Yuuutsu

Seria, która o mało co nie spowodowała powstania nowej religii (lol) i na pewno dorzuciła swoje trzy grosze do mającego się dziś bardzo dobrze kultu KyoAni. To anime świetnie pokazuje, że nawet tworząc pozorny chaos można nad wszystkim zapanować, a całość nie musi się zmienić w sieczkę zapchaną fanserwisem. Kyon ze swoimi komentarzami jest po prostu genialny i miałby szanse znaleźć na mojej liście ulubionych męskich bohaterów anime gdybym kiedyś pokusił się o stworzenie takowej. Do dziś polecałbym każdemu obejrzenie oryginalnych 14 odcinków z 2006 roku. Tym co w pewnym sensie zabiło dla mnie Haruhi były wszelkie następstwa jej popularności. Chodzi mi o jakieś mini serie poboczne z bohaterami drugoplanowymi, wykorzystywanie bohaterów jako narzędzi marketingowych dosłownie wszędzie, a gwoździem do trumny były dodatkowe odcinki z 2009 roku w tym (nie)sławne Endless Eight. Po tym wszystkim Haruhi zamieniła się dla mnie w maszynkę do robienia kasy, a cała magia gdzieś uleciała i teraz patrzę inaczej nawet na te pierwsze odcinki. Duh, wiem, że nikt nie robi anime charytatywnie, ale to co zrobili z tą marką to jakiś absurd.

3. Durarara!!

Tak tak, też dałem się swego czasu złapać na chwytliwy opening, niezłą animację i intrygujące postacie. Durarara!! miało świetny początek, który pobudzał wyobraźnię i sprawiał, że czekało się z niecierpliwością na nowy odcinek. Gdzieś w połowie zaobserwowałem jednak, że seria zaczęła gonić własny ogon, a z fabuły zostały jakieś strzępki ledwo trzymające się kupy. Mimo wszystko oglądało się to dalej dla tej bandy sympatycznych wariatów jaką stanowili bohaterowie. Dowiedziałem się kiedyś, że jeśli czytało się light novel będące pierwowzorem serii to można sobie dopowiedzieć pewne wydarzenia, które w wersji animowanej zostały pominięte i cała fabuła zaczyna nabierać większego sensu. Moim zdaniem nie jest to jednak powód, dla którego fabułę tego anime można uznać za ponadprzeciętną. Może to trochę skrajny przykład, ale film Wiedźmin jest tragicznie zły pod względem fabuły i znajomość wersji książkowej sprawiająca, że można się dopatrzyć pewnej ciągłości w wydarzeniach, wcale nie powoduje wzrostu oceny filmu. Durarara!! do dziś pozostanie dla mnie jednak jedną z tych serii, które świetnie ilustrują, że pewne niedociągnięcia można nadrobić przez efekciarstwo i kilka sympatycznych lub budzących skrajne emocje postaci. Przykłady serii, które polegają tylko i wyłączenie na kreacjach postaci można mnożyć; jak pokazuje praktyka wyraziste postacie mają ogromne znaczenie dla fanów M&A, a wiele recenzji anime wystawia osobną cząstkową ocenę w kategorii „postacie”.

2. Elfen Lied

Jedna z tych kontrowersyjnych serii, która będzie wiecznie skazana na rozbieżność w ocenach. Miałem to (nie)szczęście oglądać ją w okresie gdy nie miałem jeszcze wyrobionego gustu i oglądałem anime jak leci bo wszystkie z założenia były fajne. Elfen Liedy był przypadkiem analogicznym jak Hellsing; opening po łacinie, wykorzystanie w nim obrazów Klimta i w końcu pourywane kończyny znamionowały dla mnie coś co jest „dorosłe” i poważne. Fakt zupełnie nieuzasadnionego fanserwisu gdzieś mi w tym wszystkim umykał. Jest taki poboczny nurt w sztuce wysokiej, w którym golizna i wulgarny język są często stosowane. Przypuszczam, że w swojej młodzieńczej naiwności myślałem, że miejsce tego anime też jest gdzieś na piedestale bo łacina w openingu znamionuje sztukę wysoką, a krew jest zabiegiem artystycznym. Trochę później przyszła refleksja, że prawdopodobnie trzeba czegoś więcej niż kazać aktorom rzucać mięsem i biegać nago po scenie by nazywać się awangardowym reżyserem. Fabuła Elfen Lied? Po kilku latach niby pamiętam o co z grubsza chodziło, ale nie pytajcie mnie o szczegóły. Dziś trudno mi stwierdzić, czy z tą serią naprawdę jest aż tak źle jak niektórzy zwykli mawiać.

1. Neon Genesis Evangelion

Eva… tutaj to można gadać i gadać, a i tak nie dojdzie się do żadnych konkretnych wniosków. Zacznijmy od tego, że jeszcze w liceum zgadzałem się z tym, że to jedna z najlepszych serii anime jakie kiedykolwiek powstały. Dziś nie kryję się ze swoją niechęcią do niej, jest ona po prostu przedstawicielką tego nurtu mecha, którego nie trawię. Mechy to mają być fajne wielkie roboty, a nie jakieś… coś… Zawsze powtarzam też, że nie przepadam za filozofowaniem w anime bo znam japońską skłonność do przesady, która sprawia, że często dostajemy zwyczajny bełkot. Do tego mamy korzystanie z chrześcijańskiej symboliki, która nie spełnia w tej serii żadnej funkcji poza ozdobną. Ot tak, wzięli kilka nazw z encyklopedii żeby seria wydawała się japońskiej widowni bardziej egzotyczna. Samą serię TV jeszcze jakoś tam cenię bo ładna od strony technicznej, fajny soundtrack i przez większość odcinków fabuła się jakoś trzyma. Za to filmy mające stanowić zakończenie serii (Death & Rebirth i End of Evangelion) uważam za niezdatne do oglądania. Może ktoś powie, że nie rozumiem tej serii tak jak trzeba, że umykają mi niuanse nadające całości sensu. Ten ktoś prawdopodobnie będzie miał rację, problem w tym, że zwyczajnie nie jestem zainteresowany poznawaniem tych szczegółów i próbami „zrozumienia” Evangeliona – nie porwał mnie na tyle by chciało mi się podjąć ten wysiłek. Jeśli ktoś widzi w tym szaleństwie metodę – szacun dla niego.


Większość z tych serii oglądałem jako nastolatek, który nie miał jeszcze wyrobionego gustu i z perspektywy czasu stwierdzam, że dawałem się złapać na różne tanie chwyty twórców anime. Jak jest dziś? Dziś też łapię się na fanserwis, efekciarstwo i przerysowane postacie mające przykryć niedociągnięcia. Zmieniło się jednak moje podejście – nie oczekuję od każdej serii, że będzie przedstawicielem sztuki wysokiej potwierdzającym tezę, że anime to poważne animacje dla dorosłych. Dziś akceptuję fakt, że większość serii to produkcje czysto rozrywkowe kierowane głównie do młodzieży i nie ma się w nich co dopatrywać wielkiej filozofii. Stąd na przykład moja słabość do serii studia Sunrise, w tym emitowanego obecnie Cross Ange (oglądam to dla fabuły lol). Uzupełniając listę na MALu nie mam też oporów przed wystawianiem bardzo wysokich ocen seriom czysto rozrywkowym.

Sami na pewno też przypominacie sobie serie, którymi kiedyś się zachwycaliście, a dziś nie możecie zdobyć się na entuzjazm w stosunku do nich. W skrajnych przypadkach pewnie śmiejecie się z faktu, że kiedyś byliście dosłownie zakochani w jakiejś serii :).

Reklamy

9 komentarzy

  1. O, naprawdę ciekawa notka :D Ze wszystkimi seriami miałam jako taki kontakt i ogólnie zgadzam się ze stanowiskiem, że wszystkie, choć mają swoje dobre strony, trochę ucierpiały poprzez „przereklamowanie” Jedynie co do Evy bym się kłóciłam. Ok, opieram się tylko na mandze (niedawno zrobić sobie powtórkę z tomikami), ale choć o dziwo kiedyś myślałam, że to przefilozofowany bełkot, to teraz chyba zaczynam to doceniać. Przed wyjściem ostatniego tomiku (jeszcze tydzień!), postanowiłam się jeszcze na porządnie wgłębić w temat i może wtedy będę mieć jakieś porządne wnioski :)

  2. No ale Hellsing i Elfen Lied są dla dorosłych, w sensie, że dzieci nie powinny oglądać takich rzeczy, bo niedojrzałemu umysłowi może się coś złego stać od nich. Tyle, że nie są to anime dojrzałe, w sensie podejmujące dojrzałe tematy. I tak oglądają takie rzeczy głównie edgy nastolatki i zdziecinniali dorośli ;) Ale Hellsing, przynajmniej manga (anime nie oglądałam za dużo), nie bierze się na poważnie i zawsze widać, że Hirano po prostu miał kupę funu gdy rysował te cycki, spluwy i rozbryzgi krwi.

    Tak, chyba masz rację z tymi postaciami, bardzo dużo anime ma durną, przewidywalną lub porąbaną, mało ciekawą fabułę, ale oglądam je dla sympatycznych postaci. Albo ładnych postaci. Albo ciekawych postaci.

    OMG Ty potworze, Eva to nie mecha, Eva to DEKONSTRUKCJA!!111 Znowu, nie oglądałam animu ale czytam mango i bardzo mi się podoba – choroby psychiczne bohaterów są naprawdę dobrze zarysowane, kreska Sadamoto jest śliczna, na pseudogłęboką symbolikę się nie nabrałam, bo wiedziałam nawet przed zobaczeniem tego słynnego wywiadu z Anno, że Japończycy lubią się bawić historią i kulturą.

    A ja wczoraj obejrzałam po raz trzeci Ebichu i nadal jest doskonałą serią, fuck yeah :D

    1. MIniseria z cycatymi zakonnicami najlepsza!!!

  3. 5. Ja tam oglądałęm dla funu krwi i flaków od początku
    4. A potem przyszedł film kinowy, który jest jebanym opus magnum tej serii (jak na razie)
    1. Robię rewatch bo tak bardzo nie pamietam, no i połowę widziałem po niemiecku :P

    Ja akurat te serie które ogladałem dawno, oglądałem raczej czysto dla zabawy, wiec nie było jakiegoś mega uwielbienia, bo o walczo, jaaaa xD. Taką listę może zrobię za 10 lat, może :P

  4. hmm… Hellsing. Coś w tym jest, chociaż nie pamiętam czy kiedykolwiek uważałem oglądanie owego anime za jakiś przejaw dorosłości. Właśnie, to może dlatego, kiedyś dzieci miały taki wielki haip na tą bajkę z mordującymi się zwierzętami. Co do samego Hellsinga, pamiętam że miał fajne soundtracki (Takie stare, kojarzyły mi się z filmami gangsterskimi), a poza tym zgadzam się. Fabuły to tam z lupą trzeba szukać… Lepiej wypada Hellsing Ultimate, ale w nim tyle starego Hellsinga co w parówkach mięsa.

    Haruhi Suzumiya no Yuuutsu. Nie oglądałem, ale zaciekawił mnie twój wywód z „Duh, wiem, że nikt nie robi anime charytatywnie, ale to co zrobili z tą marką to jakiś absurd.” Tak to prawda, ale jak wiesz niema niezawodne definicji, czegoś na zasadzie przepisu na „Popularną markę”. Oczywiście od czego są badania marketingowe, analiza SWOT, marketing Mix i inne duperele. (Np. Twój sąsiad emeryt mówi ze to jehowi, a to ankieter…)

    Wracając. To przecież oczywiste, że prędzej czy później każdy tytuł który zdobędzie popularność zamieni się w masową promocje rożnych produktów, usług. Ostatnio jeszcze śmieli się z tej reklamy pizzy z Shingeki no Kyojin, ale tak szczerze na tym to polega. Nawet jeśli produkt będzie jedną wielką klapą to i tak zapaleni fani serii kupią produkt z nią, a co za tym idzie słupki się podwyższą i nawet jeśli stracą wielu klientów inny pójdą jak bydło, bo osoby nieznające czegoś kierują się starymi przyjętymi zasadami „TO JEST POPULARNE!!”, a co najgorsze popularność nie jest definicją czegoś dobrego. Wiele badziewnych rzeczy jest popularne i ludzie to kupują.
    Dopowiem tylko że nie można tego stosować ciągle i te zagranie ma jakiś ograniczoną ilość użyć, ale zawsze można zmienić strategie i doić na nowo.
    Resztę tytułów oglądałem, ale nie mam nic do dodania, ponieważ zgadzam mniej lub więcej z twoją opinia na ich temat.
    btw. Przepraszam za cały ten wywód z tym marketingiem, ale nie mogłem się pohamować. Moja natura z której będę żył za parę lat jest silniejsza już ode mnie.

  5. @Darya
    Szacun za skumanie Evangeliona. Może faktycznie w mandze jest to jakoś inaczej, bardziej przystępnie ujęte. Hmm, może załapałbym coś więcej z serii TV gdybym obejrzał ją teraz na totalnym luzie, bez żadnych uprzedzeń? :)

    @SStefania
    Czyli mangę Hellsing mogę porównać do filmów Rodrigueza, które są z założenia takie specyficzne?
    Nawet w poważnych serwisach (XD) o animu mają osobną kategorię na oceny nazwaną „postacie”. Nigdy do końca nie wiem co się kryje pod tą kategorią. Ilość postaci? Jak ładne postacie? Czy postacie są realistyczne pod względem psychologicznym?

    @Kamil

    Wydaje mi się, że etap mega uwielbienia często przychodzi gdy ma się nowe hobby, jak tak miałem po kolei z Tolkieniem, Sapkowskim, RPG, anime. A listę chętnie przeczytam, ale może niekoniecznie za 10 lat ^^

    @WieczornyKac
    Spoko, komentarz na temat XD
    14 odcinków Haruhi szczerze polecam. Teraz już nie widać bohaterów na co drugim zdjęciu w necie bo hype już nie ten więc seria ci może nie obrzydnie XD

    1. Hah, ja miałem przez moment z Sapkowskim, Tolkien jakoś nie chwycił w sensie czytam, ale próba ponownego czytania czegokolwiek poza Hobbitem/Bombadilami kończyła sie znudzeniem bo to tak piekielnie przewidywalne :P A do RPG nie miałem porządnej grupy nigdy, za to byłem gimbometalem, całe 2 lata, co jak na mnie jest okresem kosmicznie długim (większość okresów zachwytu trwa do miesiąca). Te 10 lat to tak orientacyjnie, bo aktualnie nie ma szczególnie wielu tytułów którymi bym się zachwycał jakoś wybitnie i dłużej, miarą jest chyba to czy chce mi się do nich wracać.

  6. evangeliona na niemieckim kanale vox oglądałem a potem na hyperze i powiem tak jakby nie nakręcili ostatniego odcinka miałbym nienajgorsze zdanie o serii pomijam skłonność autora do nadmiernych dram ale ten ostatni odcinek wywołał u mnie jedynie reakcje WTF ;-) co do helsinga rozczarowała mnie finałowa walka za łatwo mu poszło ;-)

  7. […] i subiektywne rozważania będące niejako kontynuacją toku myślenia jaki prezentowałem w notce dwa lata temu. Na wstępie wspomnę, że dość rzadko urządzam sobie powtórki z obejrzanych anime bo nawet […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: