Książki mojej młodości – Cykl „Czarna Kompania”

Po dłuższej przerwie na blogu pojawia się nowa notka, tym razem wracam do tematyki książek fantasy, który ostatnim razem pojawił się tutaj niemal rok temu :). Po raz kolejny wracam do książek, przy których kształtowała się moja miłość do fantastyki – dziś kilka słów o cyklu Czarna Kompania Glena Cooka.

Ciekawostka: Czarna Kompania doczekała się swojej nakładki na popularny system d20 umożliwiającej rozgrywanie sesji RPG w świecie znanym z książek Cooka.

Ciekawostka: Czarna Kompania doczekała się swojej nakładki na popularny system d20 umożliwiającej rozgrywanie sesji RPG w świecie znanym z książek.

Cykl opisuje losy oddziału najemnych żołnierzy na przestrzeni jakiś 40 lat i rozciąga się na 10 tomów. Historię można podzielić na 3 części. W Księgach Północy Kompania zaciąga się na służbę u tajemniczej czarownicy znanej jako Pani, która silną ręką włada ogromnym Imperium. Głównym zadaniem żołnierzy jest walka z rebeliantami, którzy zdobywają coraz większe wpływy podbudowani przepowiednią o ponownym pojawieniu się legendarnej Białej Róży – bohaterki, która przed kilkuset laty pokonała i uwięziła Panią oraz jej męża Dominatora. Po perypetiach w Imperium przychodzi czas na Księgi Południa, w których niedobitki oddziału wyruszają by odnaleźć tajemniczy Khatovar – legendarną ojczyznę Kompanii, którą obecni jej członkowie znają tylko z niekompletnych kronik. Bohaterowie natykają się na liczne sekrety związane z powstaniem Czarnej Kompani, znajdują także nowych wrogów znanych jako Władcy Cienia. Ostateczna konfrontacja z wrogami opisana jest w Księgach Lśniącego Kamienia. Oprócz tego jeden z tomów (Srebrny Grot) można potraktować jako historię poboczną – jego bohaterami są niegdysiejsi członkowie oddziału, którzy nie zdecydowali się wyruszyć w poszukiwaniu Khatovaru.

Cały Cykl jest mroczną historią pełną wojen, tajemnic i starożytnej magii, ale całość przedstawiona jest z punktu widzenia zwykłego żołnierza spisującego bieżące wydarzenia w kronikach. O ile kronikarza można traktować jako głównego bohatera książek to w cyklu nie występuje główna postać będąca na heroicznej wyprawie, bohaterem zbiorowym jest grupa żołnierzy, która zarabia na wojaczce, boi się o własną skórę i nie pojmuje wszystkich politycznych intryg dziejących się w tle. W długim horyzoncie wszystkim przyświeca ten sam cel, ale na krótką metę najważniejsze są bardziej przyziemne sprawy: przygotowanie do bitwy, przetrwanie oblężenia, zorganizowanie zapasów. Wśród bohaterów nie ma potężnych magów (nieliczni magowie Kompani są wręcz określani jako umiarkowanie zdolni, ale przede wszystkim leniwi) i uzdolnionych szermierzy. Kompania jest skuteczna nie przez to, że jej członkowie mają jakieś szczególne talenty, żołnierze przede wszystkim szanują własną skórę i starają się bezwzględnie wykorzystać słabości wroga. Jeśli już poruszyłem temat magii to u Cooka działa ona w bardzo specyficzny sposób, bardzo rzadko zdarza się by potężnym zaklęciom towarzyszyły jakieś spektakularne efekty, a magiczne pojedynki są niedostrzegalne dla zwykłego śmiertelnika.

Najnowsze, czterotomowe wydanie cyklu jest też dostępne w Polsce.

Najnowsze, czterotomowe wydanie cyklu jest też dostępne w Polsce.

Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie. Osobiście uważam, że taki zabieg często pozwala się lepiej wczuć w bohatera, ale wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Inną charakterystyczną częścią stylu Cooka jest wielka oszczędność jeśli chodzi o opisy. Większość miejsc i osób jest zaprezentowana bardzo lakonicznie, nie ma tu co szukać kwiecistych opisów magicznych gajów i pięknych pałaców. Przez tą oszczędność wszystko wydaje się raczej szare i surowe. Uważam jednak, że świetnie komponuje się to z ponurą historią i pozwala na stworzenie oryginalnej atmosfery, która okropnie wciąga. Często używane w odniesieniu do dużych sag fantasy określenia takie jak „epickie” i „heroiczne” zupełnie tu nie pasują, ale bynajmniej nie jest to wada serii. Specyficzny styl autora przejawia się także w zastosowanym przez niego nazewnictwie. Przede wszystkim chcę zwrócić uwagę na to, że praktycznie wcale nie stosuje on imion i nazwisk postaci – większość z nich znamy tylko z przydomka: pierwszym kronikarzem Kompanii jakiego poznajemy jest Konował, a jej członkami są takie osobistości jak Goblin, Jednooki i Porucznik. O postaciach wiemy także bardzo mało, nie wiadomo kim były wcześniej, ani co skłoniło je do zaciągnięcia się – na pewno nie są jednak grupą idealistów. „Ci źli” nie są też nigdy zwartą grupą zjednoczoną wspólnym celem, każdy z nich dba przede wszystkim o własny interes, a same pojęcia dobra i zła są w dziełach Cooka okropnie względne.

Cykl o Czarnej Kompanii jest uważany za klasykę fantasy choć nie jest tak słynny jak choćby Władca Pierścieni, Miecz Prawdy czy niesamowicie popularna ostatnio Pieśń Lodu i Ognia. Osobiście polecam zapoznanie się choćby z pierwszymi trzema tomami, które stanowią w zasadzie zamkniętą całość. Gdy zacząłem czytać serię jako nastolatek pokazała mi ona, że fantasy to niekoniecznie przygody grupy przyjaciół, z których każdy jest kimś wybitnym, niekoniecznie walka z obiektywnym złem. Wojna to nie okazja do wykazania się bohaterstwem, ale walka o przetrwanie każdego malutkiego oddziału pełnego żołnierzy uwikłanych w coś co ich przerasta. Magia to nie radosne rzucanie kulami ognia w grupy orków, ale niezrozumiała i niebezpieczna siła. Na pewno nie jest to jedyne dzieło fantasy, które ukazuje tą mniej kolorową stronę wojen (z polskich dzieł można wspomnieć choćby Achaję), ale cały cykl miał na mnie swego czasu ogromny wpływ. Obecnie ze sporą satysfakcją odświeżam sobie przygody Kompanii bo ich końcówka już mocno zatarła się w mojej pamięci i pamiętam tylko strzępki. Przyznam, że nie jest to już ten sam młodzieńczy zapał, ale idzie mi nieźle – aktualnie jestem w połowie Ponurych Lat.

Reklamy

5 komentarzy

  1. Rok czy dwa lata temu zobaczyłam w empiku wielkie tomiszcze zatytułowane „Kroniki Czarnej Kompanii”. Akurat szukałam czegoś nowego, miałam ochotę na wciągającą, długą historię która zajmie mi czas na wiele wieczorów. Opis na okładce mnie skusił, i koniec końców kupiłam tą książkę. Niestety nie poszło tak łatwo, jak się spodziewałam. Książka jest ciężka i ponura właśnie, tak jak piszesz. Czytało mi się wyjątkowo opornie, tym bardziej, że ja osobiście nie jestem zwolenniczką książek pisanych w pierwszej osobie. W efekcie przeczytałam może połowę tego tomiszcza, i wiesz co? Naprawdę żałuje że nie zdołałam więcej. Historia była naprawdę interesująca i szczerze chciałam poznać dalsze losy kompanii. Po prostu styl pisania autora okazał się dla mnie ogromną przeszkodą. W tej chwili mam w planach drugie podejście do Czarnej Kompanii, i prawdopodobnie będę musiała zacząć od początku, bo sporo zatarło się już w mojej pamięci…

    Pozdrawiam :)

    1. Czasem trzeba kilku podejść :).
      Ja na przykład nie przebrnąłem przez „Pierwsze Prawo Magii” Goodkina ze względu właśnie na styl pisania – ta książka czeka u mnie właśnie na lepsze czasy.

      Pamiętam, że gdy zacząłem czytać Kompanię po raz pierwszy strasznie wkręciłem się w wątek Dziesięciu Których Schwytano, te przydomki (Duszołap, Kulawiec, Wyjec) strasznie działały na wyobraźnię :)

      1. O tak, zgodzę się z Tobą ;) Pierwsze co mi się spodobało to to, że nikt tam nie ma imienia – każdy ma właśnie jakiś przydomek, i to strasznie mi pasowało do grupy najemników i ogólnie do klimatu serii.

        Ha, „Pierwsze Prawo Magii” przeczytałam! Okropnie wsiąkłam w cały cykl „Miecza Prawdy”, ale też nie dałam rady przeczytać wszystkich tomów do końca. Jest ich dużo, chyba 13 ale ręki sobie uciąć nie dam, i nie pamiętam nawet gdzie skończyłam. I tu ta sama sytuacja – chcesz wiedzieć, co będzie dalej, ale przeszkodą jest styl pisania. Plus autor strasznie rozwlekał wszystkie wątki.
        Pamiętam, że mój brat był z siebie okropnie dumny, bo przeczytał całość ;)

        1. „Miecz Prawdy” będzie mnie pewnie prześladował przez jakiś czas xD. Szło mi strasznie opornie właśnie przez to rozwlekanie, o którym wspomniałaś. Pewnie jakoś dobrnąłbym do końca, ale książkę miałem z biblioteki i troszkę zaczęli się dopominać o zwrot. Stwierdziłem, że skoro idzie mi opornie to na razie dam sobie spokój i niech inni sobie poczytają, a ja zrobię podejście numer dwa za jakiś czas. Minęło kilka lat, a podejścia numer dwa ciągle nie ma xD.
          Brat ma być z czego dumny, jednak kilkanaście grubych tomów to niezły wyczyn podczas gdy inne nowe książki próbują nas rozpraszać :)

  2. […] tom Żołnierze Żyją zostanie mi na przyszły rok). Kompanii poświęciłem zresztą niedawno osobną notkę. Jeśli jesteśmy już przy przypominaniu sobie książek, które czytałem będąc nastolatkiem to […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: