Z pamiętnika gracza – Long Live the Queen

Jeśli spojrzeć na kreskówki w telewizji, filmy Disneya i wiele innym wytworów kultury masowej to można odnieść wrażenie, że na życie księżniczki z bajkowego królestwa składają się przyjęcia przy herbatce, motylki, tęcze i jednorożce w pastelowych kolorach. Codzienność księżniczki wygląda jednak trochę inaczej – dyscyplina, nauka dobrych manier, intrygi i w końcu przeciwnicy polityczni gotowi przesłać w prezencie zatrute czekoladki. Grą, która dobrze oddaje tą dwoistość jest Long Live the Queen.

Wierzcie lub nie, ale zobaczenie tego obrazka w grze po raz pierwszy daje niesamowitą satysfakcję.

Wierzcie lub nie, ale zobaczenie tego obrazka w grze po raz pierwszy daje niesamowitą satysfakcję.

Long Live the Queen to gra stworzona przez studio Hanako Games, które ma już na swoim koncie kilka niskobudżetowych produkcji inspirowanych japońskimi visual novels. W grze przyjdzie nam pokierować poczynaniami księżniczki Elodie. Nasza podopieczna znalazła się w nieciekawej sytuacji – właśnie zmarła jej matka, a ona sama jest jeszcze zbyt młoda i niedoświadczona by przejąć koronę. Naszym zadaniem będzie zadbanie by przez 40 tygodni, które pozostało do osiągnięcia przez księżniczkę pełnoletności, nauczyła się ona wszystkich umiejętności jakie powinna posiadać królowa baśniowego państwa. Najważniejsze będzie jednak sprawienie by Elodie pozostała przy życiu bo w świecie fantasy księżniczka może umrzeć na wiele sposobów.

Przebieg gry przypomina popularne niegdyś gry paragrafowe skrzyżowane z visual novel i grami symulacyjnymi. Każdego tygodnia decydujemy w jakich umiejętnościach Elodie ma się szkolić i jak spędzi weekend. Umiejętności do nauki jest sporo i w zasadzie każda z nich może nam się kiedyś przydać – wystąpienia publiczne, pochlebstwa, władanie mieczem, medycyna, taniec, ekonomia… królowa musi być wszechstronnie wykształcona. Na tempo uczenia się decydujący wpływ ma nastrój w jakim znajduje się nasza bohaterka – radosny nastrój na przykład sprawia, że szybko przyswaja ona sobie umiejętności konwersacji, ale nie ma jej co wtedy zmuszać do uczenia się sztuki militarnej lub władania orężem. Księżniczka jest bardzo humorzasta i każde wydarzenie może diametralnie zmienić jej nastrój dlatego warto dobrze dobierać sposób w jaki spędza ona weekendy – to jedyna dostępna graczowi metoda wpływu na emocje Elodie. Co tydzień otrzymujemy informacje o wydarzeniach w kraju i za granicą, a nasze decyzje i posiadane umiejętności decydują o tym w jakim kierunku potoczy się historia i jakie sekrety magicznego świata wyjdą na jaw. Księżniczce przyjdzie rozmawiać z różnych osobistościami, rozstrzygać spory, podejmować decyzje dotyczące skarbu państwa, występować publicznie, a nawet prowadzić wojnę. Jak w większości visual novel dostępne są liczne ścieżki, które prowadzą do przeróżnych epilogów, a ukończenie ich wszystkich zajmie sporo czasu. Na każdej ścieżce czają się też liczne niebezpieczeństwa, które mogą doprowadzić do śmierci Elodie i przedwczesnego końca gry. Na dłuższą metę ukończenie gry sprowadza się (niestety?) do metody prób i błędów – jeśli konsekwentnie będziemy próbować tej samej ścieżki to mając w pamięci poprzednie niepowodzenia będziemy w stanie się na nie przygotować i w końcu za którymś razem doprowadzimy księżniczkę do koronacji. Przez taką konstrukcję można odnieść wrażenie podobne jak w grach paragrafowych – że „gra oszukuje” bo niby skąd mieliśmy wiedzieć, że akurat w tym momencie będzie nam potrzebna znajomość medycyny, a zdolności magiczne dobrze jest uzupełnić umiejętnością władania mieczem?

Kostiumy w większym lub mniejszym stopniu nawiązują do stylistyki znanej z mangi i anime.

Kostiumy w większym lub mniejszym stopniu nawiązują do stylistyki znanej z mangi i anime.

Pojedyncza sesja z grą zajmuje około godzinki, ale jest spora szansa na to, że godzinka nieco się przeciągnie bo rodząca się w nas frustracja nie pozwoli nam odejść od komputera dopóki Elodie nie zostanie królową :). Pomimo pewnej wtórności do gry można wracać kilkukrotnie by spróbować pokierować historią trochę inaczej, odkryć inny epilog, a w końcu by (brzmi mi to może nieco makabrycznie) odkryć wszystkie możliwe rodzaje zgonów jakie mogą spotkać księżniczkę. Zginąć można na bardzo różne sposoby – zanim moją Elodie koronowano po raz pierwszy została dwukrotnie otruta, przebita strzałą, zabita w pojedynku i porażona magicznym atakiem, a to nawet nie połowa wszystkich możliwości! Za to gdy w końcu została królową to jej umiejętności magiczne nie miały sobie równych, a państwo posiadało tak wielką armię, że żaden sąsiad nie odważył się nawet pomyśleć o narażaniu się władczyni :). Jak na razie niezaspokojoną ambicją pozostaje doprowadzenie do tego by Elodie władała światem nie dzięki armii, a dzięki rozległej siatce szpiegów i talentowi do intryg…

Nie ma się co rozwodzić nad stroną techniczną gry. Grafika ogranicza się do tabelek z umiejętnościami, obrazków stanowiących tło oraz stylizowanych na mangę ilustracji postaci w kilku wariantach – wyraz twarzy Elodie zmienia się w zależności od nastroju, może ona też nosić różne kostiumy, które jednocześnie dają premię do pewnych umiejętności. Na uwagę zasługuje w zasadzie tylko ścieżka dźwiękowa składająca się z kilku niezbyt skomplikowanych, ale mających swój urok motywów. Mechanika gry jest bardzo prosta i szybko uczymy się jak manipulować nastrojem księżniczki by sprawnie uczyć się danych umiejętności.

Gdy widzi się tą tabelkę po raz pierwszy można się poczuć trochę przytłoczonym, ale to wrażenie szybko mija.

Gdy widzi się tą tabelkę po raz pierwszy można się poczuć trochę przytłoczonym, ale to wrażenie szybko mija.

Long Live the Queen nie jest może produkcją zapadającą w pamięć na lata, ale stanowi ciekawą odmianę i daje rozrywkę na kilka wieczorów. Stanowi także kolejny krok na drodze popularyzacji zachodnich produkcji stylizowanych na japońskie visual novel, które to także powolutku znajdują swoją niszę na europejskim rynku gier. Miłośnicy japońskich produkcji nie są już zdani na pirackie kopie japońskich gier i szukanie w sieci fanowskich tłumaczeń (ja i moje przygody z Personą 2 Innocent Sin). Coraz więcej gier staje się szeroko dostępnych (patrz Steam), a produkcje zachodnie utrzymane w japońskiej stylistyce też są coraz liczniejsze (przypominam notkę o Flower Shop). Pozostaje mieć nadzieję, że działa to w obie strony i w świadomości japońskich graczy obok przeżywających kryzys jRPG i wiecznie popularnych erotycznych visual novel na stałe goszczą takie świetne zachodnie gry jak Wiedźmin czy Mass Effect.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: