Zima 2014 – pierwsze wrażenia (część druga)

Kolejny weekend oznacza przygodę z kolejnymi nowościami tego sezonu. Dziś motywem przewodnim notki jest magia.

Mahou Sensou

Wszystko made in japan jest najlepsze na świecie, nawet miecze treningowe do kendo są lepsze od tych ze stali.

Wszystko made in japan jest najlepsze na świecie, nawet miecze treningowe do kendo są lepsze od tych ze stali.

Poznajcie Takeshiego – nastolatka z mroczną przeszłością, któremu nie układa się z rodziną. Pewnego dnia chłopak znajduje na terenie szkoły nieprzytomną dziewczynę. Kiedy nieznajoma odzyskuje przytomność przedstawia się imieniem Mui, okazuje się też, że jest ścigana przez bandę zbirów władających magią. Takeshi postanawia pomóc tajemniczej piękności i podejmuje walkę z bandziorami. Bohaterom udaje się odeprzeć atak, ale w całą sprawę wplątują się także przyjaciele Takeshiego – Kurumi i Kazumi, na dokładkę wszyscy dysponują teraz magicznymi mocami. Mui w końcu wyjaśnia o co w tym wszystkim chodzi – zbiry należą do grupy magów, która odrzuca możliwość pokojowego współżycia ze zwykłymi śmiertelnikami. Wszyscy bohaterowie udają się razem z Mui do świata magów by tam poznać więcej szczegółów, a także nauczyć się władać swoimi nowymi mocami.

Pierwszy odcinek był tak przeładowany akcją i informacjami, że ledwo można było nadążyć. Magia rządzi się całą masą dziwnych zasad (na przykład użycie magii przeciwko zwykłemu śmiertelnikowi sprawia, że ten zostaje magiem) i podejrzewam, że na rozwiązanie wszystkich pomniejszych wątków przyjdzie nam poczekać dłuższą chwilę. Trzeba przyznać, że trochę się tego nazbierało – sytuacja rodzinna Takeshiego, jego związek z Kurumi, sprawa z bratem Mui. Choć całość gnała na złamanie karku i często ze scen biła okropna naiwność to fabuła ma jakiś tam potencjał, a liczne niuanse dotyczące magii mogą dodać fajnego smaczku.

Największym mankamentem serii jest fakt, że jest ona kolejną adaptacją serii przygodowych light novel. Co sezon pojawia się kilka takich taśmowo produkowanych dzieł i naprawdę trudno w tym wszystkim znaleźć już jakąkolwiek oryginalność. Bohater to zawsze przeciętny chłopak, który poznaje tsundere dziewczynę. Pomiędzy bohaterami dochodzi do mniej lub bardziej intensywnego zbliżenia, a potem okazuje się, że chłopak ma dziwne moce. Bohaterowie postanawiają ramię w ramię chodzić do szkoły i walczyć o sprawiedliwość, a ich związek przeżywa wzloty i upadki okraszane mniej lub bardziej intensywnym fanserwisem. Ważnym elementem wspólnym takich serii jest też fakt, że adaptuje się zwykle tylko malutką cześć całej serii nowelek, w efekcie na koniec transmisji fabuła się nagle urywa, a większość wątków pozostaje nierozstrzygnięta. Mahou Sensou na dobra sprawę niczym szczególnym się nie wyróżnia wśród swoich braci i sióstr z gatunku. Od strony technicznej jest jednak nieźle (choć w niektórych kadrach postacie są pozbawione nosów) i oglądało się całkiem przyjemnie. Spodoba się na pewno amatorom gatunku, ale osoby, które widziały już kilka adaptacji light novel w tym stylu pewnie będą mogły z dużą dokładnością przewidywać rozwój wydarzeń.

Wizard Barristers: Benmashi Cecil

Cała grupa to wzięci prawnicy, pełen profesjonalizm!

Cała grupa to wzięci prawnicy, pełen profesjonalizm!

Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości gdzie magowie i zwykli śmiertelnicy żyją obok siebie. Dla magów wykorzystujących swoje moce na szkodę społeczeństwa powstał specjalny rodzaj sądu. Jak w tradycyjnej instytucji tego typu oskarżony ma prawo do obrońcy. Główna bohaterka – nastoletnia czarodziejka imieniem Cecil rozpoczyna pracę w agencji zajmującej się reprezentowaniem magów przed sądem i bardzo szybko zdobywa swoją pierwszą sprawę.

To anime wielkich kontrastów. Początkowo, czytając opis fabuły chciałem je sobie odpuścić (meh, kolejna seria o magii w XXI wieku, w dodatku dziwaczne projekty postaci), ale moją uwagę zwrócił bardzo ładnie wykonany trailer. Faktycznie, od strony technicznej nie mogę serii nic zarzucić. W pierwszym odcinku jest sporo akcji, pościgów, strzelanin, w których zniszczeniu ulega pół miasta, magia oczywiście też wygląda bardzo widowiskowo. Wiele scen jest w dużym stopniu wspomaganych komputerowo, ale jeśli komuś to nie przeszkadza to magiczne konstrukty wyglądają genialnie.

Ech, skupiłem się na świetnej grafice, a miałem mówić o kontrastach. Wizard Barristers z jednej strony stara się podejść do tematu magii we współczesnym świecie poważnie – nie ma słodkiej sielanki i latania na miotle, a magowie to nie dobroduszni staruszkowie z brodami. Wielu magów stanowi zagrożenie – pomiędzy nimi, a resztą społeczeństwa panuje nieustanne napięcie. Na przecięciu magii, zbrodni i oddziałów specjalnych znajduje się nowe miejsce pracy bohaterki – agencja, która podejmuje się reprezentowania magów przed sądem. Cechą wspólną dla większości magów jest ekscentryczność – większość pracowników agencji wygląda jakby wyjąć ich z jakiejś innej bajki, a nie z serialu sensacyjnego, którym ta seria wydawała się być jeszcze scenę wcześniej. Sama Cecil ze swoim wesołym stylem bycia, warkoczykami i chowańcem wyglądającym jak pocieszna żabka pewnie bardziej pasowałaby do anime o magical girls – tylko czekać aż zacznie wymachiwać różdżką i karać wszystkich w imieniu księżyca. Te lżejsze i humorystyczne wstawki nie przytłaczają jednak całości i jestem zdania, że Wizard Barristers ma spore szanse zostać niezłą serią z pogranicza kina akcji i fantastyki. Komediowe wstawki w serii sensacyjnej jeszcze nikomu nie zaszkodziły, pamięta ktoś full Metal Panic!?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: