MMORPG i ja

Lubię gry MMORPG, ale raczej staram się ich unikać bo spędzę przy nich czas, który mógłbym poświęcić grom dla pojedynczego gracza. Co by nie mówić to ukończenie gry i poznanie całej fabuły daje mi większą satysfakcję i doznania estetyczne niż zdobycie miecza +10. Swoje jednak odbębniłem na przeróżnych MMORPGach i choć dziś narzekam na ich ewidentną głupotę w niektórych aspektach to okresy internetowych przygód wspominam z rozrzewnieniem.

(screenshoty w notce dzięki uprzejmości mojego kochanego brata)

W WoWie nie ma kolczugi bikini i zbroi płytowej ze szpilkami. W WoWie są kung-fu pandy.

W WoWie nie ma kolczugi bikini i zbroi płytowej ze szpilkami. W WoWie są kung-fu pandy.

Pierwszym MMORPG w jakie miałem okazję zagrać był Ragnarok Online. Grałem oczywiście na prywatnych (by nie powiedzieć „pirackich”) serwerach bo w tamtym okresie gra na serwerach oficjalnych wymagała opłacania abonamentu. Dziś można grać w Ragnaroka Online 2, a pierwszy Ragnarok wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu. Według mnie jednak zawsze będzie to gra o czapkach. Przebieg gry był jednym wielkim grindem; questów było mało, a nagrodami były przeważnie czapki, które ładnie wyglądała i nie dawały poza tym żadnych innych korzyści. Gra była zresztą mało przyjazna dla nowego użytkownika bo mechanika nie była nigdzie rozpisana, a wiedzę o doborze ekwipunku i rozkładzie statystyk trzeba było czerpać metodą prób i błędów. W momencie, w którym gracz uczył się, że najważniejszą statystyką dla złodzieja jest siła (sic!) było już za późno i nie pozostawało nic innego jak stworzenie nowej postaci. Przez większość czasu masowo eksterminowało się stosunkowo słabe potwory by zdobyć punkty doświadczenia (levelowanie wymagało MASY czasu) i przedmioty z szansą dropu na poziomie setnych części procenta. W ten sposób niestety zdobywało się najskuteczniejszy ekwipunek; najlepsza broń nie miała wcale najlepszych statystyk, miała za to kilka slotów na karty, które obdarzały ją dodatkowymi bonusami (i te karty właśnie miały szanse dropu na poziomie 0,01%). Przebieg gry był przez to pasjonujący: Udało mi się znaleźć broń z 4 slotami, ale zepsuła się ona przy ulepszaniu. Po 10 próbach mam broń ulepszoną na odpowiednim poziomie – czas zdobyć do niej 4 karty… żeby poradzić sobie w PVP i przeróżnych lochach najlepiej mieć po kilka kompletów uzbrojenia… i tak w koło Macieju.

W końcu miałem dość Ragnaroka i wiecznie upadających prywatnych serwerów. Potem grywaliśmy ze znajomymi z liceum w różne darmowe azjatyckie klony Lineage II, co zdarza mi się zresztą po dziś dzień. Na dłuższa chwilę zatrzymałem się przy World of Warcraft – trochę grałem w betę, a potem okresowo na różnych pirackich serwerach aż do dodatku Wrath of the Lich King. Nieodłączną częścią gry na pirackich serwerach były bugi i niedziałające questy, mimo to wyrobiłem sobie zdanie, że pod względem „ilości ciekawych rzeczy do robienia”, questów, rajdów WoW na pewno znajduje się w czołówce gier MMORPG. Swoją drogą to gry free-to-play, które moim zdaniem miały/mają spory potencjał – Runes of Magic i Allods – wyglądają jak klony WoWa.

Nowe komplety bielizny na zasadzie mikropłatności? Jestem na tak!

Nowe komplety bielizny na zasadzie mikropłatności? Jestem na tak!

Gdy europejskie serwery Aiona przeszły na free-to-play zdecydowałem się sprawdzić co tak fajnego jest tej grze – zachwalało ją pół internetu, a mój kumpel in-real-life był w Aionie dosłownie zakochany. Kilka miesięcy z tą koreańską produkcją podsumuję w ten sposób: Aion dobrze udaje, że nie jest kolejnym koreańskim grinderem z „MMORPG Female Armor”. Na początku gra się naprawdę przyjemnie, ale na trochę wyższych poziomach wszystko zaczyna trwać okropnie długo; zdobywanie poziomów i kompletowanie ekwipunku jest coraz bardziej monotonne. Rozwijanie umiejętności rzemiosła to kolejne godziny wyjęte z życiorysu – by podnieść poziom umiejętności najlepiej kazać postaci wykonać x sztuk stosunkowo prostego przedmiotu i zrobić alt+tab na najbliższe 2 godziny. Ostatecznie Aiona w Europie zabija śmieszny model free-to-play, który nakłada na graczy nie opłacających abonamentu śmieszne ograniczenia. Pewnych blokad początkowo się nie odczuwa, ale stają się one coraz bardziej dotkliwe w miarę zdobywania kolejnych poziomów. Moim zdaniem jednak jeśli już mam za coś płacić to lepiej sprawić sobie abonament do WoWa, który starzeje się bardzo godnie, a nie nabijać sobie rachunek kontem premium i licznymi mikropłatnościami w Aionie, który w swojej istocie niewiele różni się od innych koreańskich produkcji.

Całej esencji MMORPG nauczyła mnie już pierwsza gra z tego gatunku, nawet jeśli do wielu wniosków doszedłem dopiero potem grając w coś zupełnie innego. Ragnarok pomimo okropnej monotonii i mechaniki stworzonej dla przysłowiowych „chińskich farmerów” pokazał mi, że można grać w kiepską grę, ale jeśli poznało się w niej fajnych ludzi to oni będą nas przy niej trzymać. W końcu do gry loguje się po to by pogadać na chacie, a cały grind dzieje się niejako przy okazji i to jest naprawdę fajne. Tu wychodzi też druga nieodłączna cecha MMORPG – DRAMY! Pamiętam jak jedna z postaci nagle oświadczyła, że in-real-life jest facetem co dosłownie złamało serce części graczy. Znałem zresztą prawdziwych mistrzów, którzy online byli tak bardzo dziewczęcy, że dostawali darmowe przedmioty od kochających kolegów z gildii :D. Pamiętam wszelkie rozpady, podziały gildii, powroty synów marnotrawnych, kłótnie o przedmioty. Dochodziło do tak śmiesznych sytuacji, że naprawdę przywiązywałem się do ludzi z drugiego końca świata pomimo tego, że traktowałem ich jak gromadkę ludzików w fikuśnych zbrojach biegających po ekranie.

W Scarlet Blade wszystkie postacie są płci żeńskiej. Gra idealnie wpisuje się w ideę MMORPG - Many Males Online Role-Playing as Girls (blackace11094.deviantart.com)

W Scarlet Blade wszystkie postacie są płci żeńskiej. Gra idealnie wpisuje się w ideę MMORPG – Many Males Online Role-Playing as Girls (blackace11094.deviantart.com)

Pomimo wzlotów i upadków w MMORPG, okresów okropnej nudy, źle skonstruowanego PVP, modelu pay-to-win, zawsze można znaleźć kogoś z kim można pogadać na chacie, poudawać elfią czarodziejkę i orka łucznika – to jest w tym wszystkim najlepsze, to sprawia, że godziny grindu nie wydają się już aż tak wielką stratą czasu. Ostatecznie gry MMORPG porównałbym też do programów rozrywkowych w telewizji i stron internetowych o tym charakterze – pozwalają one przyjemnie spędzić (zmarnować) czas nie dostarczając jednak żadnych znaczących wartości, ale i nie wymagając specjalnego skupienia czy zaangażowania. Czasem jednak tak jest – jesteśmy zmęczeni i nie mamy ochoty na nic konkretnego, dlatego wolimy skakać po kanałach telewizora i oglądać przypadkowe filmiki na youtube… równie dobrze możemy w tym czasie nabić 2 levele naszej postaci i wydropić kilka itemów.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Miałam w swoim życiu epizod MMORPGowy. Nigdy nie grałam w płatne gry tego typu (podejrzewam, że tam panuje ciut wyższy poziom), ale przez te darmowe nabawiłam się lęków na tle społecznym, heh. Fajnie jest przeczytać wspomnienia kogoś, kto ma przyjemniejsze doświadczenia w tej kwestii. :)

    1. Internet jest straszny, a ludziom odbija gdy wydaje im się, że przez tą pozorną internetową anonimowość mogą się zachowywać jak idioci :/. To się chyba tyczy jednak całego internetu, nie tylko gier MMORPG. Przyznam jednak, że faktycznie miałem sporo szczęścia bo w MMORPG spotykałem raczej porządnych ludzi. Wiarę w społeczeństwo odebrały mi inne typy sieciówek w rodzaju League of Legends – tam można spotkać internetowego idiotę na każdym kroku.

  2. Popatrz na to z innej strony… Można tam również poznać wiele wartościowych osób, które zostaną Twoimi przyjaciółmi na długie lata.

    1. To też prawda. Osobiście nie utrzymuję kontaktu z ludźmi poznanymi w MMORPG, szczerze powiedzmy sobie jednak, że w żadnej grze nie zasiedziałem się na tyle by kogoś lepiej poznać. Znam jednak z pierwszej ręki przypadki gdy znajomość, która zaczęła się w grze online naprawdę ciągnie się latami i wykracza poza gry sieciowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: