Mochi! Wszędzie Mochi! – Tamako Market

Anime z rodzaju moe-blob kwalifikują się w zasadzie jako osobny gatunek balansując gdzieś pomiędzy komedią, a serią obyczajową. W ostatnich latach cieszą się one niesłabnącą popularnością co zapewne doprowadza do szału znaczną grupę fanów japońskiej animacji, którzy zwykli twierdzić, że anime to wybitne filmy animowane cechujące się (w przeciwieństwie do dzieł zachodnich) złożonymi kreacjami postaci, ambitną fabułą i wysoką jakością wykonania. Czas i rynek pokazały jednak, że wielu fanów bardziej ceni sobie czysto rozrywkowe tytuły i kocha się w słodziutkich bohaterkach popijających herbatkę.

Najbardziej urokliwa scena z endingu w ostatnich kilku sezonach.

Najbardziej urokliwa scena z endingu w ostatnich kilku sezonach.

Poznajcie Tamako Kitashirakawę – nastolatkę, której życiową pasją są mochi – rodzaj tradycyjnych japońskich słodyczy. Bohaterka razem ze swoim ojcem, dziadkiem i młodszą siostrą prowadzi sklepik z mochi przy pewnym targowisku, którego mieszkańcy są jedną wielką kochającą się rodziną. Pewnego dnia do sielankowej dzielnicy zawita niespodziewany gość – gadający ptak imieniem Dera. Przybysz twierdzi, że przybył z dalekiego kraju by szukać żony dla księcia z egzotycznej wyspy. Cała misja Dery szybko schodzi jednak na dalszy plan bo ptaszysko zadamawia się w sklepiku Tamako i staje się prawdziwym koneserem mochi.

Mochizou to chodząca definicja wyrażenia "friendzone".

Mochizou to chodząca definicja wyrażenia „friend zone”.

W kolejnych odcinkach towarzyszymy Tamako, jej rodzinie i przyjaciołom w codziennych sprawach związanych ze szkołą i targowiskiem. Z każdej sceny emanuje niezmącona niczym sielanka; szczątkowa fabuła obraca się wokół takich wydarzeń jak nowy rok, szkolny festyn czy wycieczka na basen. Tamako i przyjaciele oddają się zwyczajnym i (zdawałoby się) nudnym zajęciom z wdziękiem, entuzjazmem i pogodą ducha. Każda scena jest przesłodzona do granic możliwości, a wszystkie postacie są tak miłe i odrealnione, że aż sami mamy ochotę usiąść pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty i zajadać się mochi. Kilka wątków ciągnie się co prawda przez cała serię (nie zapominajmy o ważnej misji jaką ma do wykonania Dera), ale nie oszukujmy się – fabuła gubi się trochę w zalewie słodkości i wielu kilogramach mochi, którymi zasypany jest każdy odcinek.

Wrażenie potęguje oprawa audiowizualna serii – Kyoto Animation przyzwyczaiło nas już do tego, że ich serie są dopieszczone pod tym względem, a postacie są urocze do granic możliwości. Świetnie dobrane głosy postaci współgrają z atmosferą serii, a Dera ze swoimi napuszonymi monologami momentami dosłownie przyćmiewa całą resztę. Nie jest to jednak trudne bo ze wszystkich postaci to właśnie aroganckie ptaszysko jest najbardziej wyraziste, reszta (nawet tytułowa Tamako) jest zarysowana bardzo delikatnie i raczej w małym stopniu rozwija się przez 12 odcinków serii. Pozostawia to z resztą pewien niedosyt, postacie są sympatyczne i część z nich naprawdę chciałbym lepiej poznać.

Czasem wydaje mi się, że to spasione ptaszysko ma najwyższe IQ w całej serii..

Czasem wydaje mi się, że to spasione ptaszysko ma najwyższe IQ w całej serii..

Pisałem na początku notki, że moe-blob plasuje się gdzieś pomiędzy serią obyczajową, a komedią. Czy Tamako Market jest zabawne? W pewnym sensie na pewno tak – podczas seansu nieraz zdarzyło mi się uśmiechać. Uśmiech był jednak spowodowany raczej ciepłem i błogością emanującą z poszczególnych scen niż ich komizmem – salw śmiechu i genialnych gagów w serii nie uświadczymy. Po co wobec tego oglądać taką serię? Opowiedziana historia jest średnio interesująca i nie można nawet się przy niej pośmiać. Faktycznie, w dużych dawkach Tamako Market może być nudne i monotonne. Przy ostrożnym dawkowaniu nieźle spisuje się jednak jako mięciutki i słodki zapychacz czasu – dokładnie tak jak mochi stanowi pyszną przekąskę nie będąc daniem głównym, które ma nas nasycić. Nie odmawiam jednak serii kilku prostych, ale aktualnych przemyśleń na temat dorastania, które można sobie między wierszami wyczytać z monologów Dery i z czystym sumieniem mogę wystawić serii ocenę 7/10. Ostrzegam jednak – jeśli ktoś odważy „maratonować” Tamako Market to najpewniej dostanie mdłości jak po zjedzeniu zbyt wielu słodyczy, a ocena końcowa serii drastycznie spadnie.

Reklamy

3 komentarze

  1. „Moebloby” brzmi tak negatywnie, wolę tego typu serie nazywać Leczniczymi, od japońskiego „Iyashikei” :)
    Tak, zgadzam się, w małych dawkach Tamako jest bardzo przyjemnym anime – ciepłe, przytulaśne, jak drzemka w miękkim łóżku z ulubioną maskotką. Chociaż ostatnio chyba się starzeję, bo wybieram jednak faktyczną drzemkę zamiast nadrabiania zaległości z anime, w tym i tego.
    Ale chętnie spróbowałabym mochi.

    1. Nie taki moeblob zły jak go hejterzy malują :)
      Też mi się zamarzyły mochi, Tamako Market z resztą to dosłownie jeden wielki product placement jeśli można tak powiedzieć. Swoją drogą to do dziś nie wiem co mi odbiło, że z całej masy anime, które mam do nadrobienia padło właśnie na Tamako…

  2. Jest bardzo prawdopodobne, że po obejrzeniu tej serii rzygałabym tęczą, kolokwialnie mówiąc. Chociaż… Może kiedyś się przekonam i będę mieć ochotę na mnóstwo słodkości? Któż to mnie tam wie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: