Z pamiętnika gracza – Persona 3 FES

Stosunkowo regularnie nachodzi mnie ochota na zabawę emulatorami przeróżnych konsol i nadrabianie zaległości jeśli chodzi o starsze tytuły z gatunku jRPG. W tych okolicznościach zetknąłem się z grą Persona 2. Na początku gra nieco postraszyła mnie przestarzałą grafiką, mętną fabułą i nietypową mechaniką, ale dość szybko dałem się pochłonąć oryginalnemu klimatowi będącemu karkołomną mieszanką motywów inspirowanych teoriami spiskowymi, okultyzmem czy psychologią Carla Junga. Dziś gra ewidentnie się zestarzała, mimo to uważam ją za jedną z ciekawszych pozycji jakie ma do zaoferowania gatunek jRPG. Niedawno postanowiłem rzucić okiem jak miewa się emulacja PlayStation 2 i przy tej okazji postanowiłem odświeżyć znajomość z serią Persona.

Zamiast rycerzy - banda dzieciaków. Zamiast magicznych pancerzy - szkolne mundurki.

Zamiast rycerzy – banda dzieciaków. Zamiast pancerzy – szkolne mundurki.

W Personie 3 gracz wciela się w ucznia liceum, który właśnie przenosi się do nowej szkoły. Już pierwszego dnia po przyjeździe doświadcza on dziwacznego fenomenu – tzw. Dark Hour, ukrytej w dobie godziny, podczas której na żer wychodzą tajemnicze Cienie. Postać gracza jest jednym z wybrańców świadomych istnienia Dark Hour, a ponadto ma zdolność korzystania z mocy Persony – potężnej istoty rezydującej w jego podświadomości. Krótko po przybyciu bohater dołącza do SEES (Specialized Extracurricular Execution Squad) – grupy uczniów, która oficjalnie funkcjonuje jako szkolne kółko zainteresowań, ale w istocie bada zjawisko Dark Hour.

Gra nie jest typowym dungeon crawlerem, wiele elementów czerpie z gier typu dating sim. Bohater chodzi do szkoły, bierze udział w zajęciach pozalekcyjnych, zawiera nowe znajomości, kręci się po mieście. Kontakty międzyludzkie są ważną częścią mechaniki gry – siła tych „Social Linków” wpływa na moc przywoływanych Person, które wykorzystujemy potem w walce. Każdej nocy podczas Dark Hour mamy możliwość udania się (sami lub z innymi członkami SEES) do Tartarus – mrocznej wieży, która wyrasta na terytorium szkoły, by tam szukać przedmiotów i zdobywać punkty doświadczenia. Stopniowo odkrywane są kolejne wątki, do SEES dołączają kolejni bohaterowie, a każdej pełni księżyca mają miejsce dramatyczne wydarzenia, które znacząco pchają fabułę do przodu.

Jakiś czas temu napisałem na twitterze, że im dłużej gram w Personę 3 tym większą ochotę mam przypomnieć sobie poprzednią część gry. Nie zrozumcie mnie źle, gra jest bardzo przyjemna, mamy tu takie skrzyżowanie scenek rodem z anime o licealistach i elementy klasycznego jRPG z ciekawą mechaniką rozwoju postaci. Mam jednak pewien problem; patrząc na tą serię gier przez pryzmat Persony 2 kojarzę je raczej z mętną filozofią, symboliką, odwołaniami do podświadomości, a w Personie 3 te elementy występują w dużo mniejszym natężeniu. Chciałbym też by fabuła trochę przyśpieszyła bo przez ostatni okres w grze zdarzało mi się z lekkim zniecierpliwieniem zerkać na kalendarz w oczekiwaniu na następną pełnię księżyca. Wątpię też by fabuła okazała się tak karkołomną mieszanką wątków jak w Personie 2.

Jak widać nie mogę się powstrzymać przed porównywaniem Persony 3 do poprzedniczki i chciałbym by akcja rozkręcała się częściej niż raz na miesiąc. Prawda jest taka, że kolejne dni bywają trochę monotonne – rano szkoła, potem spotykamy się z kimś by rozwinąć Social Link, wieczorem expienie w Tartarus, a w międzyczasie zwiększamy takie parametry postaci jak wykształcenie i odwaga. Jak na razie nie znudziło mi się jednak przesiadywanie w Velvet Roomie (w obu częściach gry to pomieszczenie ma świetny motyw muzyczny) i sprawdzanie dostępnych kombinacji, które pozwolą przywołać nowe Persony. Cieszy mnie niezły dubbing w angielskiej wersji gry, dialogi są sprawnie napisane, a osoby poznawane w ramach tworzenia kolejnych Social Linków można przy odrobinie dobrej woli polubić. Czas można też sobie umilać questami pobocznymi otrzymywanymi od uroczej Elizabeth. Swoją drogą to „randki” z tą tajemniczą mieszkanką Velvet Room są po prostu genialne, a jej spojrzenie na świat rzeczywisty jest unikatowe.

Niby trochę ponarzekałem, ale Persona 3 trzyma mnie dość mocno. Nie zarywam przy niej nocy odbywając kilkugodzinne sesje, preferuję raczej krótkie wypady do Tartaru połączone z odwiedzinami w Velvet Room, ale stopniowo odliczam czas do kolejnej pełni księżyca bo jestem zwyczajnie ciekaw jak się to wszystko skończy. Poza tym, do przywołania została jeszcze cała masa Person, a historia pokazała, że gry z aspektem „kolekcjonerskim” potrafią przytrzymać przy sobie gracza – wszyscy lubią zbierać pokemony w tej czy innej postaci.

Reklamy

2 komentarze

  1. Naprawdę nie lubię Persony 3. Jeszcze jakoś znoszę jej wersję Portable ze względu na nowe Social Linki z członkami SEES (Junpei! Aki! Shinji!), ale Tartarusa miałam dość już po drugim bossie. Na całe szczęście Persona 4 rozprawiła się z większością problemów, jakie miała poprzedniczka. Jeśli jeszcze nie grałeś to powinna Ci się bardziej spodobać.

    A dla spokoju własnego sumienia dodam, że Personę 3 w wersji FES lub Portable można kupić na Playstation Network za nieduże pieniądze. :P

  2. […] razu napiszę, że gra mechanicznie niewiele różni się od swojej poprzedniczki Persony 3 (o której pisałem rok temu) i dlatego trudno oprzeć się chęci porównywania obu tytułów. Tutaj też mamy do czynienia z […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: