Kartka z pamiętnika

No i ponownie zebrało mi się na trwającą półtora miesiąca przerwę od bloga. Nie mogę powiedzieć, że jestem aż tak zajęty i zapracowany, że nie znalazłem chwili czasu by wystukać na klawiaturze dwa sensowne zdania na bloga. Wychodzę z resztą z założenia, że w większości przypadków problemem nie jest brak czasu tylko kwestia jego organizacji. Prawda jest taka, że miałem swoje humory, a gdy już przyszło co do czego to na bloga zwyczajnie nie chciało mi się nawet zaglądać. Pomysłów na notki miałem więcej niż kilka i by nie spisać ich całkiem na straty to upchnę je wszystkie do tej jednej notki – na napisanie konkretnych, dłuższych notek nie mam zwyczajnie nastroju.

Żeby nie było, że notka to ściana tekstu bez przerwy na obrazek. To mam teraz na tapecie i jest to jeden z nielicznych crossoverów, które mi się naprawdę podobają.

Żeby nie było, że notka to ściana tekstu bez przerwy na obrazek. To mam teraz na tapecie i jest to jeden z nielicznych crossoverów, które mi się naprawdę podobają. (Źródło: e-shuushuu.net)

Zajmijmy się tematami bliskimi mojemu sercu nerda i zacznijmy od japońskiej animacji. Obecny, zbliżający się powoli do końca, sezon uważam za wyjątkowo udany. Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru okazało się zaskakująco dobrą obyczajówką pomimo tego, że jest kolejną z taśmowo produkowanych adaptacji serii książek o przeciętnym nastolatku obracającym się wokół uroczych dziewcząt (które to serie książek są taśmowo pisane). Drugi sezon OreImo pomimo słabszego startu całkiem przyjemnie się rozwinął i pomimo moich początkowych obaw składa się z czegoś więcej niż tylko niewiele wnoszących zapychaczy. Ogromnej uciechy dostarcza mi nowe dziecko studia Sunrise – Kakumeiki Valvrave. Ta seria jest tak specyficzna i tak umiejętnie żongluje motywami znanymi z innych anime tego studia, że nie mogę wyjść z podziwu. Dobrze, że na jesień zapowiedziano drugi sezon bo gdyby seria nagle miała się urwać po dwunastu odcinkach to byłbym bardzo niepocieszony. Rzuciłem już okiem na zapowiedzi na lato, ale rozwinę ten temat w (mam nadzieję) dłuższej notce w niedalekiej przyszłości. Swoją drogą to miałem też wielkie plany na napisanie notki o serialu animowanym produkcji amerykańskiej Avatar: The Last Airbender, który okazał się ciekawszy niż większość przygodowych anime jakie kiedykolwiek widziałem, ale zapał do pisania notek zaginął w akcji.

Od dłuższego czasu mało czytam i jest mi z tego powodu smutno :(. Wiele książek odkłada mi się na półce; bardzo chętnie odświeżyłbym sobie cały cykl o Czarnej Kompanii Cooka i Siewcę Wiatru Kossakowskiej, ostatnio wpadł mi w łapy za rozsądną cenę Poradnik Pozytywnego Myślenia, a na półce cięgle leży przeczytany w połowie Cień Wiatru (mam nadzieję, że w bibliotece mnie nie zamordują za przetrzymywanie tej książki). Zawsze byłem z siebie dumny, że sporo czytam, szczególnie na tle społeczeństwa, które praktycznie wcale nie ma kontaktu z książkami, a teraz dopadł mnie taki marazm, że gdy sięgnę po książkę raz w tygodniu to jest dobrze :(. To nawet nie jest problem z tym, że Cień Wiatru mi się nie podoba – wprost przeciwnie. Masakra jakaś. Marazm, który mnie ostatnio trzyma (związany chyba z częstymi zmianami pogody) jest chyba najbardziej widoczny w tym zakresie; Mirek przestaje czytać – świetna oznaka tego, że ma jakieś humory.

Przyznaję się bez bicia, że marnuję dużo czasu przed komputerem. No, może nie do końca marnuje choć faktycznie poszukiwanie nic nie wnoszących bzdur zajmuje mi znaczną ilość czasu (który mógłbym spędzić twórczo pisząc notki na bloga). Miałem w ostatnim czasie ambitne plany zacząć znowu bawić się emulatorami i zagrać w jakąś klasykę jRPG w rodzaju Lunar czy Xenogears, ale skończyło się na ponownej przygodzie z serią Mass Effect. Dobrze pamiętam jak cała historia się kończy (Mass Effect 3 kończyłem bodaj w lutym), miło było sobie za to przypomnieć historię z pierwszej części gry, która już trochę zatarła mi się w pamięci. Swoją drogą to na wszystko patrzy się z zupełnie innej perspektywy gdy zna się już cały przebieg historii – w ME1 mam na przykład zupełnie inne nastawienie do Wrexa i Garrusa, przy pierwszym przejściu gry traktowałem ich jako postacie zupełnie drugorzędne. Inna sprawa, że do dziś męczy mnie samobójcza misja z ME2 – przy pierwszym przejściu nie wszystkim członkom drużyny udało się przeżyć (Mordin Solus oddał życie za galaktykę) i miałem z tego powodu autentyczne wyrzuty sumienia. Długo dumałem także jakby tu tym razem ułożyć Shepardowi życie miłosne i po długich namysłach wybór padł na Mirandę – stwierdziłem, że słodka quarianka Tali zbyt dobrze pasuje do Garrusa by niszczyć ten piękny związek. Eh, może powinienem samemu ruszyć tyłek, a nie przenosić moje życie uczuciowe na komandora Sheparda i galaktyczne piękności :D No, ale Komandor Shepard to Komandor Shepard, ma urok, któremu kobiety (nawet innych gatunków) się nie oprą.

Udało mi się po kilku miesiącach przerwy reaktywować sesje RPG. Nie obyło się bez wielkich trudów – w dzisiejszych czasach sprawić by 5 osób będąc po presją pracy/szkoły/dziewczyny/lenia mogło się spotkać w weekend na kilka godzin graniczy z cudem. Wychodzi jednak na to, że RPG to rozrywka, która się nie nudzi, po 10 latach dalej się człowiek cieszy, że może się spotkać z kumplami, może wypić po piwku, poudawać, że jest wiedźminem, pośmiać, pokrzyczeć, usiec jakąś bestię. Trzeba tylko przypilnować by sesje odbywały się trochę częściej niż raz na 4 miesiące :/.

Ech, półtora miesiąca przerwy i człowiek zapomina, że nawet pisanie takich głupot na bloga przynosi satysfakcję. Mam nadzieję, że z kolejną notką nie będę znowu tyle czekał i spotkamy się wcześniej – na pierwszy rzut prawdopodobnie pójdą zapowiedzi anime na sezon letni. Trzymajcie się!

Reklamy

3 komentarze

  1. Shuushuu, booru i Zerochany nigdy NIE są źródłem. Faktyczne źródło masz tu: http://www.pixiv.net/member_illust.php?mode=medium&illust_id=26471645 (Uwaga na resztę galerii, zawiera porno.)

    Zgadzam się, że Avatar jest lepszy od wielu anime. Przypisuję to jego niejapońskości – zawiera mnóstwo rzeczy, które są fajne w shounenach, a za to nie ma wielu japońskich dziwactw typu stuletnia, seksowna loli (ale jest stuletni shota ;), pokazywanie majtek czy powerlevele.

    Miranda shit, tylko Jack. Mój gust > Twój gust.

    1. Touche. Wolę jednak dać shuushuu jako namiastkę źródła; autor obrazka jest, na jego pivixa każdy sobie wejść może, a wiem przynajmniej, że żadnych hentajców na stronie nie ma.

      Z tym Avatarem to może być racja, ma dobre cechy shounenów, a przy tym jest pozbawiony tego co mnie zwykle od shounenów odrzuca, już nawet pal licho ten fanserwis. Mi Avatar trochę przypomina te „stare, dobre kreskówki”, na których się chowałem – Conana, He-mana, Piratów Mrocznych Wód.

      Jack nie jest „Cerberus Cheerleader Bosh’tet” :P

  2. Hej, ho! :)

    Dopiero dziś przeczytałem Twój wpis i oczywiście skomentuje :D

    Co do premier letnich, czy to prawda, bo ja już się pogubiłem, że mają powstać nowe Czarodziejki z Księżyca i czy to prawa, że premiera to lato 2013? Może zabrzmi to dość głupio, ale jestem ciekaw jak rozegrają te serię. Gdzieś tam we mnie, te odcinki emitowane na Polsacie zasiały ziarno zainteresowań seriami anime, wiecie brak kablówki czy satelity, dlatego to było chyba pierwsze anime jakie pamiętam.

    Mirek, jeżeli chodzi o Twoje humory, mam tak samo. To wszystko pogoda, mnie najbardziej denerwuje fakt, że przez nią nigdzie nie mogę się wybrać na zdjęcia. Kompa używam mało, ale za to grywam na konsolach Nintendo, bo co robić w taką pogodę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: