Zima 2012/2013 – pierwsze wrażenia (część druga)

Nie jest żadną tajemnicą, że w każdym sezonie szukam sobie jednej serii, która będzie lekką, zwiewną i przyjemną komedią, którą będę oglądał w celach czysto relaksacyjnych. Nie oczekuję intelektualnej podniety i innych doznań, od takich serii nie wymagam rozbudowanej fabuły, świetnych kreacji postaci czy rewelacyjnej grafiki. Przede wszystkim chodzi o to by było słodko, troszkę śmiesznie i sielankowo, nie obrażam się gdy występuje jakiś niezbyt nachalny wątek romantyczny. W tym sezonie wśród kandydatów do miana takiej właśnie serii znalazły się Tamako Market oraz Kotoura-san, o szczegółach mojego pierwszego zetknięcia z tymi seriami przeczytacie poniżej.

Tamako Market

Ptaszysko z nadwagą to tradycyjne nakrycie głowy wśród wytwórców mochi.

Ptaszysko z nadwagą to tradycyjne nakrycie głowy wśród wytwórców mochi.

Tamako to nastolatka, która pomaga rodzinie w prowadzeniu sklepu z tradycyjnymi japońskimi słodyczami zwanymi mochi. Bohaterka prowadzi zwyczajne życie, które upływa jej na spotkaniach z przyjaciółmi i pomocy przy produkcji oraz sprzedaży wytwarzanych z ryżu mochi. Pewnego dnia Tamako znajduje wycieńczonego ptaka nieznanego gatunku i postanawia się nim zaopiekować. Gdy zwierzak dochodzi do siebie okazuje się, że potrafi on mówić i przedstawia się jako Dera. Mało tego, ptaszysko utrzymuje, że jest członkiem szlachetnego rodu i aktualnie wykonuje ważną misję dla księcia!

W tym najnowszym dziecku Kyoto Animation jest tak mało fabuły jak tylko się da. Towarzyszymy Tamako w codziennych sytuacjach i podziwiamy jak z niekłamanym urokiem wykonuje wszystkie czynności, jaka miła jest dla wszystkich sąsiadów, swoich koleżanek i dziwacznego ptaka (swoją drogą to wszyscy szybko zaakceptowali fakt, że ptak potrafi mówić). Podczas każdej sceny lukier litrami wylewa się z ekranu, a dopracowana grafika, do której przyzwyczaiło nas KyoAni, tylko potęguje ten efekt. Niestety, poza doznaniami estetycznymi seria nie oferuje wiele. Cała ta sielanka otaczająca bohaterkę sprawia naprawdę fajne wrażenie, ale pierwszy odcinek był mimo to trochę nużący, a elementów humorystycznych wcale nie było aż tak dużo. Spory potencjał ma rola Dery, który swoim osobliwym zachowaniem powinien dostarczać widzowi sporo powodów do śmiechu. Problem w tym, że po kilku pierwszych iście kabaretowych scenach osobliwy ptak wyszedł z formy i przez dalszą część odcinka stanowił już tylko ciekawostkę. Seria w żadnym wypadku nie jest zła i osoby, które lubią styl w jakim utrzymane są serie Kyoto Animation znajdą tu wszystkie swoje ulubione elementy. Sam chętnie dałbym Tamako Market szansę na zostanie moją „lekką zwiewną i przyjemną komedią na odstresowanie” gdyby nie fakt, że tytuł ten posiada olbrzymią konkurencję w postaci Kotoura-san.

Kotoura-san

"Gdy tylko pomyślę, że planowałem odpuścić sobie oglądanie ten serii!"

„Gdy tylko pomyślę, że planowałem odpuścić sobie oglądanie ten serii!”

Haruka od dziecka posiadała niezwykłą zdolność czytania w ludzkich myślach. Nie rozumiejąca swoich umiejętności i nie potrafiąca nad nimi zapanować bohaterka w dzieciństwie doznała wielu krzywd, traciła przyjaciół i doczekała się łatki dziwadła. Jakby tego było mało, Haruka obwinia się o rozpad małżeństwa swoich rodziców. To wszystko sprawiło, że dziewczyna stała się zamkniętą w sobie samotniczką. Sytuacja zmienia się gdy nastoletnia już bohaterka rozpoczyna naukę w nowej szkole – tam spotyka Yoshihisę, który chce się z nią zaprzyjaźnić. Wszystkie starania Haruki mające na celu zniechęcenie chłopaka nie przynoszą efektu.

Można powiedzieć, że jestem zakochany w tej serii od pierwszego wejrzenia. Od strony technicznej seria nie powala (warto może jedynie wspomnieć o wpadającym w ucho endingu), ale nie w tym tkwi jej siła. Pierwsza połowa odcinka to w zasadzie sprawnie zrealizowany dramat. Poznajemy smutne wydarzenia z dzieciństwa Haruki, obserwujemy jak staje się apatyczną i wycofaną dziewczyną. Cała atmosfera zmienia się podczas pierwszego spotkania z Yoshihisą i nawet obraz, która dotychczas sprawiał wrażenie jakby oglądanego przez brudną szybę, nagle nabiera barw (towarzyszy temu z resztą bardzo efektowne przejście). Od tego momentu Kotoura-san z dramatu przemienia się w bardzo fajne zaczątki sielankowej komedii, może z lekkim wątkiem romantycznym. Dzięki tej specyficznej konstrukcji odcinka, a także dzięki niewymuszonemu humorowi, bohaterowie od razu zaskarbili sobie moją sympatię. Spodziewałem się co najwyżej przeciętnej komedyjki bazującej na fanserwisie i kiepskich żartach, a pierwszy odcinek był może trochę naiwną, ale świetnie rokującą, ciepłą historią o przyjaźni i przezwyciężaniu własnych lęków zaprawioną humorem. Zaryzykuję stwierdzenie, że Kotoura-san może być czarnym koniem sezonu :). Dość powiedzieć, że porzuciłem jakiekolwiek myśli o dalszym śledzeniu Tamako Market.

Reklamy

One response

  1. Co do Tamako Market to od pierwszych zapowiedzi nie miałam dużych oczekiwań i w sumie ciężko się zastanawiałam, czy nawet pierwszy odcinek oglądać ;) Ale wygrała chyba sprawa grafiki :D Nie potrafię się oprzeć kresce KyoAni. Mimo, że mam wrażenie, iż z każdym kolejnym sezonem ich produkcje są coraz bardziej moe i fabularnie coraz bardziej naiwne, to patrzę sobie na tę słodziutką kreskę i myślę – „A, co mi w sumie szkodzi” ;) Ptaszysko trochę ratuje sytuację – sprawia, że seria robi się na tyle pokręcona i absurdalna, że ma szansę być trochę inna od wcześniejszych. Chociaż to może być wrażenie bardzo powierzchowne. Niemniej, na razie będę to oglądała – w sumie te 20-parę minut tygodniowo jakoś bardzo mnie nie zaboli ;)

    Kotoura-san to chyba dla wszystkich spore zaskoczenie. Nie zamierzałam choćby wstępnie się do tego tytułu przymierzać, ale obiły mi się o uszy pierwsze opinie o tym, jak szokująco dobry jest pierwszy odcinek, no i się skusiłam. Faktycznie, nie tego się spodziewałam po tej serii. Pierwsza część odcinka była mocno zdumiewająca, ale jak najbardziej w pozytywnym sensie. Trochę się tylko obawiam, że teraz, jak już jest tak radośnie – i sam opening wskazuje, że Haruka doczeka się stadka nowych przyjaciół – może to pójść prosto w kierunku głupawej komedyjki, zabarwionej fanserwisem. Sama nie wiem – mam tutaj mniej więcej po tyle samo za i przeciw. Np. strasznie nie podoba mi się kreska – ale to strasznie ;) Ale z drugiej strony jest też absolutnie przesympatyczny bohater – Manabe – który rozbraja mnie swoją pogodą ducha i prostolinijnością. Na pewno warto przy tym tytule jeszcze trochę zostać, ale w tej chwili zupełnie nie umiem powiedzieć, czy skuszę się na pełny sezon.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: