Zima 2012/2013 – pierwsze wrażenia (część pierwsza)

Witam w Nowym Roku! Mam nadzieję, że imprezę sylwestrową mieliście udaną i obyło się bez nieprzyjemnych doświadczeń na drugi dzień :D. Ja spędziłem sylwestra na stosunkowo małej prywatce i stwierdzam, że po takiej imprezie mam potrzebę kontaktów międzyludzkich zaspokojoną na cały styczeń :D. Mogę sobie spokojnie rzucić okiem na nowe anime i spróbować ubrać moje wrażenia w słowa.

Pierwsze zetknięcie z premierami uważam za całkiem niezłe – dwie serie, które wrzuciłem na pierwszy ogień okazały się w miarę strawne. Jednak fakt, że nie okazały się gniotami wcale nie znaczy, że świetnie rokują na przyszłość – o szczegółach przeczytacie poniżej.

Cuticle Detective Inaba

To uczucie gdy dowcip, który opowiedziałeś okazuje się nieśmieszny.

To uczucie gdy dowcip, który opowiedziałeś okazuje się nieśmieszny.

Tytułowy bohater jest wilkołakiem, który porzucił pracę w policji po zaginięciu swojego młodszego brata. Od tego czasu prowadzi on śledztwo w sprawie zaginionego na własną rękę, a także zajmuje się swoją agencją detektywistyczną. Dawni znajomi z policji proszą Inabę o pomoc przy schwytaniu włoskiego mafiosa Don Valentino, który zajmuje się głównie napadami na banki oraz fałszowaniem pieniędzy.

Nie myślcie sobie, że Cuticle Detective Inaba to opowieść kryminalna – cała fabuła jest tylko pretekstem do zalania widza masą żartów, gagów i skeczy. No cóż, tego można było się spodziewać już oglądając trailery, ale rzeczywistość przerosła wszelkie oczekiwania. Stężenie gagów jest takie wielkie, że ledwo byłem w stanie nadążyć. Niby jest to jakiś sposób na sukces – było już wiele serii anime o epizodycznej fabule, które zdobywały serce widza specyficznym humorem. Problem jednak w tym, że większość żartów w Cuticle Detective Inaba jest zwyczajnie nieśmieszna. Wielokrotnie wspominałem o moim podejściu do japońskiego poczucia humoru. Po wielu latach obcowania z japońską animacją muszę stwierdzić, że ten typ humoru jest wyjątkowo nieprzewidywalny, czasem poziom absurdu mi się podoba (Tentai Senshi Sunred, Detroit Metal City), a czasem jest dla mnie niestrawny. Niestety w przypadku przygód detektywa Inaby muszę stwierdzić, że raczej nie jest to seria dla mnie. Nieliczne żarty, które można uznać za śmieszne giną w natłoku żartów kiepskich oraz scen ukazujących jak śliczny i uroczy potrafi być wilkołak według japończyków. Mimo to, oprawa graficzna jest dość ładna, a postacie niby mają jakiś potencjał (pomimo tego, że zdają się być uosobieniem fanserwisu skierowanego do dziewcząt). Oprócz tytułowego detektywa, mamy jego asystentów – ubranego w dziewczęce fatałaszki Yuutę i pochodzącego z biednej rodziny Keia (który chyba jest jedyną postacią nie kwalifikującą się do pobytu w psychiatryku). Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że seria jest zła, to jedno z tych anime, które trzeba wypróbować na własnej skórze – może akurat stwierdzicie, że jest zabawne, a stężenie fanserwisu nie będzie wam przeszkadzać.

Ore no Kanojo to Osananajimi ga Shuraba Sugiru

Masuzu świetnie nadaje się na bohaterkę Death Note, ale musi grać w jednym z produkowanych taśmowo haremów.

Masuzu świetnie nadaje się na bohaterkę Death Note, ale musi grać w jednym z produkowanych taśmowo haremów..

Eita pochodzi z rozbitej rodziny – jego rodzice rozpoczęli życie z nowymi partnerami zostawiając syna pod opieką krewnej. Chłopak doszedł do wniosku, że miłość wyrządza w życiu więcej szkody niż pożytku – postanowił skupić się na nauce, a jego celem jest dostanie się na prestiżową uczelnię medyczną oraz zdobycie stypendium. Kiedy jego koledzy z liceum oglądają się za dziewczynami Eita siedzi z nosem w książkach, a jego jedyną koleżanką jest Chiwa, z którą zna się od podstawówki. Sytuacja zmienia się gdy piękna Masuzu wyznaje bohaterowi miłość. Chłopak nie jest jednak w ciemię bity i od razu domyśla się, że w całej sprawie kryje się jakiś podstęp i ma oczywiście rację. Masuzu chce bowiem by Eita tylko udawał jej chłopaka – w ten sposób odczepią się od niej niezliczeni adoratorzy, którzy uprzykrzają jej życie. By przekonać bohatera do swoich racji dziewczyna ucieka się do szantażu, w wyniku zbiegu okoliczności zdobyła ona jego pamiętnik z lat młodzieńczych i grozi opublikowaniem go w internecie.

Co sezon mamy do czynienia z przynajmniej jedną adaptacją serii nowelek dla młodzieży o okropnie długim tytule. W wielu przypadkach te serie okazują się być schematyczne i raczej przeciętne, OreShura nie jest niestety wyjątkiem choć ma jakiś tam potencjał. Od strony technicznej seria jest bardzo uproszczona, a o muzyce wolę się nie wypowiadać (opening to piskliwa pioseneczka śpiewana zapewne przez gromadkę seiyuu). Fabularnie mamy tu ewidentne zaczątki haremu, w skład którego wchodzić będą kolejne bohaterki, każda moe na swój sposób (Chiwa jest z resztą tak moe, że bywa irytująca – miejmy nadzieję, że trochę się zmieni w trakcie kilku kolejnych odcinków). Jak na razie na plus poczytuję serii kreację głównego bohatera, który swoim podejściem różni się trochę od typowego haremowego ciamajdy. Masuzu też przypadła mi do gustu (jeśli można tak powiedzieć), z reguły udaje pannę z dobrego domu, a w rzeczywistości ma niezły charakterek i potrafi się popisać ciętym językiem. Warto także zauważyć, że cały fanserwis w pierwszym odcinku ograniczył się do jednej sceny i można mieć nadzieję, że twórcy mają w planach inne metody zabawiania widza niż rzucanie na ekran masy pantyshotów. Staram się podchodzić do haremów bez uprzedzeń i stwierdzam, że nie zaszkodzi rzucić okiem na jeszcze jeden lub dwa odcinki OreShura, tym bardziej, że w tym sezonie w kategorii komedii romantycznych panuje raczej posucha i trzeba brać co dają :D.

Reklamy

2 Komentarze

  1. ”Nie myślcie sobie, że Cuticle Detective Inaba to opowieść kryminalna…” – za stary jestem, aby spodziewać się tak wiele po tak mizernym anime :)

    Nie mam czasu śledzić na bieżąco nowego sezonu anime. Dzisiaj obejrzę Amnesię, oglądałem Yama no Susume (gniot pokroju Recorder to Randoseru) oraz Bakumatsu Gijinden Roman. Ten ostatni tytuł gorąco polecam – po pierwszym odcinku jestem w pełni usatysfakcjonowany (udziela się produkcji ”lupinowski” klimat).

  2. Póki co sezon zimowy oceniam tak, jak się tego spodziewałam – czyli bez szału. Poza jedną premierą, na którą faktycznie czekałam, co do reszty tytułów nie robiłam sobie wielkich nadziei i może też z tego względu nie odczuwam wielkiego rozczarowania.

    Z dwójki, o której piszesz w tej notce, obejrzałam sobie pierwszy odcinek Ore Shury. Komediowa seria o detektywie-wilkołaku jakoś do mnie nie przemawia, więc z miejsca ją sobie odpuszczam. Co zaś do OreShury – w sumie z takich klasycznie rozumianych komedii romantycznych, to chyba faktycznie jedyna propozycja tej zimy. Z tego też powodu postanowiłam dać jej szansę, ale nie wiem, czy przy tym tytule wytrwam. Eita faktycznie nie jest, jak to ładnie określiłeś, typowym haremowym ciamajdą :) Ma nawet nieźle poukładane w głowie. Ale bohaterki jakoś nie wzbudziły mojej sympatii – wnioskując z przerażającego openingu pozostałe dwie panny również będą moe do granic możliwości i nie wiem, czy to już nie za duże stężenie tego pierwiastka, jak na jedną produkcję. Cóż, zobaczymy – myślę, że 1-2 odcinki obejrzę jeszcze na pewno, a potem podejmę bardziej wiążącą decyzję ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: