Z Mirasowej filmoteki – Lochy i Smoki

Dziś krótka notka o jednym z filmów fantasy, który miałem (nie)wątpliwą przyjemność oglądać w początkach mojej fascynacji grami RPG i fantastyką ogólnie. Było to jeszcze zanim na ekrany kin zawędrowała Drużyna Pierścienia, a świat przekonał się, że film o elfach i krasnoludach może zarobić olbrzymie pieniądze i podbić serca różnorodnej publiki, a nie tylko garstki pasjonatów. Lochy i Smoki, o których dziś piszę, powstały jeszcze w okresie, w którym próby propagowania fantastyki spod znaku magii i miecza wśród szerokiej publiczności były w większości przypadków skazane na porażkę.

Lochy i Smoki to film powstały w 2000 roku. Akcja dzieje się w Imperium Izmer, które jest rządzone przez magów. Ludzie nie posiadający magicznej mocy są w kraju traktowani jak obywatele drugiej kategorii, ale młoda cesarzowa Savina stara się zmienić ten stan rzeczy. Rada magów nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiona do pomysłów cesarzowej, a szczególnie zawzięty jest czarodziej imieniem Profion. Ambitny mag potajemnie pracuje nad potężnym artefaktem, który pozwoli mu przejąć władzę w Izmerze. W całą kabałę pakuje się dwóch złodziejaszków, którzy wkrótce staną na czele grupy awanturników walczącej u boku Saviny.

Film wielokrotnie nawiązuje do najsłynniejszej gry RPG na świecie, a fabuła oraz bohaterowie faktycznie są jakby wyjęte z kampanii rozgrywanej przez grupę znajomych przy użyciu kostek i kart postaci. Cały film określiłbym mianem „uroczej tandety”, ale krytycy i użytkownicy serwisów internetowych poświęconych filmowi nie pozostawiają na Lochach i Smokach suchej nitki (jak z resztą czynią do dziś z większością filmów fantasy). Trudno się jednak nie zgodzić z kilkoma zarzutami; aktorzy są okropnie dobrani, scenografia i kostiumy wyglądają jak zrobione z plastiku, a przy niektórych poważnych scenach można się nieźle uśmiać. Osobiście uważam jednak, że film nie jest aż tak zły, można się przy nim uśmiać, a i z fabuły (przy całej jej naiwności) można coś wycisnąć. Fani D&D lub nawet gier komputerowych opartych na tym systemie znajdą w Lochach i Smokach dodatkowe smaczki; choćby charakterystyczne dla tego uniwersum potwory takie jak imp czy beholder.

W 2005 roku film (niestety) doczekał się luźnej kontynuacji pod tytułem Lochy i Smoki: Klątwa Smoka, która ledwo nadaje się do oglądania :D. O ile pierwszą część poleciłbym osobom lubiącym filmy fantasy do obejrzenia jako ciekawostkę to część drugą stanowczo odradzam. Pisząc notkę dowiedziałem się, że w tym roku wydano trzeci film cyklu – Dungeons & Dragons: The Book of Vile Darkness. No cóż… chyba nie będzie gorszy od Klątwy Smoka :).

Reklamy

2 Komentarze

  1. Filmu nie oglądałem, ale z zapomnianych i starych filmach fantasy polecam tobie Willow z 1988 roku.

    Nie oglądałem tytułu dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie :) Chyba sobie go ściągnę^^

    1. No dobra, „Willow” to już klasyka, tak jak „Trzynasty wojownik” czy „Conan Barbarzyńca” z Arnoldem w roli głównej :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: