„Na koniec świata i jeszcze dalej!” – Grandia

Po ponad dwóch tygodniach przerwy czas na notkę o kolejnej grze, która w ostatnim czasie przyciągnęła mnie do komputera i sprawiła, że przez jakiś czas miałem lepsze zajęcie niż mało konstruktywne przeglądanie przeróżnych stron internetowych. Dziś o starym jak świat jRPG na konsole Saturn i PlayStation – poprzedniczce mojej ukochanej Grandii 2.

Źródło: e-shuushuu.net

Pierwsza gra z serii Grandia ujrzała światło dzienne w 1997 roku. W grze śledzimy losy Justina – młodego chłopaka, który marzy by pójść w ślady swojego ojca i zostać wielkim odkrywcą oraz poszukiwaczem przygód. Justin odziedziczył po tacie tajemniczy klejnot, który ma związek ze starożytną cywilizacją znaną jako Angelou. Obdarzony dziwnymi mocami kamień doprowadzi bohatera do odległych krain i do rozwiązania zagadki nagłego upadku potężnej cywilizacji. Po drodze spotka on wielu nowych przyjaciół i odkryje dlaczego Angelou wzbudza zainteresowanie potężnego Generała Baal’a.

Ekran bitwy w kolejnych częściach gry jest łudząco podobny.

Gra jest klasycznym jRPG. Liniowa fabuła prowadzi drużynę bohaterów do kolejnych, mniej lub bardziej przypominających labirynty, lokacji pełnych potworów i skarbów. W walce bohaterowie zdobywają punkty doświadczenia co pozwala im awansować na kolejne poziomy. Sam system walki jest wyjątkowo atrakcyjny i przypomina połączenie systemu turowego z walką w czasie rzeczywistym. Gra zatrzymuje się na czas wydawania komend, ale ich egzekucja przebiega już w czasie rzeczywistym i w zależności od wyczucia czasu oraz położenia postaci na polu bitwy możliwe jest unikanie ciosów wroga, wyprowadzanie kontrataków, a nawet przeszkadzanie wrogom w wykonywaniu akcji. Pewnym utrudnieniem jest ograniczona ilość miejsca w ekwipunku każdej postaci – oprócz broni i zbroi bohater może nosić przy sobie jedynie 12 przedmiotów.

Przyzwyczajenie się do systemu rozwoju postaci wymaga trochę czasu, ale w końcu daje on sporo satysfakcji.

Gracz ma wpływ na rozwój bohaterów poprzez wydawanie im konkretnych rozkazów i przydzielane konkretnych rodzajów oręża. Posługując się danym typem broni w walce bohaterowie otrzymują premie do statystyk i poznają nowe ciosy specjalne. Przykładowo, bohater najczęściej walczący toporami będzie miał wysoki współczynnik siły i mnóstwo punktów życia, a postać często zmieniająca oręż będzie miała zrównoważone statystyki. W grze tego typu nie może zabraknąć magii – w tym zakresie też mamy bardzo duży wpływ na rozwój postaci. By nauczyć daną postać jednego z czterech podstawowych typów magii (ziemia, ogień, woda, wiatr) potrzebujemy przedmiotu zwanego Mana Egg; postać otrzymuje wtedy pierwsze zaklęcie z danej szkoły. Korzystając z magii danego typu w walce postacie stopniowo odkrywają nowe zaklęcia, zwiększają pulę many oraz statystyki związane z danym żywiołem (analogicznie jak w przypadku umiejętności posługiwania się orężem). Zaklęcia z kolejnych 4 typów można odkryć łącząc ze sobą żywioły, np. zaklęcia lodu odkrywamy rozwijając magię wody i magię powietrza.

Gra jest dość długa, a większość czasu spędzamy eksplorując kolejne lochy pełne potworów i ukrytych skarbów. Pomimo genialnego systemu walki gra bywa trochę monotonna – to za sprawą długich lokacji, w których jesteśmy zmuszeni walczyć ciągle z tymi samymi potworami. Zwykle w danym lochu występują jedynie 2 lub 3 rodzaje stworów! Na szczęście gra stara się choć trochę urozmaicić eksplorację prostymi logicznymi zagadkami w odblokowywanie przejść i szukanie skarbów. Dobra fabuła i sympatyczne postacie z nawiązką rekompensują jednak pewne niedociągnięcia w tym zakresie. Przyznam, że fabuła rozkręca się powoli, ale zwroty akcji i wzruszające sceny mające miejsce pod koniec całej historii wynagradzają okres oczekiwania. Nie jest to może aż tak piękne i dramatyczne love story jakie kilka lat później zaprezentowała Grandia 2, ale obie historie korzystają z pewnych wspólnych motywów. Wielka szkoda, że angielski dubbing jest tak nijaki, że równie dobrze mogłoby go nie być… Grandia ma za to przepiękny soundtrack, a utwory takie jak „Leen’s Love Theme” czy „Beautiful Woman of Alent” ciągle mam w pamięci.

Grandia na pewno podoba się miłośnikom klasycznych gier jRPG i czasów, w których przerost formy nad treścią nie zdominował jeszcze japońskich produkcji. Poza tym, dobrze czasem przypomnieć sobie, że klasyki jRPG to także gry inne niż Final Fantasy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: