Pierwsze wrażenia – Chuunibyou demo Koi ga Shitai!, K

W tym tygodniu miały premierę nowe, gorące tytuły jakie serwuje nam tej jesieni światek anime, ukazały się też pierwsze sensowne fansuby. Nadszedł też piękny weekend, pogoda dopisuje, w przyszłym tygodniu mam wolne – jest szansa na to, że wena twórcza mnie nie opuści. Dziś kilka słów o dwóch tytułach opowiadających o ludziach obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami.

Chuunibyou demo Koi ga Shitai!

„Ja, Lelouch vi…” – inne anime, ale przynajmniej seiyuu ten sam.

Yuuta ucząc się w japońskim odpowiedniku naszego gimnazjum cierpiał na tak zwany „syndrom ósmej klasy”. Choroba objawiała się tym, że chłopak ciągle wyobrażał sobie, że jest potężnym magicznym wojownikiem o imieniu Dark Flame Master. Yuuta uwielbiał nosić szpanerskie czarne płaszcze i gadżety, wygłaszać monologi o mrocznej magii i zagładzie świata, a wszytko to czynił nie bacząc na obecność osób trzecich. Jak łatwo się domyślić dziwne zachowanie Yuuty nie przysporzyło mu sympatii rówieśników. Obecnie chłopak okropnie wstydzi się swoich wybryków, rozpoczynając naukę w liceum ma zamiar zostawić przeszłość za sobą i nie ma zamiaru pozwolić by przeszkodziła mu ona w zdobyciu przyjaciół w nowej szkole. Pech chce jednak, że spotyka ona na swojej drodze Rikkę, będącą wręcz książkowym przypadkiem syndromu ósmej klasy. Dziwna dziewczyna nie tylko uczepiła się Yuuty w szkole – okazuje się, że niedawno wprowadziła się do tego samego bloku!

Jak przystało na dzieło studia Kyoto Animation seria robi dobre pierwsze wrażenie. Od strony graficznej i muzycznej nie ma się do czego przyczepić, kreska jest urocza i przypomina poprzednie dzieła tego studia, a wesolutka muzyczka świetnie pasuje do komediowego klimatu. Tu dochodzimy do sedna bo Chuunibyou… jest komedią pełną gębą. Nie mogę powiedzieć, że podczas pierwszego odcinka tarzałem się po podłodze ze śmiechu, ale było nieźle. Spora w tym zasługa głównego bohatera i jego histerycznych reakcji na zachowania Rikki. Dwójka bohaterów bardzo fajnie ze sobą kontrastuje: Rikka obnosi się ze swoją miłością do wyimaginowanych rzeczy, a Yuuta stara się od swoich fantazji uciec jak najdalej. Moim zdaniem ma to niezły potencjał i raczej mam ochotę rzucić okiem na jeszcze kilka odcinków. Osobom uczulonym na moe jednak zdecydowanie odradzam, lukier wylewa się z ekranu hektolitrami :D.

K

Kurtka z kołnierzem: poziom mocy +2, nastroszone włosy: +4 do kontroli płomieni

W niedalekiej przyszłości w japońskiej metropolii organizacje zrzeszające osoby obdarzone nadludzkimi mocami toczą ze sobą walkę. W centrum wydarzeń znajduje się zwyczajny, nieco wycofany, nastolatek imieniem Yashiro, który jest uderzająco podobny do jednego z potężnych władców rządzących wspomnianymi organizacjami.

Fabuła po pierwszym odcinku jest raczej szczątkowa. Wiadomo, że są dwie bandy – jedna szpanuje nażelowanymi włosami i bluzami z kapturem, druga szpanuje pozłacanymi szablami i jednakowymi uniformami. Obie z jakiegoś powodu chcą zabić głównego bohatera, który pozornie jest zwyczajnym, uroczym, nieśmiałym bishounenem. Mam raczej mieszane uczucia co do tego anime… z jednej strony szczena mi opada gdy widzę świetną animację, a z drugiej strony myślę sobie: „meh, przez cały odcinek nic się nie działo”. K jest też przepełnione efekciarstwem; postacie „ociekają zajebistością”, mówią z emfazą, rzucają w siebie błękitnymi płomieniami. Niby jest to fajne, w końcu to między innymi dla takiej przerysowanej estetyki oglądam anime. Po mało konkretnym odcinku pierwszym trochę się jednak boję, że twórcy będą chcieli w ten sposób zapchać luki w treści i seria będzie jedynie pustą ucztą dla oka nie mogącą wznieść się na wyżyny. Zdecydowanie muszę obejrzeć jeszcze kilka odcinków by wydać jakiś wyrok, a czytelnikom polecam zrobić to samo – chcąc nie chcąc muszę przyznać, że seria ma potencjał i chciałbym by fabuła nabrała nieco konkretniejszych kształtów.

Reklamy

2 komentarze

  1. Chuunibyou demo Koi ga Shitai! – podpis pod screenem to mistrzostwo ;D Choć FukuJun bardziej mi się w tym anime kojarzył z cholerykiem Watanukim z Holica ^___^
    Ogólnie zdanie mam podobne – nie jest tak śmieszne, jak na to liczyłam, ale to wciąż całkiem sympatyczna produkcja.
    Za to nie pocieszasz mnie z tym K – oglądać będę dopiero jutro, ale po tej notce widzę cień Guilty Crown niebezpiecznie padający na to anime. Miejmy nadzieję, że z następnymi odcinkami wyjrzy słonko :)
    Btw, “ociekają zajebistością”? Moja wyobraźnia podsunęła mi tak dziwne obrazy, że teraz to naprawdę muszę to obejrzeć =]

    Pozdrawiam ^^

  2. Mam podobne odczucia do K, ale anime nie skreślam. Niewiele działo się w pierwszym odcinku, może to nadrobią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: