„Kto się czubi ten się lubi” – Binbougami ga!

Trzeba przyznać, że nastoletnia Ichiko ma wyjątkowego życiowego farta. Jest obrzydliwie bogata, los nie poskąpił jej urody i intelektu, jest dziewczyną wręcz skazaną na sukces. Wyjątkowe powodzenie nie jest jednak dziełem przypadku, dziewczyna ma dziwną właściwość do absorbowania „energii szczęścia” ze swojego otoczenia co sprawia, że zaczynają się nią interesować bóstwa dbające o równowagę na świecie. Jedno z bóstw – złośliwa i leniwa Momiji, otrzymuje misję odebrania Ichiko całego zgromadzonego przez nią szczęścia zanim brak równowagi przyczyni się do katastrofy.

Kochają się. Widać na pierwszy rzut oka.

Binbougami ga! jest serią opartą na wydawanej od 2008 roku komediowej mandze. Podczas trzynastu odcinków będziemy śledzić zmagania dwójki bohaterek, które będą ze sobą toczyć nieustanną wojnę, Ichiko nie zamierza się bowiem rozstać ze swoją fortuną. Zmagania bohaterek są bardzo emocjonujące bo Ichiko pomimo swojego uroczego wyglądu jest też obdarzona niezłym charakterkiem, potrafi też popisać się niewyparzonym językiem jak i ognistym temperamentem, a Momiji ma w swoim arsenale wiele magicznych gadżetów i boskich mocy. Stopniowo na arenie będą się także pojawiać nowe postacie. Binbougami ga! w końcu zaprezentuje nam zwariowaną gromadkę wyrazistych osobistości, w której znajdzie się miejsce dla psiego bóstwa mającego dziwne fetysze, buddyjskiego mnicha-erotomana czy mającej obsesję na punkcie sztuk walki rówieśniczki głównej bohaterki.

„Oto nasz cel Ichiko! Stworzymy razem komedię, w której żarty na poziomie będą tak samo ważne jak pantyshoty!”

Seria jest komedią pełną gębą. Roi się w niej od gagów, ciętych ripost i absurdalnych sytuacji (w końcu w sprawę są zaangażowane siły nadprzyrodzone, nie?). Absurd nie przekracza jednak granic niestrawności jak to czasem bywa w przypadku tego specyficznego, japońskiego poczucia humoru i niejednokrotnie podczas seansu zdarzało mi się parskać śmiechem. Binbougami ga! lubi też nawiązywać, a czasem wręcz bezczelnie parodiować inne popularne w ostatnich latach mangi dlatego osoby obeznane z tematem znajdą w serii dodatkowe smaczki. Nie zabraknie także scen mogących cieszyć męskie oko – Ichiko jest piękną dziewczyną zaokrągloną tam gdzie trzeba i nieraz zaprezentuje swoje wdzięki na ekranie. Serii daleko jednak do tanich komedii, w których to nachalny fanserwis gra pierwsze skrzypce, mimo to należy pamiętać, że mniejsza lub większa golizna oraz żarty z erotycznym podtekstem są tutaj na porządku dziennym.

W serii nie zabraknie kilku wzruszających i dramatycznych momentów.

Od strony technicznej seria nie odstaje od innych tytułów o raczej przeciętnym budżecie. Projekty postaci i kolorystyka są bardzo miłe dla oka, ale animacja niektórych scen pozostawia sporo do życzenia. Całe szczęście, że o sile tego typu serii stanowią nie graficzne fajerwerki, a sympatyczne postacie i poczucie humoru. Do zwariowanej akcji na ekranie dobrze pasuje nieco kiczowata muzyczka, szczerze przyznam jednak, że przez większość czasu nie zwraca się na nią uwagi. Pozytywnie zaskoczyły mnie za to opening i ending; wielkim fanem japońskiego popu nigdy nie byłem, ale akurat te dwa utworki są wyjątkowo chwytliwe :D.

„Just according to keikaku.”

Binbougami ga! jest świetną komedią, która która oferuje widzowi znacznie więcej niż ograne gagi i przesadny fanserwis. Zamiast tego tytuł ten niezbyt nachalnie próbuje przekazać nam starą życiową mądrość – do osiągnięcia pełni szczęścia konieczne jest podzielenie się tym szczęściem z innymi. Zdecydowanie polecam wszystkim osobom lubiącym się pośmiać, szczególnie jeśli choć trochę orientują się w temacie japońskiej popkultury. Posługując się skalą przyjętą na MALu z czystym sumieniem wystawiam serii ocenę 9/10.

Reklamy

One response

  1. Totalna racja! Humor w Binbou jest genialny i powalający w stopniu wywołującym dzikie napady śmiechu w środku nocy xD Co prawda zostały mi jeszcze 2 ostatnie odcinki (bardzo spodobały mi się pl napisy do tej serii i czekam, aż ukażą się do ostatniego epizodu, żeby wrzucić sobie oba na raz), ale już widzę, iż moja ocena będzie bardzo podobna do Twojej ^^ Świetni bohaterowie, cudna parodia (powyższy screen z DN mnie zabił – tego chyba jeszcze nie widziałam ;]) i opening, który wywołuje największe zaskoczenie, bo mimo tego, że słyszymy typowo kobiecy głos, tak naprawdę jest śpiewany przez mężczyznę :D

    Pozdrawiam ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: