Książki mojej młodości

Zebrało mi się ostatnio na wspominki dotyczące mojego dzieciństwa i kreskówek, które mnie w owym czasie pasjonowały. Dziś (po dwutygodniowej przerwie) niejako kontynuuję ten cykl. Chcę krótko przybliżyć kilka książek, które miałem niewątpliwą przyjemność czytać w gimnazjum – w okresie, w którym przerzuciłem się z czytania książek podróżniczych i przygodowych na rzecz fantastyki. Uważam, że w tym początkowym okresie rozwoju mojego hobby kilka książek naprawdę mocno wpłynęło na kształtowanie się mojego gustu i to zaprezentowane dziś tytuły (choć częściowo) mogą być odpowiedzialne za moje skrzywienia :).

Glen Cook: Prywatny Detektyw Garrett

Źródło: wikipedia :)

Glena Cooka cenię sobie przede wszystkim za cykl o Czarnej Kompanii (który umieściłbym na mojej liście najlepszych książek fantasy), ale tym razem chciałbym wspomnieć o może nieco mniej słynnej serii tego autora. Ten cykl powieściowy traktuje o perypetiach prywatnego detektywa mieszkającego w wielkim mieście zaludnionym przez elfy, krasnoludy, czarowników, ogry, trolle, wróżki i inne tałatajstwo. Dla mnie cały cykl książek był dość drastyczną odmianą po powieściach, których głównymi bohaterami byli wojownicy zmagający się z siłami ciemności przy pomocy magii i stali. Garrett był zwykłym (choć diabelnie sprytnym) facetem, mającym zwykłe (można rzec „dzisiejsze”) problemy takie jak przeżywający wzloty i upadki związek z uroczą dziewczyną. Tak jakby to tylko przypadek sprawił, że przyszło mu żyć w pseudo-średniowiecznym świecie pełnym magii.

Trzeba przyznać, że jak na „zwykłego” człowieka Garrett potrafił się nieźle ustawić – jego współlokatorem był obdarzony parapsychicznymi zdolnościami Truposz, a do grona jego najlepszych kumpli zaliczał się mroczny elf zabójca, który był także właścicielem knajpy znanej jako „Dom Radości Morleya”. Książki z tej serii ewidentnie należą do nurtu fantasy, ale czerpią z estetyki filmów noir i literatury kryminalnej. Nie przeczę, że wszystkie (często zabawne i groteskowe) wstawki fantasy dodają przygodom Garretta wiele uroku, ale najsilniejszym ich elementem była zawsze intryga i żywe, dowcipne dialogi.

Joanne Bertin: Ostatni Lord Smok

Źródło: lubimyczytac.pl

Książkę tą wygrzebałem w koszu z tanią literaturą w supermarkecie i zapłaciłem za nią kilka złotych. Był to sukces, którego nigdy więcej nie udało mi się powtórzyć bo książki, które znajdowałem w podobnych koszach w latach późniejszych były raczej średniej jakości, a do Ostatniego Lorda Smoka wracałem wielokrotnie :D. Akcja powieści jest osadzona w świecie, w którym istnieją obdarzeni wielką mocą ludzie-smoki. W tych istotach mieszkają zarówno dusze ludzi jak i dusze smoków, Smoczy Lordowie służą też radą i pomocą całej ludzkości. Głównym bohaterem jest Linden – jeden z ludzi-smoków, który wyrusza by rozwiązać spór dynastyczny w jednym z królestw. Linden nie podejrzewa jednak, że wpakuje się w mroczną intrygę, a także, że spotka przeznaczoną sobie kobietę.

Tak, tak… dworska intryga, mroczna magia, tajemne bractwa, ludzie-smoki… wszystko to zadatki na świetną powieść fantasy, ale Ostatni Lord Smok jest chyba przede wszystkim romansem :D. Wątki miłosne w pewnym momencie przemocą wybijają się na pierwszy plan i nie oddają pałeczki pierwszeństwa aż do końca książki. Powieść jako całość jest jednak sprawnie napisana, a intryga została ułożona bardzo sensownie – trzeba być wyjątkowym malkontentem (albo być uprzedzonym do jakichkolwiek wątków miłosnych w literaturze) by coś zarzucić tej książce. Nie twierdzę, że jest to literatura wysokich lotów. Jest to po prostu bardzo fajne czytadło, do którego lubię wracać. Dlatego smuci mnie fakt, że kontynuacja przygód Lindena nigdy nie ukazała się w Polsce…

Reklamy

3 Komentarze

  1. Przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy w podstawówce zaczytywałam się seriami „Szkoła przy cmentarzu”, „Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”, „Przygody trzech detektywów” Hitchcocka czy „Tropiciele złoczyńców”. W gimnazjum stwierdziłam, że powinnam podejść ambitnie do literatury i wtedy czytałam „Annę Kareninę”, „Przeminęło z wiatrem”, „Pani Bovary”, „Wichrowe Wzgórza” i wiele, wiele innych. Pomimo, że wtedy przeczytałam najwięcej klasyki to jednak najlepiej wspominam mniej ambitne książki Jane Austen, Agathy Christie czy Krzysztofa Petka, który tworzył taką serię „Porachunki z przygodą”. Do fantasy nigdy mnie nie ciągnęło, więc to chyba jedyna dziedzina literatury w której jestem kompletnie zielona, chociaż wiem, że teraz na czasie jest G. Martin i jego saga „Pieśni Lodu i Ognia”.

    1. Miałem taki okres (właśnie w gimnazjum, może na początku liceum), w którym nie interesowało mnie nic poza fantastyką. Nie trwało to długo i chyba dobrze, że byłem w stanie ten etap jakoś przeskoczyć i nawet przekonać się do klasyki :D. Fantastyka to dalej bezsprzecznie mój ulubiony gatunek literatury, ale gdybym się zamknął na inne rodzaje książek to nie przeczytałbym wielu świetnych dzieł.
      Tak to już chyba jest – w okresie dojrzewania przechodzi się różne „fazy”, z których co prawda się wyrasta, ale czasem zostawiają one po sobie jakiś ślad.

  2. […] O tej książce pisałem na blogu dokładnie 3 lata temu. Gdyby wydano ją dziś to pięknie wpisałaby się w nurt supernatural romance i cieszącą się ogromną popularnością młodzieżową fantastykę adresowaną do dziewcząt. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: