Pierwsze wrażenia – Ano Natsu de Matteru

W założeniach pisanie notek poruszających tematykę nowych serii anime miało iść znacznie sprawniej… Co poradzić? Czasem życie wynajduje nam zajęcia ważniejsze niż zajmowanie się blogiem, a czasem po prostu brakuje nam zapału i weny twórczej. Ważne, że w nowym sezonie jest co oglądać – to liczy się bardziej niż fakt, że jakiś Miras napisał na blogu coś o naszym ulubionym anime :D. Dziś skreślę parę słów o serii, która już od pierwszego odcinka zaskarbiła sobie moją sympatię. Po szczegóły odsyłam poniżej.

Seria świetnie pokazuje, że bohaterowie nie muszą być bandą wariatów lub moe-blobów by widz obdarzył ich sympatią.

Kaito to nastolatek interesujący się kinematografią, skrycie marzący o zostaniu reżyserem. Po śmierci rodziców mieszka on jedynie ze swoją starszą siostrą, która jednak wraz z początkiem wakacji ma udać się na kilkumiesięczny służbowy wyjazd. Na szczęście chłopak nie zostanie całkiem sam; na miejscu ma on paczkę oddanych przyjaciół ze szkoły. Tuż przed rozpoczęciem wakacji naukę w szkole Kaita rozpoczyna Ichika – nieco dziwna (lecz niewątpliwie atrakcyjna) dziewczyna, która od razu zwraca uwagę chłopaka. Bohater wraz z przyjaciółmi zaprasza Ichikę do wzięcia udziału w ich wakacyjnym projekcie – przy pomocy kamery chłopaka mają zamiar nakręcić film z prawdziwego zdarzenia. Nowa znajoma ciągle zaprząta myśli Kaita, ale jest też otoczona kilkoma tajemnicami. W wyniku zbiegu okoliczności nasz bohater dowiaduje się, że Ichika przeprowadziła się do miasta nie poszukawszy uprzednio odpowiedniego lokum – nie ma ona gdzie spędzić nocy. Chłopak (choć mocno zawstydzony) oferuje jej gościnę…

Ichika przypomina mi dlaczego moja pseudo-grupa fansuberska nazywała się „We Luv 2D Girls”.

To jest po prostu wspaniałe. Ciepła, sielankowa opowieść o letnich perypetiach paczki dorastających przyjaciół zaprawiona wątkiem romansowym i lekkim sci-fi. Nazwiska twórców, sceneria, kreska i fakt, że Ichika ewidentnie jest osobą „nie z tej ziemi” bardzo upodabniają Ano Natsu de Matteru do Onegai Teacher, po prostu zamiast ponętnej nauczycielki mamy koleżankę ze szkoły. Pomimo nieopartego wrażenie, że mamy do czynienia z „odgrzewanym kotletem” seria potrafi zauroczyć już od pierwszego odcinka. Akcja dzieje się podczas upalnego lata, w małym miasteczku – sprawia to, że seria ma nieco senną, sielankową atmosferę. Na dodatek nie uświadczymy tam komórek, komputerów, aparatów cyfrowych, a kamera Kaita dziś byłaby już zabytkowym egzemplarzem. Takie osadzenie akcji na przełomie (zgaduję) lat 80 i 90 w połączeniu z resztą elementów sprawia, że całość jest nostalgiczna i bardzo romantyczna. I nawet nie przeszkadza to jak naiwna jest sytuacja zapraszania całkiem obcej dziewczyny do zamieszkania od jednym dachem z kolegą ze szkoły. W romansach z resztą pewna doza takiej naiwności jest mile widziana. Oczywiście romans nie może się obejść bez bohaterów. Mogę powiedzieć, że Kaito i reszta paczki są okropnie sympatyczni. Nie są to przerysowane osoby mające na siłę wywoływać u widza salwy śmiechu (choć seria ma komediowy potencjał), to po prostu młodzież stojąca na progu dorosłości, która pragnie spędzić ze sobą całe wakacje. Pomiędzy bohaterami można się dopatrzyć pewnych głębszych uczuć, ale nie ulega wątpliwości, że główny wątek romansowy rozegra się pomiędzy Kaitem, a Ichiką. Skoro już wspomniałem o naszej kosmitce to muszę powiedzieć, że jest ona jedną z najbardziej urokliwych bohaterek anime jaki pojawiły się w ostatnim czasie (ruda okularnica ^^). By zaskarbić sobie sympatię nie potrzebuje ona nachalnego fanserwisu i innych tanich moe-chwytów. Jak na swoje pozaziemskie pochodzenie nieźle radzi sobie w codziennych sytuacjach swojego ziemskiego życia, a okazyjna nieporadność tylko dodaje jej uroku. Bardzo przyjemna dla oka kreska i spokojna muzyczka są zwieńczeniem, które jedynie podkreśla wszystkie zalety serii.

Cóż mogę powiedzieć? Uważam, że Ano Natsu de Matteru to w tym sezonie pozycja obowiązkowa dla miłośników romansów. Niezależnie do tego ile romansów już widzieliście, nieważne czy widzieliście Onegai Teacher – nie dać szansy Ano Natsu de Matteru to wielka strata!

Advertisements

4 komentarze

  1. Dobra, przekonałeś mnie. Widzę, że dopiero dwa suby wyszły więc za wiele nie straciłem. Nie jestem fanem romansów, ale dawno nie miałem do czynienia z tym gatunkiem (Amagami SS to parzenie się gówniarzy, a nie romans^^). Szczególnie zainteresowały mnie te ”lata ’80”.

    PS. Sesja to nie powód na zaniedbywanie bloga :) Swoja drogą, jak egzaminy? Mi został już tylko jeden.

    PS2. Popełniłeś chyba literówkę w zdaniu [… skrycie marzący o ostaniu reżyserem.].

  2. „Ano Natsu de Matteru” to nieskończone źródło pozytywnych emocji. Rzadko tak często uśmiecham się patrząc na codzienne życie bohaterów anime. Ta ich niewinność jest cudowna.
    Ja bym stawiał na lata 90′. Kolejka jaką podróżują do „centrum” wygląda na nową machinę. Chociaż, może to przez to, że nasze polskie realia komunikacyjne nie dają najlepszego punktu odniesienia…

    Z innej beczki. Brakuje mi na Twoim blogu niebieskiego tła. Ta biel jest taka, ja wiem, pusta. Nie potrafię czerpać radości z patrzenia na nią. Ale tak tylko narzekam. Jakby nie patrzeć, więcej czasu spędzam ze wzrokiem w tekście aniżeli na tle.

  3. Jestem po trzech odcinkach i czuję się trochę oszukany^^ Z jednej strony mamy przyjemną dla oka grafikę (wakacyjny nastrój potęguje swój efekt w zimie), a akcja jest w stanie przykuć uwagę widza.

    Z drugiej jednak strony fabuła jest bardzo dziecinna. Czytając recenzję, spodziewałem się dobrego romansu, a w rzeczywistości trafiłem na wspomniane wcześniej ”parzenie się gówniarzerii”. Anime jak na razie oceniam powyżej przeciętnej, zobaczymy czy z czasem rozwinie skrzydła.

  4. @Tengu
    Mam takie noworoczne postanowienie, że zmienię sobie w najbliższym czasie wygląd bloga. Specjalnie dla ciebie zwrócę szczególną uwagę na motywy, które nie mają białego tła :D

    @Luka
    Jak możesz :D. Przecież to „parzenie się gównarzerii” jest takie wspaniałe. Człowiek aż sam sobie przypomina jak miał jeszcze te naście lat i tak strasznie przeżywał swoje pierwsze, jeszcze trochę dziecinne, miłości. Tengu to świetnie ujął: „Rzadko tak często uśmiecham się patrząc na codzienne życie bohaterów anime. Ta ich niewinność jest cudowna.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: