Pierwsze wrażenia – Brave 10

Ech, niby tyle nowości w tym sezonie, ale przyłapałem się na tym, że na połowę z nich nawet nie chce mi się rzucić okiem. Wygląda na to, że Mouretsu Pirates i Ano Natsu de Matteru (notka na ten temat powinna ukazać się na dniach) całkowicie zaspokajają moją potrzebę kontaktu z japońską animacją na tą zimę. We wstępnych planach w serii „pierwsze wrażenia” planowałem opisać 5-6 serii, a pewnie skończy się na 3. No, ale może dość tego gadania – dziś zajmiemy się serią akcji o samurajach, w której uczone dysputy na temat poziomu czakry i fanserwis (skierowany zarówno wielbicieli moe jak i dziewcząt obdarzonych zbyt bujną wyobraźnią) są tak samo ważne jak wymiana ciosów – zapraszam na przygodę z Brave 10.

Na kursie kedno nas tego nie nauczą…

Antypatyczny samuraj Saizo przypadkiem napotyka na swojej drodze dziewczynę imieniem Isanami, która jest ścigana przez bezlitosnych zabójców. Dziewczyna jest jedyną ocalałą osobą z masakry jakiej dokonali nieznani sprawcy i teraz podróżuje by znaleźć pomoc u feudała znanego jako Sanada. Bohater niechętnie udziela pomocy zagubionej i niezbyt rozgarniętej pannie i zgadza się odprowadzić ją do pobliskiego miasta. Nasza dwójka spotyka się z Panem Sanadą, a on (po zastosowaniu przemyślnych forteli) odkrywa, że Isanami jest obdarzona potężną magiczną mocą. Domyślając się, że jeden z jego rywali chce położyć swoje łapska na potędze dziewczyny Sanada przygarnia Isanami pod swoje skrzydła. Wśród samurajów Sanady znajduje się nawet miejsce dla Saiza, który skrycie myśli, że cała sprawa jest zbyt podejrzana by zostawić ją w spokoju.

Isanami co prawda nie prezentuje swojej bielizny przy każdej okazji, ale i tak jest chodzącą definicją fanserwisu.

Cieszcie się miłośnicy fanserwisu płci wszelakiej. Nieważne czy lubicie patrzeć na wylewające się z ekranu moe czy lubicie fanowską twórczość typu slash – Brave 10 ma coś w zanadrzu dla każdego z was. A jeśli przy okazji lubicie pseudo-samurajów, ciągnące się godzinami dyskusje na temat wyższości „sekretnej techniki ciosu spadających liści” nad „zaawansowaną sztuką maskowania czakry” to tym lepiej. Seria jest wcale nieźle zrealizowanym anime akcji, o symbolicznie zaznaczonej fabule pełnej supermocy i potężnych wojowników obdarzonych nadnaturalnymi mocami. Do tego wygląda atrakcyjnie od strony graficznej (choć chciałoby się zobaczyć nieco lepszą animację podczas pojedynków). Niby nie ma się do czego przyczepić… jest ładnie, fanserwis w rozsądnych ilościach, w dodatku skierowany do obu płci. Panowie mogą sobie podziwiać jak Isanami zmienia się z wielkookiej słodkiej idiotki w wielkooką dziewicę w opresji, a panie mogą powzdychać do samurajów-bishounenów. Co mi w tym wszystkim nie gra? Otóż anime reprezentuje ten nurt w seriach shounen, do którego nie mogę się przekonać. Samuraje podczas walki mają mnóstwo czasu na strzępienie języka i opowiadanie sobie na temat super-tajemnych technik walki jakie stosują. Przed każdym ciosem muszą koniecznie wykrzyczeć przydługą nazwę ataku jaki mają zamiar zastosować podczas gdy przeciwnik grzecznie czeka aż rywal skończy swój monolog. Już pal licho te świecące miecze – to wygląda nawet fajnie… Ten fakt „przegadania” wszystkiego przypomina mi o nudnych tasiemcowych shounenach, których po prostu nie trawię i nastraja mnie negatywnie do całej serii. Naprawdę patrzy się na to dość fajnie, ale jakoś nie potrafię się zdobyć nawet na odrobinę entuzjazmu… w tle widzę za to pożywkę dla fanfiction z gatunku yaoi, a Isanami jest zbyt głupiutka nawet jak na jej fanserwisową rolę.

Otwarcie przyznaję, że jestem uprzedzony do wszelkich tytułów prezentujących opisaną estetykę. Miałem nadzieję, że Brave 10 zaoferuje coś oryginalnego, coś wciągającego co może sprawi, że w serii będzie choć trochę napięcia. Niestety – jak dla mnie Brave 10 to kolejna schematyczna seria akcji, która niespecjalnie wyróżnia się na tle konkurencji. Wiadomo jednak, gusta są różne… wierzę, że osobom pozbawionym moich uprzedzeń seria może się (nawet bardzo) spodobać.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Ciekawie się zapowiada, zobaczę czy wciągające. Trochę akcji, trochę słodkości, może akurat coś dla mnie :)

  2. Nie spodziewam się po tym anime niczego szczególnego. Cieszy mnie w miarę poważne podejście do tematu wojowjników z supermocami, ale nie potrafię się przekonać do reszty. Bohaterowie, fabuła, akcja – to wszystko jest, ale nie wzbudziło we mnie jakiejkolwiek refleksji. A jako że seria ma mieć 12 odcinków, pewnie skończy się zanim zdąży rozkręcić.

  3. Jakie samuraje, jakie samuraje? Toż oni są nińdżami, orientuj się! Jedynym samurajem w okolicy chyba jest na razie Sanada i będzie Date, choć bycie urodzonym w samurajskej rodzinie nie wyklucza obrania takiej profesji, w końcu legendarnych Dziesięciu Sanady było wzorowanych na samurajach w jego służbie (albo i nie jego, lol).
    Tak już pominąwszy mój nerdrant, sprawdzenie mangi mile mnie zaskoczyło fajnym ecchi, więc i anime jest miłe. No ale ja nie jestem wymagająca, wystarczy mi, że coś jest w Sengoku czy Heian i od razu lubię.
    Also, pierwszy odcinek Papakiki wcale nie okazał się aż tak pedofilski jak się spodziewałam. Jeśli cokolwiek, to jest nijaki.

  4. @Sora-chan
    Spróbować zdecydowanie warto, a jeśli nie masz takich uprzedzeń jak ja to już koniecznie :D

    @Tengu
    Nie jestem pewien czy to w miarę poważne podejście się utrzyma :D. Ja tam widzę przynętę dla wszelkiej maści yaoistek. Co do fabuły mam jednak takie same podejrzenia jak ty.

    @SStefania
    Nerdrant fajna rzecz. Ja niestety nie mam słabości do Sengoku to i Brave 10 nie dostało u mnie żadnej taryfy ulgowej. Dobre ecchi nie jest złe, nie wiem jednak co jest takiego „moe” w bohaterce, która jest na przemian głodna i głupawa :D. A Saizo nie jest żadnym ninja tylko roninen! Ninjami to są te bishouneny w służbie Sanady!

  5. Podchodząc do Brave 10 spodziewałem się nie-ambitnej, pustej serii akcji. Po dwóch odcinkach mogę stwierdzić, że już dawno nie oglądałem tego gniotu. Anime jest wręcz żałosne. Historia mało zaskakująca, sylwetki bohaterów schematyczne, walki mało spektakularne i przesiąknięte ”narutoizmem”.

    Co prawda, spodziewałem się czysto shonenowych pojedynków, jednak te techniki rodem z anime o ninja w dresie są żałosne. W ostatnim odcinku jak tylko usłyszałem o dużym wężu – wiedziałem, że wkroczy jakiś Orochimaru. Dobra, teraz czekam aż główny bohater aktywuje swojego sharingana. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nie piętnuję samego systemu walki – przykładem jest Basilisk, który w tej kwestii wyszedł wspaniale.

    Podsumowując, przebrnę przez tą ”kolorowankę”, ale bardzo się zawiodłem. I nie daję serii żadnych szans na poprawę wizerunku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: