Miras poleca: Syberia

Choć bawię się grami komputerowymi od wielu lat to jakoś gatunek gier przygodowych nie gościł zbyt często na ekranie mojego monitora. Początkowo grałem w co popadnie (ah te pierwsze miesiące ekscytacji komputerem) by potem powoli przerzucić się na RTSy, a jeszcze później na gry fabularne. Nigdy nie byłem jednak nałogowym graczem i w wiele kultowych gier nie miałem okazji zagrać. Te zaległości stopniowo nadrabiam teraz – gdy wiele starych gier można dostać za grosze lub jako dodatki do czasopism. Jedną z takich gier jest właśnie Syberia – klasyczna przygodówka z 2002 roku.

Sala wykładowa świeci pustkami – zupełnie jak w prawdziwym świecie!

Bohaterką gry jest Kate Walker – młoda prawniczka, która wyrusza do małego miasteczka we Francji by sfinalizować transakcję sprzedaży osobliwej fabryki automatów. Na miejscu okazuje się jednak, że właścicielka fabryki zmarła, a jej jedynym spadkobiercą jest młodszy brat, którego wszyscy uważali za zmarłego. By transakcja doszła do skutku Kate musi odnaleźć spadkobiercę. Po drodze odkryje ona sekrety rodziny Voralbergów, zwiedzi tajemnicze miejsca i spotka wiele nietypowych osób.

Świat gry składa się z kontrastujących ze sobą elementów. Kate to osoba z początku XXI wieku, uzbrojona w swój zdrowy rozsądek i telefon komórkowy, zwiedza ona jednak miejsca, które jakby zatrzymały się w czasie. Miasteczka to tylko cienie dawnej chwały, opuszczone i zapomniane przez świat, z którego przybyła Kate. Mimo tego ludzie kontynuują tam swój żywot niepomni na przemiany, które zachodzą na całym świecie. Dodatkowy efekt wprowadza sama fabryka i wynalazki Voralbergów – dziwaczne maszyny napędzane sprężynami i przekładniami, a także posługujące się ludzką mową automaty, które wręcz zdają się być obdarzone uczuciami. To wszystko stwarza tajemniczy, sentymentalny klimat, który bardzo mocno wciąga. Podczas całej podróży wyraźnie można zaobserwować zmianę, która dokonuje się w bohaterce – powoli nabiera ona pewności siebie i przestaje traktować wyprawę jak przykry obowiązek zawodowy. Drugą warstwę fabuły tworzą rozmowy telefoniczne, które Kate prowadzi ze swoją matką, szefem czy narzeczonym – to właśnie dzięki nim najbardziej widoczna staje się ewolucja bohaterki.

Jak można się spodziewać po dziesięcioletniej grze grafika nie zawiera wielu bajerów; jej szczegółowość i animacja postaci na pewno pozostawiają wiele do życzenia. Podczas gry można jednak podziwiać wiele, jakby malowanych krajobrazów, które mają w sobie wiele uroku, a nastrój podkreśla klimatyczna muzyka. Syberia to klasyczna przygodówka – nie ma w niej napisu „Game Over”. W grze można co najwyżej utknąć na chwilę jeśli przeoczyło się jakąś wskazówkę. Liniową fabułę pchamy do przodu prowadząc rozmowy i rozwiązując zagadki przy użyciu znalezionych przedmiotów. Tutaj ujawnia się drobna wada gry – sporadycznie zdarza się, że przedmioty są dość słabo widoczne i łatwo je przeoczyć co prowadzi do „zacięcia się” w grze. Drugim minusem jest fakt, że Syberia jest po prostu za krótka. Dawno jednak nie miałem przyjemności grać w grę, która opowiada tak romantyczną, sentymentalną, tajemniczą historię. Doznania są naprawdę niesamowite! To dzięki taki perełkom można mówić, że gry komputerowe to także sztuka.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Zgadzam się całkowicie. Mimo że nie grałam w pierwszą część, tylko w drugą to grafika i cała sytuacja jest znakomicie przedstawiona. Nic tylko grać. Jedynie czasami mi się wydawało, że akcja jest trochę nudna, ale bardzo rzadko. :D

  2. Poznałem nowe słowo (”niepomni”). Miras blog – uczy, bawi, rozwija^^

    Tak czytając opis gry, skojarzył mi się on z inna starą grą, ”Broken Sword”. Nie jestem zapaleńcem jeśli chodzi o gry, ale bardzo mi się podobała.

  3. @Sora-chan
    Właśnie się zabrałem na Syberię II. Fajnie, że jest w niej taki prolog, który podsumowuje wydarzenia z jedynki – można grać nie znając pierwowzoru. Traci się jednak wtedy kilka smaczków. Nie zmienia to jednak faktu, że dwójka jest jakby bardziej dopracowana.

    @Luka Wars
    Bosh… jestem dziś taki zwieszony, że na początku myślałem, że literówkę gdzieś zrobiłem :D. No, no, a za Broken Sworda też się może kiedyś wezmę – skoro już się tak otworzyłem na przygodówki.

  4. Ja znam przygodówki tylko od ich komediowej strony – „Sam & Max”, „The Secret of Monkey Island”, „Grim Fandango”. Każdą z tych gier przeszedłem przynajmniej trzy razy i za każdym razem bawiłem się przednio. Zachęcam szczególnie do zagrania w Sama i Maxa, ta gra ma genialną polską wersję (z Mannem i Boberkiem w głównych rolach).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: