Kartka z pamiętnika

Przez ostatnie dwa tygodnie na blogu panowała cisza; niby nic nowego bo krótsze lub dłuższe przerwy w pisaniu zdarzały mi się już wiele razy. Tym razem jednak zaniedbywanie bloga było uzasadnione bardzo, ale to bardzo ważnym wydarzeniem w moim życiu. Uważam, że pisanie jest niezłym sposobem na odreagowanie stresu, a umieszczenie na blogu takiej „osobistej” notki to wcale dobry sposób na zbudowanie więzi z czytelnikami, dlatego zamierzam napisać dłuższy tekst pełen prywatnych wynurzeń i przynudzania. Ostrzegam! Jeśli nie chcesz się wynudzić i osobiste przeżycia jakiegoś blogera z wordpressa średnio cię interesują to możesz teraz przestać czytać. Nie obrażę się :D.

Przy okazji zakomunikuję, że zmieniłem ankietę. Zastanawiam się dlaczego tak interesujące pytanie nie przyszło mi jeszcze do głowy :D. Odsyłam do panelu bocznego i zapraszam do głosowania!

Pewnie część czytelników pamięta, że w lipcu planowałem przystąpić do obrony pracy magisterskiej. Część osób pewnie pamięta też, że z moich planów nic nie wyszło bo nie zdążyłem na czas wykończyć mojego kochanego dzieła i obrona została automatycznie przełożona na wrzesień. Hej! Przecież wrzesień już dawno minął! Teraz mamy już prawie połowę listopada, dlaczego wspominam o obronie dopiero teraz?

Jak przystało na porządnego studenta oddałem pracę na czas, a termin obrony był już wstępnie ustalony. Żeby było śmiesznie to przekładano go kilka razy z bardzo różnych powodów (najpoważniejszym była ciężko chora Pani Profesor, która wylądowała w szpitalu). Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie było na kim skupić swojej frustracji – na chorą kobietę trudno złorzeczyć, nie rozchorowała się przecież specjalnie! Problem dotknął nie tylko mnie, ale praktycznie całą katedrę i spora grupa studentów (ze mną włącznie) mogła się obronić dopiero w tym tygodniu. Na pocieszenie trzeba dodać, że komisja nikogo nie oblała, a ja mogę się pochwalić wymarzonym tytułem magistra i wcale niezłą oceną na dyplomie.

Znajomi motywowali mnie do pracy w taki uroczy sposób.

W tym gorącym okresie nie znalazłem zbyt wiele czasu na zajęcie się blogiem. Nie, to nie tak. Czas był, ale dopadła mnie twórcza niemoc. Uważam, że nauka do upadłego jest nieefektywna i nawet podczas ostrego wkuwania do obrony trzeba sobie wygospodarować trochę czasu wolnego i zająć myśli czymś innym. W myśl tej zasady nie poświęcałem na wkuwanie całych dni, ale ze stresu nie udało mi się zrealizować ani jednego pomysłu na notkę. Starałem się trzymać nerwy na wodzy, ale przedłużające się oczekiwanie i przekładanie terminu obrony raczej nie sprzyja relaksowi. Naprawdę nie życzę nikomu by doświadczył podobnej żonglerki terminami wszelkich egzaminów; ze stresu można zacząć dosłownie chodzić po ścianach, a dodatkowy czas wcale nie musi oznaczać większej ilości godzin poświęconych na przygotowania – częściej osiąga się wtedy mistrzostwo w prokrastynacji :D

Odpuszczenie sobie obrony w lipcu miało jednak swoje zalety :D. Praca była o wiele bardziej dopieszczona niż mogłaby być gdybym dopisywał ostatnie fragmenty „na szybko”. Przez całe lato mogłem się też cieszyć posiadaniem legitymacji studenckiej i wszelkimi zniżkami na przejazdy jakie przysługują studentom. Gdyby jednak udało mi się obronić w lipcu to przez kolejne 3 miesiące nie wisiało by nade mną widmo straszliwej obrony i zaoszczędziłoby mi to sporo stresu.

Wszystko skończyło się szczęśliwie, ale szkoda mi tych kilku niezrealizowanych pomysłów na notki, które upadły pod wpływem marazmu, który mnie dopadł. W miarę możliwości spróbuję je jakoś odtworzyć, ale kilka z nich zdążyło się już przedawnić (mały felietonik na Halloween musi jednak poczekać do przyszłego roku). Niezależnie od tego co będzie się ze mną działo dalej (ukończenie studiów to jednak koniec pewnego etapu w życiu) nie planuję wielkiej rewolucji na blogu. Dalej lubię oglądać anime, czytać książki fantasy i zalewać biednego wordpressa moimi grafomańskimi wpisami, a blogowanie na tyle weszło mi w krew, że kolejny papier w teczce nic w tym zakresie nie zmieni. Mam też nadzieję, że woda sodowa nie uderzy mi do głowy i nie zmienię się na gorsze – jeśli kiedykolwiek zacznę się wymądrzać i przechwalać moim wykształceniem to sprowadźcie mnie na ziemię :D.

Reklamy

6 komentarzy

  1. Nic, tylko pogratulować, że zdałeś! ^^
    To musi być miłe uczucie, mieć już z głowy ten cały stres związany z egzaminami… chyba, że planujesz doktorat Panie Magistrze :D
    Szczerze mówiąc podziwiam Cię za wytrzymałość psychiczną – mnie kampania wrześniowa doprowadzała do rozstroju nerwowego, a Ty takie przeprawy masz za sobą! W każdym razie super, że wszystko dobrze się skończyło ^^
    Zdecydowanie mam nadzieję, iż pisania nie zarzucisz, nawet jak staniesz się już „produktywnym” członkiem społeczeństwa, znajdziesz pracę, itp. itd :) Przerwami się nie przejmuj – zresztą patrz na mnie ;P Jestem żywym przykładem tego, jak można popaść w chroniczny-bark-notek, co jednak jest dobrą motywacją, żeby to później z naładowanymi akumulatorami nadrobić ^^

    Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję ^^

  2. Gratuluję tytułu magistra :D teraz zwykli wyjadacze chleba mogą się schować przed Panem Magistrem :D
    życzę powodzenia w szukaniu pracy w tym naszym cudownym kraju i weny twórczej do pisania notek :)
    ja czytam, choć może nie zawszę komentuję, bo nie mam nic sensownego do powiedzenia xD

  3. Gratuluję, ale teraz musisz czekać na dyplom. Pewnie prędko go nie dostaniesz :( Poza tym jak się pojawi możesz go od razu odebrać, bo i tak już masz po ulgowych biletach, a ja 5 miesięcy czekam na odbiór (jeszcze nie odebrałam), bo nie chciałam oddać mojej cennej legitymacji. Tak, więc późniejsza obrona ma jednak więcej plusów. Teraz dopiero zacznie się prawdziwa szkoła życia,a przy niej obrona i studia to prawdziwy pikuś. Życzę więc powodzenia na nowym etapie życia :D

  4. @Shouri
    Przez kampanię wrześniową też trzeba przejść :D. Z doświadczenia wiem jednak, że z sesji na sesję stres jest mniejszy – najgorzej jest na pierwszy roku. Sporo zależy też od ilości egzaminów-rzeźników, ale gorzej niż na początku już raczej nie będzie.

    @Asqua
    Nie przejmuj się – mam ten sam nawyk. W nieskończoność odkładam komentowanie notek bo brakuje mi weny twórczej :D.

    @Kiia
    Na mojej uczelni akurat problemów z dyplomami nigdy nie było – najpóźniej po miesiącu można jej było odebrać. Sprawa ulgowych biletów „uderzyła” mnie właśnie kiedy jechałem na obronę – legitymacja była ważna do końca października :D

  5. Gratuluję, że masz już to za sobą. Mi szczerze się nie spieszy, bo póki studiuję, mogę chodzić do sekcji judo :P

    A wymądrzanie z powodu papierku po uniwerku raczej nie ma sensu. Przynajmniej dla mnie to nic niewarty papier.

  6. Jakby na temat to nie było, to – odbierz maila! (Ładnie proszę) Poza tym się lenisz i nic nowego nie piszesz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: