Jesień 2011 – pierwsze wrażenia (część druga)

Przyznam, że piękna i złota (a przy okazji zimna) polska jesień jak dotąd nie nastraja pozytywnie i nie wprowadza mnie w odpowiedni nastrój do oglądania anime oraz pisania notek. Dlatego właśnie nie wolno zmarnować nawet tyciej, tyciusieńkiej weny twórczej – nigdy nie wiadomo kiedy znowu mnie nawiedzi. Składa się, że jestem po seansie składającym się z pierwszych odcinków anime Ben-To oraz Guilty Crown, a to bardzo wdzięczny temat na nowy wpis. Na pierwszy ogień weźmy zaskakująco przyjemne…

Ben-To

Zapomnijcie o filmach wuxia - prawdziwe kung-fu zobaczycie w najbliższym supermarkecie.

Fabuła tej nowej, absurdalnej serii nie jest jak na razie zbyt skomplikowana. You (główny bohater serii) niedawno rozpoczął naukę w liceum, a to wiązało się ze zmianą miejsca zamieszkania i wprowadzeniem się do akademika. Chłopak cierpi na znany w naszym kraju syndrom „biednego studenta” i stara się żywić jak najniższym kosztem. Poszukiwania oszczędności sprowadzają go do pobliskiego sklepu, w którym często można nabyć przecenione, paczkowane dania. Okazuje się jednak, że tanie posiłki cieszą się ogromną popularnością wśród okolicznych licealistów, którzy nie cofną się przed niczym by wyeliminować konkurencję. Widzieliście filmiki z cyklu „wyprzedaż w supermarkecie”? W przypadku tego anime jest 10 razy gorzej, a krew i złamania są na porządku dziennym. W tych niecodziennych okolicznościach nasz bohater poznaje Sen – dziewczynę, która zaprasza go do wstąpienia do szkolnego klubu miłośników przecenionego jedzenia.

Fabuła jest tak absurdalna, że mogłaby stanowić podstawę do stworzenia kolejnego filmu Latającego Cyrku Monthy Python’a. Jednak, jak słusznie zauważyła znajoma blogerka (pozdrawiam Cię Stefciu), japończycy mieli już wiele oryginalnych pomysłów dotyczących anime i mang. Osoby, które interesują się japońską popkulturą nie od wczoraj powinny przełknąć absurdalne założenia serii bez mrugnięcia okiem. Ben-To warto dać szansę i warto przymknąć oko na naciąganą fabułę serii, a to dlatego, że całość jest bardzo zręcznie zrealizowana. Pomimo śladowej ilości akcji w pierwszym odcinku dało się odczuć napięcie i ani przez chwilę się nie nudziłem. Na ten tytuł przyjemnie się też patrzy, a to zasługa wyważonego fanserwisu (twórcy zdają się być rozsmakowani w kobiecych udach) i dość atrakcyjnej (choć niezbyt wypieszczonej) kreski. Zwariowani bohaterowie i przesada emanująca z każdej sceny mają spory komediowy potencjał choć jak na razie trudno przewidzieć jak rozwinie się seria. Niemniej, jest ona poważnym kandydatem do bycia czarnym koniem sezonu. No, ale nie wszystkich musi bawić komedia, w której chodzi o wzajemne okładanie się po twarzach…

Guilty Crown

Ogień, rozbłyski, wielkie roboty... jednak słowo "efekciarstwo" jest w tym przypadku zaletą.

W niedalekiej przyszłości Japonia zostaje dotknięta epidemią groźnego wirusa, która rzuca kraj na kolana. Nawet 10 lat po katastrofie Japonia jest uzależniona od pomocy międzynarodowej i w praktyce przestała być niezależnym państwem. Główny bohater serii to aspołeczny nastolatek imieniem Shu, który stara się iść przez życie nie wychylając się. Pewnego dnia spotyka on Inori – tajemniczą dziewczynę, która na jego oczach zostaje aresztowana i oskarżona współpracę z terrorystami. Dziewczyna zdążyła jednak poprosić chłopaka o dostarczenie jej przyjaciołom tajemniczej przesyłki. Niejako wbrew sobie Shu udaje się na spotkanie z tajemniczą organizacją. Zostaje on jednak wciągnięty w potyczkę ze stacjonującym w Japonii wojskiem. W ferworze walki Shu pragnie przyjść z pomocą uwięzionej Inori. W tych okolicznościach ujawniają się niezwykłe moce posiadane przez obu bohaterów i tajemniczy przedmiot…

Pomimo wysokich oczekiwań jakie miałem wobec Guilty Crown nie zawiodłem się ani trochę. Przygodowa seria science-fiction jak na razie jest bardzo interesująca, a w dodatku świetnie wykonana od strony technicznej. Naprawdę widać pieniądze włożone w produkcję; animacja jest bardzo dobra, a projekty postaci dopracowane, całości towarzyszy też wyrazista muzyka, która świetnie pasuje do nieco postapokaliptycznego settingu. Wiadomo jednak, że sama oprawa na nic się nie zda jeśli zabraknie treści… w tej kwestii jak na razie jest zadowalająco, a nawet lepiej. Mamy potężne organizacje, które snują swoje niecne plany i grupę rebeliantów, która się im przeciwstawia. Dochodzi do tego tajemniczy wątek supermocy bohatera. To wszystko stanowi solidne podstawy, na których można zbudować złożoną i wciągającą intrygę. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże. Na razie jednak twórcy zawiązali akcję w na tyle intrygujący sposób by skłonić mnie do regularnego śledzenia tej serii.



Kolejne dwie serie, które prezentują się nieźle. Albo mam szczęście i jakimś cudem nie trafiam na gnioty (choć mój entuzjazm w stosunku do Kyoukai Senjou no Horizon zdążył już nieco opaść) albo w tym sezonie nowe serie faktycznie prezentują wysoki poziom. W planach mam jeszcze jedną notkę podobną do tej… z dużym prawdopodobieństwem zagości w niej Gundam AGE.

Reklamy

3 komentarze

  1. Złota polska jesień? Wujek Google mi właśnie powiedział, że na dworze mam zero stopni. Zero stopni w centrum Warszawy, gdzie jest mikroklimat i jakieś dwa stopnie cieplej niż na przedmieściach! Październik, co ty wyprawiasz!
    Coś dużo w tym sezonie anime o walkach – MajiKoi i Maken-ki niby haremówki, ale też z walkowym tłem, Horizon pełen różnych technik i supermocy, Ben-to całe o biciu się… Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
    Chciałam nawet spróbować Ben-to, nawet wbrew zapewnieniom na blogu, ale to co widziałam z pierwszego odcinka potwierdziło moje obawy. Nie lubię, dość powszechnego w anime, motywu dziewczyn wyżywających się na chłopakach za niewinność – między innymi dlatego nie oglądałam drugiego sezonu Baka to Test, mimo że pierwszy był całkiem niezły. A tutaj w dodatku znów głównego bohatera gra Hiro Shimono, więc tym bardziej nieprzyjemnie będzie mi się kojarzyć.
    A Guilty Crown jeszcze przede mną, to się nie wypowiem, tylko lecę rozkręcać kompa :)

  2. Jestem po pierwszym odcinku Guilty Crown i powiem szczerze, że według mnie anime zaplusowało. Spodziewałem się pustych dzieciaków – jako głównych bohaterów – mających silną manię na punkcie obrony kogoś/czegoś (jak w Deadman Wonderland).

    Przypadła mi do gustu akcja z pierwszego odcinka, chociaż sama fabuła nie jest odkrywca – Japończycy lubią robić z siebie dzieci emo nękanych przez świat (Godzilla, Amerykanie, Wielka Brytania, a tym razem cały świat^^). W sumie to mi odpowiadają klimaty wojny partyzanckiej, militariów, lekkiego zabarwienia sci-fi (proponowałbym więcej mechów jak w CG). Nie jest to tytuł ambitny, ale niezły. Ciekawe, w którym kierunku rozwinie się historia.

  3. co do Ben-to to pragnę napomknąć o mandze opowiadającej o tym jak Sen stała się osobą, którą poznajemy w anime.
    A nawiązując do kreski to trzeba przyznać, iż niektóre postacie nawiązują do stereotypowych bohaterów jRPG, czyż Wizard nie przypomina Squall’a z Final fantasy ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: