Jesień 2011 – pierwsze wrażenia

W tym sezonie troszkę zmienię formę opisywania moich pierwszy przygód z nowymi anime. Opis poszczególnych tytułów będą nieco krótsze, planuję za to „wziąć na warsztat” więcej serii. Oczywiście nikt nie jest w stanie przewidzieć jak to wyjdzie w praktyce, ale plan jest planem :D. Dziś zajmiemy się Kyoukai Senjou no Horizon prezentującym typowo japoński mix motywów w zakresie fantasy oraz Boku wa Tomodachi ga Sukunai będące reprezentantem ciągle popularnego nurtu szkoła-komedia-romans.

Kyoukai Senjou no Horizon

Wszystko jest większe i lepsze niż u konkurencji… biusty, oczy, włosy…

Akcja ma miejsce na unoszącym się w powietrzu mieście, które jest członkiem unii podobnych mu metropolii. Bohaterowie są nastolatkami – uczniami w akademii wojskowej i szykują się właśnie do praktycznej lekcji prowadzonej przez atrakcyjną i bezpośrednią nauczycielkę. Lekcja ma sprawdzić zdolności bojowe kadetów – celem jest uniemożliwienie instruktorce dotarcia do określonego punktu miasta. Pod koniec odcinka okazuje się jednak, że nikt nie jest w stanie dorównać młodej kobiecie. W tym samym czasie poznajemy głównego bohatera serii imieniem Tori – nieco oderwanego od rzeczywistości chłopaka, który pełni także funkcję przewodniczącego szkolnego samorządu. Tori w obecności kolegów wyznaje swoje uczucia do zmarłej przed laty, tajemniczej dziewczyny imieniem Horizon oraz deklaruje chęć walki na przekór całemu światu…

Eh. To anime ma tak nieprzyjazny setting, że szkoda gadać. Jakaś gadka o światach równoległych i podróżach w czasie, z której nic nie wynika. Pierwszy odcinek nic, a nic nie wyjaśnia zdarzeń, wokół których ma kręcić się fabuła (sugeruje za to istnienie wielkiej i skomplikowanej historii), w efekcie nie wiadomo z kim, po co, na jakich warunkach ma walczyć główny bohater. Pod względem fabularnym pierwszy odcinek Kyoukai Senjou no Horizon leży i kficzy. Przejdźmy może jednak do plusów, a zaliczają się do nich aspekty techniczne serii. Sceny akcji cieszyły oko, były jak najbardziej poprawnie animowane i towarzyszyła im wpadająca w ucho muzyka. Miłośników fantastyki w nieco jRPGowym wydaniu na pewno ucieszą też takie smaczki jak mieszanie magii z technologią i walką na miecze, które wizualnie jest bardzo atrakcyjne. Dość specyficzne są projekty postaci; są one przerysowane do granic możliwości nawet jak na japońskie standardy. Mam tu na myśli m. in. ogromne fryzury, w które wplecione są kilogramy wstążek i wielkie, podskakujące biusty bohaterek. Do tego dochodzi fakt, że w plejadzie bohaterów można znaleźć wielce oryginalne indywidua; czarownice, anielice, demony, mechy, ninja… full service.

Osoby lubiące taką specyficzną (nawet nieco kiczowatą) estetykę popularną w japońskim fantasy, których jak na razie nie odstraszyła fabularna sieczka mogą uznać Kyoukai Senjou no Horizon za obiecującą serię. Ja planuję obejrzeć jeszcze jeden odcinek w nadziei, że znajdę metodę w tym szaleństwie…

Boku wa Tomodachi ga Sukunai

Na koniec odcinka jesteśmy uraczeni uroczą wstawką w stylu super-deformed. Mnie jednak bardziej intryguje umieszczona w tle zajawka następnego odcinka.

Kodaka (główny bohater serii) nie może znaleźć wspólnego języka ze swoimi kolegami z liceum – w wyniku zbiegu okoliczności inni uczniowie uważają go za niebezpiecznego łobuza. W klasie Kodaki jest jednak więcej samotników – pewna dziewczyna imieniem Yozora także nie może znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami. Pewnego dnia Kodaka nakrywa dziewczynę podczas rozmowy z jej wyimaginowaną przyjaciółką. Ta dziwna sytuacja prowokuje między naszą dwójką dyskusję o naturze przyjaźni i o tym jak trudno znaleźć prawdziwą bratnią duszę. Yozora w wyniku tejże rozmowy postanawia założyć szkolny klub, który pomoże takim aspołecznym uczniom jak ona znaleźć przyjaciół, a Kodaka niejako wbrew swojej woli zostaje pierwszym członkiem klubu. Kolejną chętną do wstąpienia jest Sena – popularna dziewczyna, która nie może opędzić się od adoratorów. Zderzenie temperamentów obu dziewcząt nie wróży jednak za dobrze…

Seria zapowiada się naprawdę sympatycznie. Może i zalatuje fanserwiśnym haremem, ale jak na razie zachowano umiar. Humor wypada nieźle, a wybuchowe (choć mocno przerysowane) osobowości bohaterów na pewno doprowadzą do powstania niejednej śmiesznej, absurdalnej sytuacji. W dodatku symbolicznie zaznaczono pewien wątek dramatyczny dotyczący przeszłości Yozory i powodów, dla których stała się ona taką samotniczką. No, ale w seriach tego typu nie chodzi raczej o wielkie dramaty i rozbudowane intryg, a raczej o epizodyczne wątki obfitujące w wiele śmiesznych sytuacji. Wygląda na to, że już znalazłem sobie w tym sezonie lekką i relaksującą serię, tym bardziej, że na Boku wa Tomodachi ga Sukunai naprawdę przyjemnie się patrzy. Projekty postaci są bardzo miłe dla oka, dziewczęta nie ustępują urodą konkurencji, a ja nie mam nic przeciwko lekkiemu fanserwisowi prezentowanemu w serii. Na dodatek mamy tu jak najbardziej pozytywne przesłanie o prawdziwej przyjaźni i jej roli w życiu każdego człowieka… jednak wielkiej filozofii bym do tego nie dorabiał :).

Pozostaje mieć nadzieję, że z biegiem czasu humor się nie stoczy, a czasu antenowego nie zaczną wypełniać ujęcia dziewczęcych majtek. Jak na razie jednak Boku wa Tomodachi ga Sukunai zapowiada się na niezłą, zwariowaną serię, na którą miłośnicy komedii powinni przynajmniej rzucić okiem. No, chyba, że ktoś jest naprawdę uczulony na haremy… bo z biegiem czasu wianuszek dziewcząt wokół Kodaki bez wątpienia zacznie się powiększać.



Pierwsza styczność z tym sezonem wypada nieźle. Co prawda wydaje się, że twórcy Kyoukai Senjou no Horizon przesadzili w każdym możliwym aspekcie, ale mam nadzieję, że jeszcze urodzi się z tej serii coś ciekawego. Nie mam za to wątpliwości, że Boku wa Tomodachi ga Sukunai stanie się jedną z popularniejszych serii sezonu i w tym przypadku „popularne” niekoniecznie będzie oznaczało „kiepskie, masowe i płytkie” :D. Miejmy nadzieję, że pozostałe serie nie okażą się gorsze…

Reklamy

2 Komentarze

  1. Ktoś znalazł jakieś zalety w „Kyoukai Senjou no Horizon”! A tak na poważnie – zwykłem nie skreślać serii po pierwszych odcinkach, ale tutaj poważnie się waham. Tym bardziej, że główny bohater jest w moim odczuciu straaaasznie odrzucający i wiem że nie anim będzie mnie męczyć. Daj znać, na Twitterze czy w notce czy drugi epizod daje jakieś nadzieje. Może się przekonam.

    Podzielam zdanie a propos „Boku wa Tomodachi ga Sukinai”. Głównie dzięki 10-minutowemu odcinku pilotażowego który miejscami był świetny. Myślę, że razem z kolejnymi epizodami anim się rozkręci.

    Ten sezon zapowiada się świetnie. Już teraz mam na oku 4 animy (których pokazały się pierwsze epizody), które mogą poważnie nabroić w podsumowaniach. A jeszcze nie wszystkie serie wyszły. „Mirai Nikki”, „Chihayafuru”, „Ben-To” (mówię Wam, to będzie czarny koń tego sezonu), „Bakuman” (więcej tego samego, mi to odpowiada). Szkoda tylko, że Persona wydaje się iść złą ścieżką… ale nie będę się rozpisywał, tym bardziej że przewiduję serię pierwszo-wrażeniowych notek (hu hu, ale kryptoreklama).

  2. ”Stety” lub niestety, żaden z powyższych tytułów mnie nie interesuje. Z jesiennych premier, póki co jestem po pierwszym odcinku Bakumana 2.

    Nie ma w prawdzie rewelacji (nawet na to nie liczyłem), ale sequel trzyma dobry poziom swojego poprzednika. Jest barwnie, ciekawie – zobaczymy co przyniesie przyszłość.

    Ktoś wie może czy Tekken Movie już jest w internecie?^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: