Top 10 gier RPG

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem wprowadzenia na blogu serii notek, w których prezentowałbym całkowicie subiektywne rankingi dotyczące choćby książek, anime, filmów lub (tak jak dziś) gier komputerowych. Z weną twórczą było jednak kiepsko i pierwsza notka serii ukazuje się dopiero dziś :D. Zaprezentuję moje ulubione gry komputerowe i konsolowe ze wspaniałego gatunku RPG; wiele z nich to ciągle jRPG choć uważam, że japońskie produkcje przeżywają spory kryzys i patrząc z perspektywy czasu produkcje takie jak Final Fantasy X, X-2, XII czy The Last Remnant nie umywają się do starszych kolegów. No, ale przejdźmy może do sedna :D.

Miejsce X – Final Fantasy VII (PC/PSX)

Pytanie: Dlaczego tak kultowa gra jest dopiero na 10 miejscu? Ano dlatego, że w serii FF są gry od niej lepsze :D. Choć fabuła i system rozgrywki stoją na bardzo wysokim poziomie to jednak z łatwością można znaleźć lepszych bohaterów niż emo-Cloud, przereklamowana Aeris i androgeniczny Sephiroth. Na dokładkę, swoją przygodę z Final Fantasy zaczynałem od starszych tytułów, w których było pełno magii, zamków, królów i księżniczek, a nie karabinów maszynowych, motorów i podróży w kosmos. Final Fantasy kojarzy mi się przede wszystkim właśnie z takim magicznym światem, a nie tymi cudacznymi wymysłami jakie serwowali nam twórcy w nowszych odsłonach. W żadnym wypadku nie znaczy to jednak, że FF VII to zła gra!

Miejsce IX – Persona 2 (PSX)

Świetny przykład na to, że można zrobić dobrą i wciągającą grę opierając się nie na rycerzach, smokach i magii, a na świecie przełomu XX i XXI wieku, teoriach spiskowych i miejskich legendach przy okazji inspirując się Lovecraftem, Freudem i Jungiem. Persona 2 to gra, w której pozornie zwykli młodzi ludzie odkrywają w sobie nadnaturalne moce i wkraczają w świat mętnej filozofii, okultyzmu i podświadomości. Niezwykle oryginalna i długa gra, która ma jednak swoje wady… No cóż, nie ma ideałów :D. Czasami jest po prostu przegadana, a przebijanie się przez okropnie długie lokacje bywa żmudne. Grafika pewnie też już nieco straszy :D

Miejsce VIII (o ironio!) – Final Fantasy VIII (PC/PSX)

Kolejna gra z kultowej serii ma nad FF VII sporą przewagę. Ma o wiele bardziej tajemniczą i wciągającą fabułę, a w dodatku o niebo lepiej skonstruowanych bohaterów, z którymi gracz bardziej się zżywa. W świecie jest o wiele więcej magii jednak to dalej nie to samo co w przypadku Final Fantasy „starej generacji”. System rozwoju postaci na początku wydaje się strasznie nieprzyjazny i trzeba dłuższej chwili by się do niego przyzwyczaić, a na sam koniec i tak ma się wrażenie, że twórcy nieco przegięli. No, ale FF VIII to jedno wielkie love story (scena na balu przeszła do historii) i wyciskacz łez – na pewno zasługuje na miejsce w rankingu :D.

Miejsce VII – Fire Emblem: Path of Radiance (GameCube)

Seria Fire Emblem to raczej gry strategiczne z elementami RPG, ale cóż :D. Jako dowódca małego oddziału najemników toczymy kolejne bitwy przesuwając swoich żołnierzy jak pionki po szachownicy. Nasi podopieczni zdobywają doświadczenie, rozwijają swoje umiejętności, zdobywają lepszy sprzęt i zacieśniają więzi między sobą. My w tym czasie poznajemy coraz to nowych towarzyszy i zagłębiamy się w intrygę, która swoim zasięgiem obejmuje kolejne kraje w fantastycznym świecie. Na uwagę zasługuje fakt, że japońska gra reprezentuje bardzo „europejskie” fantasy, bez jakiś jRPGowych udziwnień :D. Rozgrywanie kolejnych bitew jest wyjątkowo wciągające, a fabuła i dialogi między postaciami stoją na bardzo wysokim poziomie.

Miejsce VI – Septerra Core (PC)

Mało znana i niedoceniania gra inspirowana produkcjami z Azji. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że ma spore wady – jest do bólu liniowa, a mimo to dość łatwo w niej „utknąć” jeśli np. przeoczyło się jeden słabo widoczny przedmiot. W dodatku pod koniec gry przebijanie się przez kolejne długie lokacje walcząc w kółko z tymi samymi potworami może nużyć. Gra nadrabia za to genialną fabułą i fantastycznym światem, w którym elementy fantasy i lekkiego SF przeplatają się by stworzyć harmonijną całość. Na uwagę zasługuje fakt, że gra wydana w 1999 roku jest całkowicie zdubbingowana i posiada bardzo oryginalny system walki oraz magii oparty na magicznych kartach, których efekty można ze sobą łączyć.

Miejsce V – Neverwinter Nights (PC)

Lubię grać w Dungeons & Dragons i pewnie dlatego tak cieszy mnie Neverwinter Nights. Gra jest udaną próbą przeniesienia zasad trzeciej edycji D&D na ekran komputera. Pomijając już nawet multiplayerowy potencjał gra jest bardzo przyjemna. Może fabuła to standardowe „od zera do bohatera”, a przebieg gry to siekanie orków i smoków urozmaicone rozbrajaniem pułapek i okazyjnymi zagadkami, ale w grze czuć fajny, nieco stereotypowy klimacik z sesji RPG osadzonych w świecie Forgotten Realms, do którego mam pewien sentyment. Jeśli rozegrało się kilka sesji w tym świecie lub przeczytało kilka książek ze stosownej serii to spotykanie takich postaci jak Elaith Craulnober i odwiedzanie takich miejsc jak Luskan czy tytułowe Neverwinter cieszy… bardzo cieszy :D. A jeśli ma się dodatek Hordy Podmroku to już w ogóle super :D.

Miejsce IV – Wiedźmin (PC)

Przykład na to, że „Polak potrafi”. Bardzo udana próba przeniesienia świata wykreowanego przez A. Sapkowskiego na ekran komputera z niemal całkowitym zachowaniem klimatu i uroku postaci, które lubi wielu miłośników fantasy. Trudno mi oceniać grę obiektywnie bo słysząc dialogi jakby żywcem wyjęte z książki byłem już całkowicie „sprzedany” :D. Gra może odrobinkę się już zestarzała, a system walki to takie „zaklikiwanie wroga na śmierć”, ale zawsze można zabrać się za Wiedźmina 2… hmm… tak, zdecydowanie powinienem w niego w końcu zagrać…

Miejsce III – Final Fantasy IX (PSX)

Jeden z nowszych „Finali”, który jednak wraca do korzeni serii i dla odmiany ukazuje świat magii, zamków, królów i księżniczek. W dodatku zrywa z modą na bohatera będącego emo-bishounenem (jak Squall i Cloud) – głównym herosem czyni wesołego i często pakującego się w kłopoty Zidane’a. Gra posiada wciągającą fabułę i (dla odmiany) intuicyjny oraz bardzo czytelny system rozwoju postaci. Obok mrocznych i tajemniczych elementów intrygi w grze jest wiele wesołych momentów i żartów co sprawia, że granie jest świetną rozrywką. Dochodzą do tego niewielkie smaczki, które osoby wychowane na „starych Finalach” na pewno docenią :D.

Miejsce II – Final Fantasy VI (GBA/SNES)

Cóż mogę powiedzieć? Najlepsza gra z całej serii! Może jest już archaiczna, ale system walki, rozwoju postaci i złożona fabuła na pewno nie ustępują młodszym kolegom. Na dodatek mamy bohaterów z krwi i kości, bez takich okropnych Mary Sue jak Yuna z FFX czy wiecznie „walący smuta” Cloud z FFVII. Gra oferuje za to badass’a z prawdziwego zdarzenia (na pewno jest bardziej mhhhhroczny niż Sephiroth czy taki ciamajdowaty Seymour) i fajny, nieco steampunkowy świat (steampunk jest ostatnio w modzie?) pełen tajemnic. Scena w operze jest przecież tak samo kultowa jak taniec dwójki bohaterów FFVIII czy śmierć Aeris w FFVII, a tak często się o niej zapomina…

Tadam! Miejsce I – Grandia II (Dreamcast/PC/PS2)

Mógłbym się długo rozwodzić nad tym jak wspaniała jest Grandia II :D. Zajmująca, epicka fabuła, świetna ścieżka dźwiękowa (na czele ze wspaniałym motywem „Deus”) genialne postacie przechodzące z biegiem czasu widoczną przemianę i system walki, który daje ogromną satysfakcję. Poziom trudności może nie jest zbyt wygórowany, ale do dziś (pomimo faktu, że znam grę niemal na pamięć) co roku wyciągam porysowane płyty z szafki by przypomnieć sobie jak potoczyły się losy Ryuda, Eleny, Milleni i reszty. Patrząc jednak z perspektywy czasu to najsilniejszą stroną tej gry są dialogi. Dialogów jest mnóstwo i dotyczą one zarówno spraw ważkich jak i całkiem błahych, ale zawsze są one dowcipne, pełne gierek słownych i sarkastycznych komentarzy głównego bohatera. Wielka szkoda, że dubbing towarzyszy graczowi tylko w najważniejszych momentach… Może i lokacje są mało urozmaicone pod kątem różnorodności przeciwników, ale gra nadrabia to drobnymi logicznymi zagadkami i kilkoma mini-grami (zbieranie orzechów dla małych Caro <3 ). Jeśli szukacie dobrego jRPG to zdecydowanie polecam Grandię II!



I tym sposobem docieramy do końca mojej małej i całkowicie subiektywnej listy. Głównym kryterium przy jej tworzeniu było to czy do danej gry lubię bądź lubiłem wracać oraz czy mam ochotę wrócić w niedalekiej przyszłości. Przypuszczam, że tworząc takie samo zestawienie za miesiąc lub dwa dokonałbym pewnych przetasowań w rankingu lub umieścił w nim nieco inne tytuły, ale cóż… na tym także polega urok takich notek – spojrzę na listę za rok i pomyślę sobie „A więc to tak wtedy było…” :D. Pragnę zaznaczyć (zanim ktoś napisze „gdzie jest gra X?”), że w wiele ponoć kultowych i genialnych gier po prostu nie miałem okazji zagrać. Jakimś cudem ominęło mnie np. Knights of the Old Republic, do Baldurs Gate czy Icewind Dale jakoś nigdy nie miałem cierpliwości, a Oblivion mnie mocno wynudził i szybko rzuciłem go w ciemny kąt. Nie wspomnę już o całej masie świetnych gier na PSX i PS2… Nadmienię jeszcze, że solidnym kandydatem do umieszczenia w rankingu jest obecnie Mass Effect, którego powolutku sobie przerabiam :D.

Reklamy

7 komentarzy

  1. Nietypowa to lista, muszę przyznać. Wielki pech, że ominął Cię Baldur i KotOR, wielkie pech że nie zagrałeś zapewne w Tormenta. To niesamowite tytuły i na zawsze będę je pamiętał, choć dawno w nie nie gram. Widzę sporą dominację tytułów konsolowych. ;) Co do Obliviona, to nie ma się czego wstydzić, ta gra naprawdę potrafi znudzić. ;p Szkoda tylko, że brak tu Wiedźmina 2, który moim zdaniem jest wielkim krokiem do przodu względem pierwszej części, ba, może nawet flagowym eRPeGiem 2011 roku i kto wie, czy nie pewnym krokiem milowym w gatunku. Niewielkim, ale wiele serwisów, w tym zagranicznych, wychwalało go pod niebiosa. ;) Nie mogę jednak zrozumieć tak wysokiego miejsca dla Neverwinter Night. ;p Jest to gra, która potrafiła mnie znudzić zanim zdążyłem przejść pierwszy akt, ;) a spędziłem chyba więcej czasu przy Aurora Toolsecie niż przy samym graniu. ;p

  2. Neverwinter? Poważnie? Ja wiem, że to subiektywny ranking, ale poważnie? Neverwinter?! =)

    Odnośnie całej listy, to sądzę, że powinien Ci się spodobać Lunar: The silver star story complete. Polecam.

  3. Grałem jedynie w dwie gry z listy – FF7 i FF8. Moim zdaniem poprzedniczka jest o wiele lepsza, a sequel jedynie bazuje na wcześniejszych rozwiązaniach.

    W Final Fantasy VII mamy genialną fabułę, kreację całego świata i jakby nie patrzeć nieszablonowych bohaterów. Nazywanie Clouda emo brzmi trochę dziwnie ponieważ gra powstała na długo przed boom na tą subkulturę. Ostatecznie możemy powiedzieć, że to emo czerpały wzorce z Clouda, co również brzmi jak bajka^^ Aerith choć z początku cukierkowata, w moim przypadku z upływem czasu nabierała na wartości. Sephiroth i Tifa również stali się ikonami. Dodatkowo sci-fi, broń palna, Jenova, materie – dla mnie to cała magia, która namówiła mnie na Final Fantasy – nie rozumiem czemu jest to wadą (zwłaszcza, że w FF8 już ci to nie przeszkadza :). Co prawda Final Fantasy VIII również bardzo mi się podoba, jest to bardzo klimatyczna część, ale nie ukrywajmy, że FF7 przysłania ją swoim cieniem.

    W poprzednie części FF nie grałem, ale wiem jedno. Nie ocenia się tytułu poprzez sentyment do poprzedników. Siódemka może i odłamała się od ogólnej koncepcji, ale na mnie zrobiła duże wrażenie.

  4. Aeris przereklamowana?! Zgiń przepadnij! A tak na poważnie, zgadzam się co do wyższości Finali VI, IX nad VII, choć nie ukrywam że to siódemce najbardziej spodobał mi się humor. Od siebie dodałbym do tego rankingu „Chrono Triggera”, „Fallouta” i „Planescape Tormenta”. Wiem że jadę klasyką, ale każdą z tych gier przeszedłem przynajmniej 3 razy i uwielbiam je.
    Mass Effect jakoś specjalnie mnie nie wciągnął. Ot, strzelanina z ciekawymi dialogami. Za to całkowicie odmienne zdanie mam na temat Obliviona. Mam w nim na liczniku jakieś 200 godzin i wciąż mógłbym w niego grać. Nigdzie indziej granie łucznikiem nie jest takie fajne.
    Wiedźmin 2… taak, czas zmienić sprzęt. 128 mega karty graficznej to jednak ból. To cud że jedynkę udało mi się odpalić.

  5. Co do Neverwintera to wiem, że ta gra ma wady. Fabuła sztampowa, a Forgotten Realms jako setting trochę już zalatuje tandetą. Coś jednak sprawia, że co jakiś czas lubię wracać do tej gry; „Hmm, ostatnio grałem bardem na sesji DnD, zobaczmy jak można zrobić fajnego barda w NWN” :D Poza tym, fajnie przejść grę we dwójkę w sieci lokalnej – choć to raczej „easy mode”.

    Co do Final Fantasy to pewnie możemy dłuuugo dyskutować o wyższości części Y nad częścią Z i pewnie nie dojdziemy do żadnego konsensusu. Ósemka stoi u mnie troszkę wyżej niż siódemka (tylko dwa miejsca w rankingu) – ma moim zdaniem lepszą fabułę i postacie (w ogólnym rozrachunku; Squall to też emo jak Cloud – swoją drogą z tym „emo” to taka przenośnia :D), ale system jest momentami irytujący (babranie się w junctionach, ulepszanie ekwipunku). Materie z siódemki może są czytelniejsze, ale nie powiem, że mnie jakoś zachwycały :D. Dodam jeszcze, że należę do miłośników Tify, a nie Aeris :P.

    Swoją drogą to polecam samemu stworzyć taką listę. O ile wypisanie 10 ulubionych gier jest do zrobienia to już próba uszeregowania ich od 1 do 10 jest niezłym wyzwaniem :D. W końcu trzeba ustalić, która z tej wielkiej dziesiątki jest najgorsza, a która najlepsza – niezła zagwozdka :)

    No tak, muszę się w końcu zabrać za Lunar’a (czeka grzecznie na lepsze czasy) i skończyć Chrono Trigger (sam już nie pamiętam czemu to kiedyś rzuciłem – gra była strasznie fajna).

  6. Oj, bardzo mnie cieszy spora ilość Final Fantasy w zestawieniu ^^ Hmmm… naprawdę system rozwoju w 8 wydawał Ci się nieprzystępny? Ja za to go ubóstwiałam :D W przeciwieństwie do innych finali, gdzie miałam zawsze problemy z wymaksowaniem postaci, tak tylko w ósemce potrafię wylevelować bohaterów na 999 w statystykach (czy ile tam tych dziewiątek było) xD

    Neverwinter Nights – miałam dwa podejścia do tej gry i jeszcze ani razu nie udało mi się jej skończyć (choć leży mi na dysku, więc może pod wpływem natchnienia do niej wrócę i w końcu dowiem jaki jest epilog całej historii ^^). Problem jednak nie jest w tym, że mi się nie podoba, a raczej w tym, że przytłacza mnie system D&D – ilość statystyk w tej grze przyprawia mnie o zawrót głowy [śmiech]

    Jest też mi aż wstyd to przyznać, ale w Wiedźmina jeszcze nie grałam – zdecydowanie muszę to nadrobić, choć aktualnie zamęczam Mass Effecta ;D

    Pierwsze miejsce jak najbardziej zasłużone! Grandia to perełka i zawsze żałowałam, że inne części nie wyszły na PC. Tak jak i Ty, mam tendencję co jakiś czas do niej wracać i zawsze zabawa z grania (i ubaw jaki mam przy słuchaniu bohaterów) jest taki sam! ^^ Gdyby tylko faktycznie ten dubbing był zrobiony w całości… ech, marzenia ;)

    Szczerze mówiąc Baldury i Icewinda, to pamiętam na takiej zasadzie, że będąc troszkę mniejszą, patrzyłam zawsze bratu przez ramię jak w nie grał xD Ostatnio mnie naszła taka myśl, że może sama bym sobie spróbowała BG, ale czy coś z tego będzie, to się dopiero okaże. Za to co do Knights of the Old Republic – jak dla mnie geniusz :) Pierwsza część jest rewelacyjna i spodoba się tak fanom Star Warsów, jak i zwykłym wielbicielom RPGów. Osobiście bardzo polecam ^^ Dwójka już jest trochę gorsza, ale po ściągnięciu fanowskiego Restoration Patcha (fani postanowili odtworzyć to, co nie znalazło się w finalnej wersji gry z powodu poganiania Obdidianu przez Lucas Arts :( ), gra się naprawę przyjemnie… chociaż ja raczej nie jestem obiektywną osobą, ponieważ ogólnie strasznie mi się podobają wszystkie „dzieła” BioWare’u xD Z oczywiście moim ulubionym Dragon Age’m na czele ^^

    Pozdrawiam ^^

  7. Co do Septerra Core to się zgadzam. Grałem (osiągnąłem 99 poziom wszystkimi postaciami), przejście gry zajęło mi dwa miesiące. Niektóre walki były trudne (ot choćby pirat w klubie nocnym lub Doskias, który byłw stanie wybić całą drużynę za jednym razem ( grałem Mayą, Corganem i Seliną) Lokacje i dialogi rekompensowały frustrację wywołaną tysięczną walką z tymi samymi wrogami ( choć trzeba przyznać iż nawet żołnierze Chosen’ow mieli kilkadziesiąt odmian). Najgorsze co pamiętam z gry to: koniec. Z jednej strony tragedia, koniec świata i śmierć mojej ukochanej postaci, która ginie w ramionach głównego boss’a, a z drugiej obietnica dalszej przygody na trzech nowych planetach. Z tego co wiem obietnicy tej nie spełniono

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: