Miras poleca: Hanasaku Iroha

Macie czasem tak, że totalnie nic wam się nie chce? Nie mówię tu o chodzeniu do pracy, nauce, sprzątaniu czy innych obowiązkach… chodzi tu raczej o spędzanie czasu wolnego. Wiadomo, że każdy ma jakieś hobby, pasję, której oddaje się w wolnej chwili – tutaj też może człowieka dopaść pewna specyficzna odmiana deprechy. Zapalony kinoman ze zniechęceniem odłoży repertuar, mól książkowy nagle stwierdzi, że w jego biblioteczce nie ma nic ciekawego, a nałogowy gracz komputerowy po przejrzeniu zawartości dysku pokręci głową. W zakresie anime cierpię na taką przypadłość regularnie. Wiem, że w obecnym sezonie jest kilka fajnych serii: m. in. zachwalane przez moich czytelników Usagi Drop i nietypowe Mawaru Penguindrum. Nie wspominam już o wielu, wielu starszych tytułach, które od wieków znajdują się na liście „do obejrzenia w najbliższej przyszłości”. Problem w tym, że po prostu nie chce mi się ich oglądać…

Jedyną serią, która jest w stanie przebić się przez moją skorupę i wzbudzić we mnie choć trochę zainteresowania japońską animacją jest Hanasaku Iroha.

Zmieniłem ankietę. Jestem okropnie ciekawy wyników więc głosujcie śmiało :D.

Perypetie bohaterek są naprawdę wciągające, a dla "otaku" są bardziej strawne niż wszystkie "S jak seriale" :D

Ohana to nastolatka dorastająca w Tokio. W życiu radzi sobie nieźle wspomagana przez swojego najlepszego przyjaciela i matkę… no, z matką to może przesada bo na zakręconej dziennikarce nie zawsze można polegać. Pewnego dnia mamusia funduje córce nie lada atrakcję – podczas gdy niezależna kobieta wyjedzie budować swój najnowszy związek Ohana zamieszka na prowincji u babci prowadzącej zajazd. Dość powiedzieć, że więzy rodzinne zostały na przestrzeni lat mocno zaniedbane, a babcia i wnuczka są dla siebie w zasadzie obcymi osobami. Ohana nie ma co liczyć taryfę ulgową – starsza kobieta zamierza bowiem dać dziewczynie kąt do spania i zatrudnić ją jako zwyczajną pracownicę, a o żadnym faworyzowaniu nie może być mowy. Podczas kolejnych odcinków będziemy kibicować Ohanie, która stara się zaadaptować do nowych warunków. Praca w zajeździe to ciężka harówka, a znalezienie wspólnego języka z innymi pracownikami także wydaje się trudne. Stopniowo bohaterka zaczyna przywiązywać się do swojego nowego domu i współpracowników, którzy zaczynają stanowić dla niej druga rodzinę. Pozostaje jedynie sprawa Kou – przyjaciela, który pozostał w Tokio, a który ewidentnie darzy Ohanę uczuciem…

Hanasaku Iroha to świeża seria, która ciągle jest emitowana. Co zabawne, zapowiadała się na tyle niepozornie, że całkowicie pominąłem ją przy okazji regularnych przeglądów nowości. Oj, wiele bym stracił gdyby coś mnie nie podkusiło o rzucenie okiem na pierwszy odcinek! W serii nie uświadczymy co prawda wielkiej intrygi – prezentuje ona kolejne dni z życia Zajazdu Kissui; problemy Ohany z wdrażaniem się w rutynę, kłopotliwych gości i osobiste problemy innych pracowników. Nie ma jednak mowy o nudzie, odcinki są zrealizowane z wielkim wdziękiem i odpowiednią dozą humoru. W dodatku wszystko podane jest w bardzo przyjemnej dla oka oprawie i w towarzystwie cieszącej ucho muzyki. Hanasku Iroha jest świetną serią na cotygodniowy, relaksujący seansik, a do załogi z Kissui naprawdę można się przywiązać. Z czystym sercem polecam serię miłośnikom obyczajówek, a także osobom szukającym chwili wytchnienia od nachalnego fanserwisu i kiepskich anime udających ambitne, eksperymentalne dzieła. Czasem lepiej zaaplikować sobie wciągającą, czasem zabawną, a czasem wzruszającą telenowelkę.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Prawdę mówiąc seria przeleciała mi gdzieś, widziałem trailer ale jakoś mnie nie zachęcił (taki trochę cukierkowaty sugerujący anime dla nastolatek typu Skip Beat czy Amagami SS).

    Ty natomiast piszesz, że dobry. Tak sobie myślę, że skoro anime nadal wychodzi i wciąga, mogę zaryzykować – widzę na Shindenie upload. Poza tym i tak kończą mi się rozpoczęte przed dniami serię, miałem w końcu zobaczyć Kurozukę, ale chyba wybiorę polecany przez ciebie tytuł.

  2. Na pewno obejrzę bo postaci projektował mój ulubieniec, Mel Kishida i na screenach widzę że animacja zachowała sporo z jego ślicznego stylu. Niestety, emisja tego zaczęła się w zeszłym sezonie, gdy jeszcze nie chciałam być na bieżąco – a dziś bym już nie nadgoniła, nie z siedmioma anime oglądanymi na bieżąco.
    Miło też się dowiedzieć, że seria ma też jakieś inne zalety poza graficznymi ;)

  3. Dobra, jestem po 10 odcinkach więc wtrącę moją opinię o anime.

    Czytając twoją rekomendację Miras spodziewałem się, że to coś ambitnego i bez fanserwisu – wychodzę z innego założenia :] Fanserwisu jest w anime sporo, poza tym nie jest to ambitny tytuł (ale to nie problem, bo nie widzę nawet starań aby takich wyglądał). Sądziłem też, że pierwszy odcinek mnie wciągnie, ale w sumie nie był tak ciekawy, a cukierkowate problemy bohaterek mnie rozśmieszały (biedna Ohana otrzymywała od matki 8 tys. jenów kieszonkowego = też bym chciał dostawać 300 zł).

    Podsumowując, wielka tragedia to nie jest. Tak jak przypuszczałem, anime bardzo podobne do Skip Beat. Nie mam w naturze porzucać serii więc przetrzymam do końca. Byle dotrwać do 16 odcinka, a potem tylko 20 minut/tygodniowo – trucizna podawana w małych dawkach nie zabije, a wzmocni :) Jeśli ktoś lubi podobne klimaty (bohaterka w nowej pracy, pensjonat) to śmiało mogę polecić Spirited Away – magiczny film i nie ukrywajmy, że o wiele lepsza od tego serialu.

    1. Oj oj…
      Ale ja nigdy nie twierdziłem, że to coś ambitnego. Nawet specjalnie zaznaczyłem, że to taka lekka telenowela :D. Akurat uważam, że pewna cukierkowość jest atutem tego anime.

      No, ale wiadomo – co kto lubi. Ja obecnie nie zniósłbym żadnego „ambitnego anime” :D. Tak poza tym to niezły jesteś, że trzymasz każde anime do końca – ja się nie waham rzucać serii w ciemny kąt :D

  4. Jedyne co rzuciłem to Bleacha (już nie wytrzymałem fillerów i nie żałuję decyzji^^) i X TV, ale do tego ostatniego anime chyba wrócę. Niby ciężkie klimaty w stylu ”Juuni Koki” (czy jakoś tak), ale po zakończeniu serii jest pełna satysfakcja. Poza tym nie ma co rzucać serialu mającego góra 50 odcinków – na raty i heyah banana^^

    Jeśli chodzi o cukierkowatość to są u mnie pewne limity wytrzymałości^^ Openingu nie potrafię słuchać dłużej niż 5 sec. Podczas seansu z tym anime czuję się jak mała księżniczka w krainie kucyków Pony, zdecydowanie nie dla mnie :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: