„Watsonie! Pomóż mi założyć gorset!” – Gosick

Nie jestem znawcą, ale wydaje mi się, że w latach dwudziestych obowiązywała już inna moda...

Akcja większości anime zdaje się mieć miejsce w Kraju Kwitnącej Wiśni, czasami zdarzają się jednak wyjątki od tej reguły. Przygoda bywa osadzana w kosmosie lub krainie fantasy lecz nawet tam bohaterowie piją zieloną herbatę i sake, zajadają się sushi i zwracają do siebie per „san”. Czasem jednak twórcy decydują się na o wiele większą egzotykę i umiejscawiają swoje dzieło w tajemniczej Europie… w dodatku Europie początku XX wieku.

Akcja Gosick dzieje się w fikcyjnym europejskim państwie Saubure w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Kazuya – nastoletni syn japońskiego oficera przybywa do kraju by uczyć się w prestiżowej akademii. Początkowo trudno mu się odnaleźć w nowym otoczeniu, a nowi koledzy i koleżanki nie odnoszą się do przybysza ze wschodu zbyt przyjaźnie. W szkolnej bibliotece chłopak spotyka drobną i kruchą dziewczynę imieniem Victorique (albo po naszemu: Wiktorię), która spędza całe dnie na czytaniu. Szybko okazuje się, że nowa przyjaciółka jest niezwykle inteligentna i posiada niesamowite zdolności dedukcji co pozwala jej rozwiązywać nawet najtrudniejsze zagadki kryminalne. Kazuya i Victorique zaczynają ramię w ramię rozwiewać kolejne tajemnice – nawet te, w które zdają się być zamieszane siły nadprzyrodzone.

Znajomośc wschodnich sztuk walki była w Europie rozpowszechniona jeszcze przed wynalezieniem hollywodzkich filmów...

Gosick jest adaptacją popularnej w Japonii serii powieści pod tym samym tytułem. Przez 24 odcinki bohaterowie wspólnie rozwiązują kolejne zagadki, poznają kolejne oryginalne osoby, a przede wszystkim zacieśniają więź między sobą (co ze względu na trudny charakter Victorique nie jest wcale proste). Stopniowo ujawnione zostają pewne mroczne sekrety dotyczące m. in. rodziny bohaterki i przepychanek na królewskim dworze. Początkowo wszystko zapowiada się niezwykle intrygująco… przyznam jednak, że ten „główny” wątek mocno rozczarowuje, jest naciągany i poprowadzony niekonsekwentnie, a bawienie się w niejasną (a przy okazji niepoważną) symbolikę i jakieś pseudo-okultystyczne brednie jest moim zdaniem dużym błędem ze strony twórców. Finał serii zamiast ekscytować wywołuje powątpiewanie i przyprawia widza o unoszenie brwi w wyrazie zdziwienia. O wiele lepiej wypadają luźno powiązane ze sobą odcinki, w których bohaterowie rozwiązują po prostu kolejne zagadki – stanowią one najsilniejszy atut serii choć i tu zdarzają się nieco słabsze momenty, a niektóre fakty oraz przebłyski dedukcji bohaterki trzeba przyjąć „na wiarę”.

Rodzina królewska w Gosick chowa tyle mrocznych sekretów, że możnaby nimi odbarować 3 inne serie.

Drugim (już nie tak poważnym) mankamentem serii jest osadzenie akcji w Europie dwudziestolecia międzywojennego. Ten jeden element znacznie wyróżniał serię na tle konkurencji i na pewno przyciągnął wielu widzów (w tym mnie), którzy mieli chęć odpocząć od wtórnych serii o japońskich licealistach i mieli nadzieję na zobaczenie czegoś naprawdę oryginalnego. Należy jednak pamiętać, że docelowymi odbiorcami serii byli japończycy i wszystko zostało stworzone tak by nie przeżyli oni zbyt dużego „kulturowego szoku”. Poza scenerią i kilkoma nazwami nic nie odróżnia Gosicka do całej masy mainstreamowych anime; już nawet bohaterowie ze swoimi manieryzmami równie dobrze mogliby być japońskimi nastolatkami, którzy założyli sobie w tokijskim liceum szkolne „kółko detektywistyczne”. Na dokładkę mamy jeszcze bardzo swobodną interpretację faktów historycznych i takie „kwiatki” jak odbywające się w sercu Europy pseudo-shintoistyczne obrzędy. Coś co miało wyróżniać serię na tle konkurencji okazało się ogromnym niewypałem. Z drugiej jednak strony nikt nigdy nie twierdził, że Gosick będzie dokładnie odwzorowywał realia historyczne…

Skoro już wspomniałem o bohaterach… zdecydowanie najbardziej wyróżnia się Victorique, która swoim rozkapryszeniem i niewyparzonym językiem na pewno zaskarbiła sobie miłość niejednego miłośnika animowanych tsundere. Na szczęście bohaterka potrafi w oka mgnieniu przestać stroić naburmuszone miny, przekształcić się w Sherlocka Holmesa w spódnicy i szybko rozwikłać najbardziej skomplikowane zagadki. Dla odmiany mamy średnio rozgarniętego Kazuyę, który nie robi właściwie nic poza krzyczeniem „Victorique!” i bieganiem za swoją przyjaciółką niczym wierny piesek merdający ogonem. Naszej dwójce towarzyszy gromadka postaci drugoplanowych, których główne zadanie polega na rozśmieszaniu widza. Mamy wobec tego nieporadną nauczycielkę Cecile, Avril – wesołą koleżankę z klasy (która udaje, że nie jest zazdrosna o zacieśniającą się więź Kazuyi i Victorique) oraz ekscentrycznego Inspektora de Blois (którego wątek na szczęście nabiera z biegiem czasu odrobiny dramatyzmu). Wśród innych postaci wyróżniają się przeróżne czarne charaktery… najczęściej cechują się one takim stężeniem tajemniczości, mroczności i innych cech, że stają się (niestety) mało wiarygodne. No cóż… twórcy mieli dobre chęci lecz mocno przesadzili…

Przykład nadgorliwości fansubera - ending i karaoke po japońsku, angielsku i francusku...

Od strony technicznej seria prezentuje się przyzwoicie, widać jednak, że jej budżet miał swoje ograniczenia. Wszystko jest schludne i przyjemne dla oka, ale zostało sporo miejsca na dopieszczenie szczegółów. Jedynymi dopracowanymi elementami zdają się być wyszukane, pełne wstążek i koronek kreacje głównej bohaterki. Muzyka towarzysząca kolejnym odcinkom miewa swoje lepsze momenty, częściej jednak jest widzowi tak obojętna, że prawie nie zwraca się na nią uwagi. Seria na pewno nie wyróżnia się na plus pod tym względem, ale przynajmniej nie odstaje od konkurencji. Na pewną pochwałę zasługują motywy otwierające i kończące każdy odcinek (popularnie zwane openingami i endingami) – starają się one nawiązać estetyką do konwencji serii lecz po przesłuchaniu ich raz czy dwa jakoś nie ma się ochoty na więcej.

Gosick pomimo swoich wad jest serią niezłą choć nierówną; niektóre odcinki ogląda się z niekłamanym zainteresowaniem podczas gdy inne wloką się niemiłosierne. Gdyby nie słabiutka końcówka i naciągane kreacje postaci to seria mogłaby się znaleźć na liście tytułów godnych polecenia. Czas spędzony w towarzystwie Victorique i Kazuyi trudno jednak uznać za całkowicie zmarnowany; jeśli akurat nie ma się nic lepszego do oglądania, szuka się pewnej odmiany lub ma akurat „fazę” na serie detektywistyczne to rozwiązywanie zagadek wraz z bohaterami serii może okazać się niezłym wyborem. Widzów lubujących się w historyczno-kulturowych odniesieniach czeka jednak pewne rozczarowanie – do serii trzeba bowiem podejść z przymrużeniem oka.

Reklamy

5 komentarzy

  1. Czyli znajomi mieli rację – Gosicka ogląda się tylko dla tsundere loli Wiktoriki. Aż dziw, że za jej głos nie odpowiada Rie Kugimiya.

  2. W „Gosicku” trzeba zaakceptować kompromisy na jakie poszli twórcy. Niekonsekwencje dały – moim zdaniem – najlepiej poprowadzony w tym roku wątek dramatyczny, a „okultystyczny bełkot” pozwolił na zbudowanie głębokiego klimatu. Maskarady, nie-tak-do-końca-bajkowe potwory, nauka pod postacią wierzeń. Właśnie w tym „Gosick” zrobił sobie kilka mocnych punktów, przez co ostatecznie pozytywnie wspominam ten tytuł. Szkoda tylko, że twórcy nie mogli się zdecydować który wątek jest ważniejszy – Kujo i Wiktorii czy ten „główny”. Stąd anim stał się romanso-kryminalno-dramatyczno-okultystyczną hybrydą, w której każda część walczy o swoje 5 minut na ekranie, ale żadna nie może się ze sobą dogadać. Ehh, ale i tak „Gosick” jest spoko.

  3. @SStefania
    Z bohaterką nie jest tak źle by do jej roli zatrudniać Rie Kugimiyę :D. Wydaje mi się, że jest dość strawna nawet dla osób uczulonych na tsundere lolitki, ma poza tym sporo lepszych momentów.

    @Tengu
    Też uważam, że Gosick jest spoko, ale nie zmienia to faktu, że mocno się nim rozczarowałem :/. Spodziewałem się czegoś lepszego i to mnie pewnie podkusiło do napisania nieco kąśliwej recenzji. Na pewno można się przy nim lepiej bawić jeśli podejdzie się do niego nieco luźniej – moim błędem były zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej serii.

  4. Gosick bardzo mi się spodobał, szczerze polecam!
    Nie zgodzę się np. z faktem ze muzyki otwierającej i kończącej nie chce słuchać się dłużej bo osobiście słucham an okrągło;]. Ciekawa historyjka, świetna kreska. Minus zawsze się jakiś znajdzie – nic nie jest idealne!

    1. „Nic nie jest idealne!”
      Święte słowa! I chyba takie podejście jest najlepsze – drobne błędy nie powinny stać na przeszkodzie do zachwycania się danym anime, filmem, mangą czy książką :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: